Księżyc? Czy nie księżyc? ;-)

Księżyc? Czy nie księżyc? ;-)

Sierpień, 1998

Och, oczywiście nie chodzi o ten zachód słońca na zdjęciu. 😉

Ale to zdjęcie natychmiast budzi wspomnienie tego dziwnego wydarzenia.  Choć nie chodziło o słońce, a o… no właśnie…

Przyjechali do nas goście. Mój kolega ze studiów (tych pierwszych, plastycznych) ze swoja żoną i synem w wieku Krzysia. Było już po północy, chłopcy spali w swoich łóżkach, a my w trójkę siedzieliśmy przed chatką, przy ognisku. Ja siedziałam tyłem do ściany domu, miałam więc przed sobą widok podobny tego na zdjęciu, niewiele było widać. Jak to nocą. 😉

Maciek z Asią kłócili się, siedząc po drugiej stronie ogniska. Zresztą, stale się kłócili, dogadywali sobie ze złością, byłam już tym zmęczona.

Do tego sarny strasznie głośno i natarczywie szczekały, zdawały się podchodzić coraz bliżej. Sarny – wiadomo, nieszkodliwe, niewielkie. Nie ma się czego bać.  Ale w tej ciemności, bez  (jeszcze wtedy) ogrodzenia, mimo wszystko czułam się jakoś nieswojo.

Kiełbaski i ziemniaki z ogniska były już dawno zjedzone, piwko (w symbolicznych ilościach z powodu dzieci) wypite. Pomyślałam że mam już dość tego siedzenia i słuchania ich, postanowiłam iść do domu. Spojrzałam na znajomych żeby im o tym powiedzieć i dosłownie głos uwiązł mi w gardle.

Dałabym głowę, że jeszcze chwilę wcześniej księżyc był wysoko po lewej stronie, teraz były tam tylko chmury. A za plecami Maćka i Aśki, tuż nad ziemią, zobaczyłam ogromną, czerwoną kulę.

Wszystkie włoski na ciele stanęły mi dęba. Księżyc?

– Maciek, czy wy widzicie to co ja? – wydukałam w końcu, wskazując niebo za nimi.

Odwrócili się na chwilę, nie przerywając wściekłej dyskusji. Żadne z nich nawet się nie przyjrzało.

– No, co? Normalnie, księżyc. Wielki strasznie.

Wstałam, patrząc ciągle w tamtą stronę. Głowę bym dała, że ten czerwony księżyc wisiał nad ziemią nie za ścianą drzew, tylko… przed nimi, na polu sąsiada! Tego było mi już dość, oznajmiłam więc, że idę spać i poszłam szybko do domu. Naprawdę czułam gęsią skórkę, najzwyczajniej w świecie się bałam!

Kiedy  już się umyłam, przyszedł Maciek i z dziwną miną powiedział, że mu ten księżyc dziwnie wyglądał, bo jakby był bliżej niż las!

Ha! Czyli nie tylko mnie się tak wydawało! W domu już czułam się bezpiecznie, więc chciałam jeszcze przyjrzeć się temu dziwnemu zjawisku przez okno. Ale Maciek dodał: – Już go tam nie ma!

Bardzo niepewną minę miała też Aśka wracająca z ubikacji.

– Wiecie, że ten księżyc się już schował? Ale przecież jeszcze przed chwilą tam był!

– Wiem. – przytaknął jej mąż. – Strasznie to dziwne, nie?

Cóż, przynajmniej przestali się kłócić. 😉

Do dziś nie wiem co to naprawdę było, nigdy przedtem ani potem nie widziałam takiego dziwnego „księżyca”. Ale często to wspominam, kiedy patrzę nocą w tamtym kierunku. I nie siedzę sama przy ognisku nocą. Tchórz mnie oblatuje. 😉


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *