Browsed by
Miesiąc: Wrzesień 2017

Chłopak z gitarą…

Chłopak z gitarą…

Lato 1999 Tego dnia kiedy zaśmiewaliśmy się z kuniej kupy na podeście, wędrówka okazała się wielce intrygująca. Żeby nie powiedzieć niepokojąca… Szło się nam świetnie, pogoda dopisywała, humory też. Obiad w schronisku za Grzebykiem smakował wybornie, a małe zimne piwko dopełniło przyjemności. W dodatku widoczność była dobra, więc delektowaliśmy się widokiem Tatr. Pięknie, kolorowo, ciepło, radośnie. No, czy w taki dzień może komuś przydarzyć się coś złego? Kiedy wracaliśmy już, wygodnym szerokim szlakiem, do naszej wsi w dolinie, spotkaliśmy kilka…

Read More Read More

Patrz pod nogi! ;-)

Patrz pod nogi! ;-)

Lato 1999 Przyjechała Kalina. Lato, piękna pogoda, jak zwykle wesoło i sympatycznie mijał czas. Wieczorem było pieczenie „urszulek” przy ognisku, trochę nawet pośpiewałyśmy na dwa głosy, jak to my. A potem, kiedy już Krzyś poszedł spać, długo gawędziłyśmy na werandzie. Rano wstaliśmy wcześnie, żeby wybrać się na wędrówkę po górach. Kiedy Krzyś wyszedł przed dom „od rufy” umyć zęby, Kalina ostrzegawczo zauważyła: – Patrz pod nogi, na podeście  jest kupa. Kunia. Krzyś zaskoczony spytał: – A co koń robił na…

Read More Read More

Czasem dobrze, że jakiś dureń pcha się tu zimą…

Czasem dobrze, że jakiś dureń pcha się tu zimą…

Trudno dotrzeć tu zimą, trudno funkcjonować dłużej kiedy śnieg sięga nawet kolan… Kiedyś sąsiadka spytała mnie, po co przyjeżdżam kiedy śniegu jest tu po pas (bo i tak bywało!). Powiedziała, ze tylko dureń pcha się tu zimą. 😉 Przyszło mi wtedy do głowy, że dzięki temu żyje jeden człowiek. A to już powód! To była Wielka Sobota, 2003. Krzyś miał wtedy 11 lat, zima była bardzo długa i do samej Wielkanocy utrzymywał się śnieg na metr. I mróz. Jednak ścieżka…

Read More Read More

Turystki? ;-)

Turystki? ;-)

Lato, 1994 Krzyś miał dwa lata, na nóżkach skórzane traperki, własny malutki plecaczek, bardzo lubił chodzić po lesie i nazywać wszystko co widział. Bardzo lubił też „sprzątać”, podnosząc ze ścieżki wszystko: liście, szyszki, igliwie. Tłumaczył przy tym poważnie, że „psiąta bo bałagan tu”… Schodziliśmy do sklepu szeroką drogą której dziś już nie ma, w starym świerkowym lesie. Było lato, piękny słoneczny dzień. Krzyś pokazywał paluszkiem i powtarzał: – Dzieło (drzewo). Siśka. Kamyk. Liśtek. Tam ptasiek! Dzieła duzie. A tu małe-małe…

Read More Read More

Księżyc? Czy nie księżyc? ;-)

Księżyc? Czy nie księżyc? ;-)

Sierpień, 1998 Och, oczywiście nie chodzi o ten zachód słońca na zdjęciu. 😉 Ale to zdjęcie natychmiast budzi wspomnienie tego dziwnego wydarzenia.  Choć nie chodziło o słońce, a o… no właśnie… Przyjechali do nas goście. Mój kolega ze studiów (tych pierwszych, plastycznych) ze swoja żoną i synem w wieku Krzysia. Było już po północy, chłopcy spali w swoich łóżkach, a my w trójkę siedzieliśmy przed chatką, przy ognisku. Ja siedziałam tyłem do ściany domu, miałam więc przed sobą widok podobny…

Read More Read More

Co to jest ta megłega? ;-)

Co to jest ta megłega? ;-)

Sierpień, 2017 Staszek, mój wieloletni przyjaciel, dziś wyjechał. Sympatyczne trzy dni minęły nie wiedzieć kiedy. Niestety, przywiózł tu ze sobą deszcz i chmury, więc z planowanej dalekiej niedzielnej wędrówki po górach nic nie wyszło, wyszła za to „półdaleka”. Zupełnie niechcący. Wcześniej, w sobotę, długo siedzieliśmy na werandzie, było ciepło i miło. Przyjacielskie pogaduchy w świetle lampionu (podarowanego mi niedawno przez Ankę) i prawie pełnego księżyca zajęły nam większość nocy. Było dość jasno, wyraźnie widać było góry i drzewa dookoła, w…

Read More Read More

Wspomnienie Babci Janeczki

Wspomnienie Babci Janeczki

Ile to już lat minęło. Rozglądam się z uśmiechem po tym samym pomieszczeniu, choć dawno już nie ma w nim śladu po rozwrzeszczanym drobiu. Dziś to przytulna, funkcjonalnie i ładnie urządzona, czysta i jasna izba. Na solidnej, modrzewiowej podłodze leży duży, ciepły dywan, przy wygodnym łóżku drugi, mniejszy. Z rozczuleniem patrzę na kąt jadalno-wypoczynkowy. Kwadratowy, drewniany stół, stara ława i trzy krzesła wokół niego. Wisząca nad stołem lampa z wiklinowym abażurem rzuca ciepłe, rozproszone światło na ten stary, szlachetny sufit….

Read More Read More

Wyścig traktorka z deszczem. ;-)

Wyścig traktorka z deszczem. ;-)

Lipiec 2017 Dziś od samego rana pada. Ciemno, buro, ponuro. Ale w izbie – przytulnie, ciepło, sucho. Wczoraj przyjechałam traktorkiem z tarcicą. Znaczit, z legarkami i kantówkami na werandę. I z niewielkimi zakupami. Zdążyliśmy przed deszczem, choć wszyscy głowami kiwali że zmokniemy na pewno, bo dysc idzie! Aaaależ to była jazda! Nawet nie wiedziałam, że ten traktorek tak zasuwa po płaskiej szosie! Od tartaku spory kawałek jej mieliśmy do pokonania. Czułam się jak w siodle mustanga, włos rozwiany, jaskrawe słońce…

Read More Read More

Widok z okna: wersja 7375624. Około. ;-)

Widok z okna: wersja 7375624. Około. ;-)

Dziś rano stanęłam przy oknie, dzierżąc lusterko by podkreślić rzęsy tuszem. Ot, taki makijaż wersja górska. A za oknem – dwa jelenie, jeden wielki byk z imponującym porożem, drugie – małe coś. Nie widziałam dokładnie bez okularów. Zanim je założyłam, chwyciłam aparat i odsłoniłam firankę – już zniknęły w lesie poniżej. Złośliwce. Ale mnie się przypomniała historyjka a propos makijażu w górach… 😉 Maj, 1997 Przyjechała Tośka, moja była współlokatorka z akademika, z mężem i córeczką. Na Urodziny Krzysia. I…

Read More Read More

Efekt pandy… ;-)

Efekt pandy… ;-)

Maj 2017 Pogoda była niezła, więc po powrocie z zakupów zabrałam się ostro do pracy. Hm, tej pracy której najbardziej nie lubię. Czyli koszenia. No, nie cierpię! Ale co robić. Wykoszone być musi! Wykonałam więc szybką, sympatyczną herbatkę na werandzie, ustawiłam sobie krzesło i stolik, żeby mieć bardziej namacalną wizję miłego odpoczynku później… 😉 Pracy było co niemiara, wykosiłam prawie całe moje podwórko, został jeszcze tylko kawałek pola sąsiada między moją werandą a płotem Kasi, tak już śmisznie jest podzielona…

Read More Read More