Początek od rana

Początek od rana

wrzesień, 2017

Parę słów o poranku

Jestem Maryla. Od niemal trzydziestu lat właścicielka starego domu na szczycie jednej z beskidzkich gór. Niby góra niewysoka, ale nieźle potrafi dać w kość kiedy trzeba wdrapać się na nią, z obciążeniem czy bez. Kiedyś, jak wielu, wędrowałam z plecakiem górskimi szlakami, czasem w grupie przyjaciół, czasem zupełnie sama, nocowałam w schroniskach i chatkach studenckich marząc o chwili, kiedy będę otwierała drzwi takiej chaty własnym kluczem.

I jestem. Siedzę na drewnianej werandzie, kawa w kubku paruje, ptaki drą dzioby w lesie poniżej a strumyk szumi swoją piosenkę, dziarsko zbiegając kamienistym zboczem w dolinę. Widzę stąd tylko część tej doliny, przysłaniają ją wielkie świerki i jodły, modrzewie, buki i brzozy. Po lewej – z daleka dumnie piętrzy się wysoki Grzebyk, kiedyś porośnięty gęstą świerkową czupryną, dziś na jego łysawym szczycie sterczy komicznie garstka pojedynczych drzew. Przede mną, za wsią niewidoczną w dolinie, wybrzuszają się łagodnie zbocza słowackich gór, między nimi snują się cicho mleczne pasemka porannej mgły. Od prawej strony ciepło otula mnie las pod szczytem Siwego Gronia, na jego brzegu błyskają kolorowo ule w pasiece sąsiada.

Jest cichy, pogodny ranek. Tak, tak, cichy: ptasie wrzaski i plusk strumyka są w wplecione w tę ciszę razem z tykaniem domowego zegara jak jej wątek i osnowa, są tak oczywiste że po jakimś czasie przestaje się je słyszeć. Kiedy, jeśli nie o poranku zacząć spisywać chatkowe dzieje? Potem nie będzie czasu, zbieram się i wędruję do wsi po zakupy. Do sklepu mamy prawie sześć kilometrów, trochę to zajmie bo trasę tę trzeba przemaszerować. Po powrocie pozostaje jeszcze odtrawszczyć podwórko, w wyobraźni widzę już całe kłębowiska zygzakowatych bestyjek gnieżdżących się w zielonych chaszczach. Dobra, przesadzam z tymi kłębowiskami, ale kilka sztuk z pewnością jest.

Przez te lata wiele się tu działo, uzbierało się mnóstwo historii, zabawnych bardzo lub wcale. Niektóre smutne, niektóre straszne. Warte zapamiętania, niektóre opowiedzenia. Tworzą je ludzie którzy tu przyjeżdżają lub przychodzą: przyjaciele, bliscy lub dalecy znajomi, sąsiedzi z Gronia i sąsiedzi z doliny, zbłąkani turyści i zagubione dzieci. I mój syn, oczywiście.

Nie planowałam samotnego życia. Czekałam na uśmiech naszego Krzysia spokojnie i ufnie, dłonią w dłoń z jego szczęśliwym ojcem. Kochałam zbyt mocno żeby poczuć jak bardzo ograniczają mnie wiązania klapek na skroniach, tym mocniejszy był ból, kiedy Grzegorz zerwał je jednym szarpnięciem i zostałam sama. SAMA – i zdumiona tym czteroliterowym słowem z którym przyszło mi się oswoić. Mnie się udało, Krzysiowi – jak dotąd nie.

Ale zostało nam to miejsce: chata na szczycie góry, gdzie życie jest tak twarde jak skalista ziemia pod nogami: moje naiwne, młodzieńcze marzenie. Spełnione. Domek z kart runął, ale ten na skale – pozostał, trzeba mi było tylko sprawić żeby rudera zamieniła się w prawdziwy dom i nauczyć się w nim żyć.

Rok po roku, nasza chata stała się dla wielu ludzi miejscem wytęsknionych powrotów, wesołych spotkań przy ognisku i poważnych rozmów do świtu. Kolejne dni, pisane tu przez życie góralską prozą, wypełnione są częściej śmiechem niż łzami. A widok z werandy budzi westchnienie zachwytu u każdego. No dobrze: prawie każdego! 😉

 

P.S. Po co mi ten blog?

Bo ja wiem? Krzyś mi sprezentował. Wie, że lubię pisać. 🙂

19 thoughts on “Początek od rana

  1. z zainteresowaniem i ciekawością czytam wszystkie Twoje opowiadania:)
    pisz a ja spokojnie poczekam na wydaną książkę:)
    pozdrawiam Maria

    1. Bardzo się cieszę. Może jakieś wydawnictwo zaryzykuje? Bo nie stać mnie na wydanie na własny koszt. 😉

  2. Wstąpiłam do Ciebie z Garnka, bo spodobało mi się zdjęcie; góry, mgła. Słowem sielsko, czarodziejsko.Czasem czytam blogi i żal mi gdy ciekawy, znajomy blog milknie. Tyle mogłam się jeszcze dowiedzieć o świecie, przyrodzie, ludziach a tu ktoś się zniechęcił przez innych albo stracił chęć dzielenia się sobą. Twój sposób pisania jest ciepły , ciekawy. Chciałabym tu jeszcze zaglądać. Serdecznie pozdrawiam.

  3. Byłam już tu wczoraj. Niestety życie pisze swoje scenariusze i wniwecz obraca najszczersze chęci. Musiałam odpuścić. Dziś wróciłam, aby ponownie rozsmakować się w Twoim świecie. Naprawdę, Twoje pisanie jest jak najznakomitsze kąski wybornej strawy. Lubię czytać takie proste, zwyczajne, nie napuszone teksty i w nich Twoje niezwykle lekkie pióro…Wiem, że niektóre z nich na pewno już kiedyś czytałam, ale wciąż z przyjemnością do nich będę wracać. Zatem …. zanurzam się w niezwykłej lekturze

    1. Ojojoj… A to-m się wzruszyła.
      Dziękuję Ci stokrooootnie za te słowa, Mario.
      Czasem mam wątpliwości, ba! pewność wręcz, że o moje pisanie to zwyczajne bzyku – bzyku, czasem ktoś zajrzy i z grzeczności napisze coś pozytywnego, żeby „autorce” przyjemność zrobić.
      Ale lubię pisać, zawsze lubiłam. I bardzo chciałabym wydać to moje pisanie, ale zwyczajnie brak mi przebojowości.
      Ale kiedy czytam takie słowa jak Twoje, cosik mi tam kiełkuje nieśmiało… 😉

  4. Szukając pewnego zdjęcia z gór, w mrowiu wyświetlonym mi przez usłużną wyszukiwarkę zobaczyłem ładny domek na zboczu. Taki chciałbym mieć – myśl przeleciała mi przez głowę i otworzyłem stronę. Tak znalazłem Twój blog, Marylo.
    Tego dnia przeczytałem trzy wpisy, następnego wróciłem i przez ponad godzinę gościłem u Ciebie. Będę wracać, wszak nie wszystkie jeszcze historie poznałem.
    Nie dziwię się pochwałom w komentarzach, i ja się do nich przyłączam. W prostych zdaniach i w niewyszukanych słowach znalazłem ciepło, zadumę, uśmiech człowieka pogodnego i mądrego. Tak, tak: Ciebie. Także ślad nostalgii, pewnej tęsknoty – słowem: to wszystko, co cenię w tekstach.
    Uśmiałem się z pieska, na który wpadasz do sąsiadki, z przygód dwojga młodych ludzi po raz pierwszy w życiu mającymi do czynienia z węglem, z kuniej kupy, z przypalonej urszulki i z tej smaty, co pod sopa lezała. Ciepłymi barwami nakreśliłaś sylwetkę góralki Janki. Na Twoim obrazie spod chropowatości wyłania się kobieta dobrego serca. Polubiłem ją.
    Skopiowałem parę Twoich zdań, Marylo, ponieważ nie dość, że wyraźnie pokazują Ciebie, to i podoba mi się ideał życia w nich zawarty.
    „Taki to miły, leniwy dzień jest dzisiaj. To jakby Los delikatnie gładził po głowie… Nic ważnego się nie dzieje, a chciałoby się, żeby i jutro tak było.”
    Zapewne dlatego podoba, że i ja cenię takie chwile, aczkolwiek bardzo rzadko mam okazje je przeżywać w moim zapracowanym życiu. Są dla mnie ideałem ku któremu dążę i do którego tęsknię. Czas spokojnie ciurkający, nie poganiany, ale i nie ciągnący się, czas w którym nic szczególnego się nie dzieje, a przecież tak urokliwy, naprawdę nasz i tak bardzo nam potrzebny. Jakże ja Ci go zazdroszczę!
    Ja też mam swoje ukochane góry, są nimi Góry Kaczawskie, ale tylko w niektóre niedziele mogę być wśród nich i to po przejechaniu długiej drogi. Mam w swoim komputerze setki zdjęć polnych i leśnych dróg, a gdy przebiegnę po nich wzrokiem widzę, że często fotografuję zakręt drogi, jej niknięcie za drzewami lub zboczem wzgórza. Podobne zdjęcia tej samej drogi znalazłem i u Ciebie, z podobnych zapewne powodów zamieszczonych.
    Marylo, dziękuję za miłe chwile tutaj.
    Krzysztof Gdula

    PS
    Winien Ci jestem jeszcze jedno podziękowanie. Otóż dzięki Tobie w końcu kupiłem Rozmyślania Aureliusza.
    Więc dziękuję.

    1. Baaaardzo dziękuję Ci za te słowa.
      Ostatnio jeden „wszechwiedzący” człowiek bardzo mnie do pisania zniechęcił, uznając że skoro dzielę się przeżyciami (niektórymi) w Chatce, to można tam wejść bez zaproszenia i się porozglądać…
      A potem jeszcze „popouczać” mnie.
      Wiem, w ogromnej różnorodności ludzkiej i z tym trzeba się liczyć.
      Tym bardziej więc dziękuję.
      I serdecznie Cię pozdrawiam. 🙂

      1. Dziękuję za pozdrowienia, Marylo. Przyjmij moje, proszę.
        Faktycznie, dziwną miałaś „wizytę”. Wydaje mi się, że rozumiem Cię, ponieważ w mojej pracy, a od wielu lat pracuję w lunaparku, miewam kontakty z bardzo dziwnymi ludźmi, zarówno wśród pracowników, jak i klientów, chociaż moje zniechęcenie sięga raczej ludzi, nie pisania.
        Słowo pisane jest dla mnie bardzo ważne, zajmuję się nim w każdej niemal chwili, a że i ja miewam zwątpienia…. Marylo, warto pisać skoro masz czytelników, a przecież masz i to wiernych, jak zauważyłem. W mojej osobie zdobyłaś kolejnego czytelnika.
        Zapewne piszę tutaj prawdę powszechnie znaną, ale ta jest moja, bo sam do niej doszedłem: otóż w pisaniu tkwi wartość ponownego przeżywania, także utrwalenia wspomnień, a i satysfakcji z dobrego napisania tekstu.
        Tak więc niech jakiś nawiedzony (szkoda, że nie przez kulturę) nie odwodzi Cię od pisania, czego Tobie i sobie życzę.

        1. Masz rację co do pisania. Nie warto go zarzucać z powodu jakiegoś megalomana.
          Praca w lunaparku brzmi trochę jak oksymoron, ale z pewnością tylko brzmi. 🙂
          Ciekawa jestem Twojego pisania. Czy to blog? Opowiadania? Powieść? Pamiętnik? Poezje?
          Dużo znaków zapytania w jednej linijce… 😉
          Jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa. I pozdrowienia. Wesołych Świąt Ci życzę. :-)))

          1. Dziękuję, Marylo.
            Ciekawe spostrzeżenie o pracy w lunaparku jako zestawieniu przeciwieństw. Pomyślałem o filharmonikach, że dla mnie słuchanie ich gry jest świętem, dla nich pracą.
            Wyszukiwarka google gorliwie wyświetli strony o mnie, jeśli w jej okienko wpiszesz imię i nazwisko.
            Kiedyś trochę wierszy napisałem, ale uznałem, że poetą nie jestem. Piszę książki (chociaż z wydaniem różnie bywa) i o książkach, piszę o swoich wędrówkach, a najbardziej lubię pisać o chwilach. Takich zwykłych chwilach naszego życia, które trwają moment i odchodzą. O podobnych chwilach i Ty piszesz na tym blogu, może dlatego podoba mi się Twoje pisanie.
            Dziękuję za świąteczne życzenia. Wiosenne święta od wielu lat spędzam w pracy, jutro rozpoczęcie sezonu, uruchamiamy karuzele w południe. Do godziny 11 mam wolne.
            Marylo, życzę Ci świąt wśród bliskich Ci ludzi, życzę odczuwania ciepła i serdeczności.

            Pomysł z nitką prowadzącą do prezentu bardzo mi się spodobał, a szukanie „majowych orzechów” było świetne. Omalże widziałem sylwetkę Janeczki patrzącej na was szukających nitki. 🙂

          2. Z przyjemnością poczytam Twoje teksty, dzięki za „namiar”. Już w komentarzach widzę, że potrafisz pisać… :-)))

  5. Wracam z urlopu a tu taka niespodzianka! Niektore znam, niektore zapomnialam przynajmniej czesciowo a niektore sa calkiem nowe – jak ta o starej chatce;)
    Pisz.

  6. Oj pisz kochana…..pisz…..po całym ciezkim dniu tak miło usiasc i poczytać o takich zwykłych sprawach…..i nie ma tu nic wydumanego nic co by człowiek „ominąl ‚ wzrokiem i czytał dalej……wszystkie literki chłone wzrokiem żałując ,ze zaraz wszystko co napisalas sie skończy…..Jak to dobrze ,ze masz tego bloga…..Podziekuj swojemu syneczkowi ,ze Ci go załozył………Madre z niego dziecko…..***

Pozostaw odpowiedź Maryla Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *