Jesienne Chatki przygody…

Jesienne Chatki przygody…

24.10.2017

Od rana miałam wrażenie, że coś mi ta data przypomina. Dopiero przed chwilą skojarzyłam…

Równo pięć lat temu, wypadało to jakoś w środku tygodnia, wieczorem zadzwoniła Zosia, moja sąsiadka. Ze złą wiadomością: do wszystkich domów w naszej osadzie były włamania. Nie pierwszy raz, jasne, ale tym razem pozostało dużo zniszczeń. Porąbane drzwi, gdzieniegdzie wybite szyby w oknach. Poobcinane, powyrywane kable – ze ścian i ze wszystkich możliwych urządzeń. Widać one były głównym celem złodziei.

W moim domu niby nic nie widać, kłódka wisi jak wisiała, ale skobel – jakoś krzywo wbity. Jak przy kilkunastu wcześniejszych włamaniach.

Zosia i Krystian jednak byli mocno przygnębieni po oględzinach i rozmowie z policjantami. Przez ich dom jakby tornado przeszło. ☹

Westchnęłam ciężko, podziękowałam za informację. Byłam pewna, że i moja chatka została splądrowana, ale nijak nie mogłam zwolnić się z pracy do końca tygodnia. Pojechałam więc dopiero w piątek po południu. Sama niestety, Krzyś leżał chory. Większość sąsiadów była już na miejscu, krzątali się przy swoich domach, klnąc i złorzecząc złodziejom.

Już na pierwszy rzut oka wiedziałam, że i u mnie byli.

Skobel był wbity byle jak, widać ze wcześniej wyrwany razem z zamkniętą kłódką. Musieli mieć łom albo siekierę.

Razem z Zosią i Krystianem weszłam do środka.

W sieni – istny pogrom. Drzwi do szafki–spiżarki otwarte, ze środka wyrzucone pudełka po konserwach, rozsypana mąka i bułka tarta. Na podłodze rozbite jajka, musiały komuś wypaść z ręki w ferworze szperaczym… Zniknęły makarony, ryż i kasze, sosy i zupy w torebkach. Słowem – wszystkie zapasy spożywcze.

Co dziwne, na półkach z narzędziami leżał przedłużacz, zniknęły tylko jakieś obcęgi, latarki i piła. Kable przy podkaszarkach i wiertarce były nietknięte. No i wiertarka po prostu była!

W izbie znaleźliśmy odpowiedź: najwyraźniej tu jeszcze nie dokończyli, mieli zamiar wrócić.
W kącie kuchennym stała moja wielka, czarna torba, wypakowana po brzegi, przygotowana pewnie do zabrania później. Były w niej nawet patyczki i chusteczki higieniczne, otwarta śmietanka do kawy, połówka mydła i buteleczka maggi z odciętym czubkiem! Zabrali zawartość spiżarki, reszty nie dali rady?

Odetchnęłam z ulgą widząc nienaruszone kable na ścianach. U Kasi większość wyszarpali spod tynku. U mnie tynku nie ma, taką łatwiznę widać zostawili sobie widać na „deser”…

Jedna rzecz przeraziła mnie jednak i napełniła wręcz obrzydzeniem: na stole, do którego prowadziły błotniste ślady po buciorach na dywanie, stał mój czerwony emaliowany garnek z resztkami barszczu na dnie i chochelką, a obok – trzy brudne talerze z łyżkami w środku. Wzdrygnęłam się aż na myśl, że przy moim stole ucztowały sobie jakieś trzy brudne typy. Nie mogłam znieść tego widoku, spakowałam wszystko do wora i wywiozłam do wywalenia.
Bez żalu.

Tego dnia nie nocowałam w chatce, wieczorem wyjechałam. Nie byłam w stanie zasnąć tam spokojnie, choć we wszystkich domach byli sąsiedzi.

Trzy dni później Zosia zadzwoniła znowu. Złodziei złapano!
Ekipa naszej policji się zmieniła, nastały nowe porządki, i nagle ujęcie włamywaczy stało się możliwe! A włamania i zniszczenia przestały mieć „niską szkodliwość społeczną”! 😊

Odetchnęliśmy.

Kiedy, jakieś dwa tygodnie później, składałam zeznania, sympatyczny policjant z pewnym rozbawieniem powiedział, że ten brak zniszczeń u mnie to chyba nie z powodu pośpiechu. Bardzo się zdziwiłam, a już osłupiałam zupełnie, kiedy usłyszałam:

– Wie pani, oni zeznali, że panią… lubią! Bo z pani jest fajna babka!

A niech mnie!!! No, takiego komplementu w życiu nikt mi nie powiedział! Złodzieje „tylko” mnie okradli (a zamierzali bardziej), bez dewastacji mojego domu, bo mnie lubią! 🙁
Owszem, okazało się, że trochę znałam jednego z nich, mieszkał niedaleko, ale dwóch pozostałych nawet nie kojarzę. Skąd ta „sympatia”?!

Przez jakiś czas sąsiedzi dziwnie na mnie patrzyli, miałam wrażenie, że podejrzewają mnie o zmowę z rabusiami. A może po prostu czuli żal, że to nie oni są ulubieńcami sfer kryminalnych? 😉
Na szczęście szybko im przeszło.

A sprawcy zostali ukarani, o wiele bardziej niż byśmy chcieli…


10 thoughts on “Jesienne Chatki przygody…

  1. Nie ma co „prawdziwi” dżentelmeni z tych włamywaczy, tylko poczęstowali się zapasami nie demolując „zbytnio” domu. Strach pomyśleć jakby było odwrotnie. Zamiast okazać szczególną sympatię to okazaliby szczególną niechęć do Pani. Ale może jeszcze z tego kraju coś będzie, jeśli coraz mniejszą znieczulicę można zaobserwować wśród funkcjonariuszy policji.

    1. Fakt, policjanci zmienili się na lepsze, ale to było osiem lat temu, nie wiem jacy są teraz… ;-).

  2. Nie potrafię zrozumieć mentalności złodziei. Nigdy nie potrafiłabym czerpać najmniejszej odrobiny radości z tak zdobytego trofeum.
    Popaprzyłabym się dotykając takich zdobyczy

  3. Ja juz od dawna wiem, ze Mariol jest fajna babka! Tez lubie barszcz;) Ale tez baaardzo nie lubie jak ktos je z mojego talerzyka. A zwlaszcza jak brudzi blotem podloge i dywan!!! tej zwlaszczy to chyba najbardziej nie lubie.

    1. E tam, czasem fajna, czasem nie, jak każdy. 🙂
      A podłogi i dywanu ubłoconego nie wywaliłam, wyczyściłam jednak. Gorzej było z jajkami rozbitymi w sieni, trudno było doszorować starą, drewnianą podłogę, jakiś czas jeszcze smrodlawiło w tym miejscu… 😉

  4. Ładnymi sposób okazywania sympatii. Okradli Cie „tylko troszkę”. Ciekawa jestem gdyby lubili Cie troche mniej….. czy miałabys np. tak jak kiedys ja kupę w poscieli? Bo tak zrobili mnie „dowcipni ” złodzieje. Kanapa została spalona bo nie mogła bym sie chyba na niej połozyc spać. Przez trzy lata posiadania chałupy na jeziorach byłam okradana 6 ( słownie sześc ) razy.W końcu złodzieje wygrali domek sprzedalam. Nie pytalam ile razy go jeszcze okradano.. Tak ,ze kochana masz szczęscie…..Pozdrawia
    m…***

  5. Moja działka jest jakieś 100 m od zabudowań mieszkalnych. Dawniej nie zdarzały się na niej kradzieże. Od kilkunastu lat są na porządku dziennym. Nawet tego nie zgłaszam. Ostatnio też złodzieje przeszli przez większość działek. Ja miałam szczęście, że udało im się rozwalić małą kłódkę, nie mam tam nic cennego. Tam gdzie były lepsze zabezpieczenia porozcinali ogrodzenie. Takie mamy czasy 🙁

    1. Hm, własnie. W takich miejscach nie trzyma się nic cennego, ja też mam wszystkie meble i sprzęty „z odrzutów”, rzadko i na krótko zostawiam jakieś „konkretne” narzędzia. Na szczęście ostatnia ekipa policji traktuje sprawę poważnie i teraz już nie ma pobłażania złodziejom, jak to było wcześniej całe lata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *