… i ciąg najdalszy. ;-)

… i ciąg najdalszy. ;-)

OK, dokończę ten wątek romansidlany. 😉

Minęło już tyle lat, że mogę o tym napisać spokojnie i nawet z przymrużeniem oka. Jak widać powyżej.

Pogodny, jesienny poniedziałek. Jak zwykle, pojechałam do Pracowni odwieźć pomalowane naszyjniki i zapinki, odebrałam tygodniówkę i w doskonałym nastroju wróciłam do domu. Wstrzykiwanie sterydów w ramię Krzysia dawało nadzieję na wyleczenie, od ostatniego złamania minęło sporo czasu i naprawdę byłam dobrej myśli.

Z Tadeuszem wszystko układało się coraz lepiej, choć jedna rzecz nie dawała mi spokoju: jego nieuzasadniona zazdrość o mnie. Zaborczość wręcz! Kiedy wyjechałam z Krzysiem na weekend do koleżanki, szalał z niepokoju i był gotów jechać po nas o północy do Katowic. Kochałam go, nie wyobrażałam sobie jak mogłabym go zdradzić. Dziwił i bolał mnie jednocześnie ten jego brak zaufania. Dziwiła mnie także zazdrość Majki, jej bezbrzeżny zachwyt nad „taką miłością”. Ale Majka należała do kobiet dla których największym dowodem miłości mężczyzny jest spranie ukochanej na kwaśne jabłko tylko po to, żeby nie spojrzał na nią inny. Ja na ten temat mam zdanie nieco odmienne. 😉

W ten poniedziałek byłam umówiona z Tadkiem na wieczór u niego. Różowy szampan już czekał.

Ale po południu Tadeusz przybiegł do mnie, bardzo zaaferowany, tłumacząc, że z naszego spotkania jednak nici, bo musi wyjechać do kolegi. Podżyrował mu jakiś czas temu pożyczkę, a kolega jej nie spłaca. Bank się domaga, więc trzeba sprawę wyjaśnić.

Byłam zdumiona. Wiedziałam że kłamie, krzyczał to wręcz swoim zachowaniem, każdym swoim gestem. Nie wiedziałam, po co. Oczywiście, odpowiedziałam zdawkowym „nie ma sprawy”, była u mnie znajoma, więc nawet nie drążyłam głębiej. Uznałam, że przecież wyjaśni mi wszystko później.

Nie wyjaśnił. We wtorek miał „dyżur w szpitalu”, we środę „gabinet do późna”. Dzwonił wieczorami i pytał krótko, czy „jestem grzeczna”.

– Za tydzień wszystko wróci do normy! – powtarzał.

A ja słyszałam między słowami, żebym mu nie przeszkadzała, żebym przypadkiem nie przyszła. Czułam jak bardzo jest podekscytowany, jakoś tak gorączkowo rozradowany…

Jego sąsiadka, spotkana na spacerze, poinformowała mnie „z dobroci serca”, że od kilku dni jest u Tadeusza kobieta. Która zresztą przyjeżdża co roku. Luksusowym autem, co roku innym.

– Ja tam nie chcę pani straszyć, ale pan doktor to lubi bogate dup… znaczy, kobiety bogate lubi. I starsze najlepiej, pani to pierwsza taka młoda! Pani szkoda, taka ładna pani, to szybko pani znajdzie innego, po co byle latawcem sobie głowę zawracać!

Aaaa, rzeczywiście. Przypomniało mi się, że parę miesięcy wcześniej Tadek opowiadał mi o jakiejś koleżance z Belgii, która przyjeżdżała raz w roku na tydzień lub dwa i sponsorowała mu szalone rozrywki. Ot, znudzona mężatka z nadmiarem gotówki. Sęk w tym, że to miało już należeć do przeszłości!

Nie wiedziałam co o tym myśleć, wszystko to mocno mnie zaniepokoiło. Zdecydowałam jednak, że bez szczerej rozmowy się nie obejdzie. Poprosiłam o spotkanie w piątek wieczorem. Starał się przekonać mnie, że jednak najlepiej będzie odłożyć spotkanie do wtorku (on, który jeszcze dwa tygodnie wcześniej nie mógł pogodzić się z tym, że spędzi jedną noc beze mnie!), ale byłam stanowcza.

W piątek przyjął mnie wyraźnie zdenerwowany, rozproszony. Zapewniał, że wszystko jest w porządku, w jego uczuciach do mnie nic się nie zmieniło, ale wszystko wyjaśni mi w przyszłym tygodniu, nie teraz.

– Powiedz mi: czy ty jesteś z kimś? – spytałam otwarcie.

Zaśmiał się nerwowo i gorliwie zaprzeczył. A ja znowu wiedziałam że kłamie.

W niedzielę po południu wyszłam wyrzucić worek ze śmieciami do kontenera. Wszystkiego z piętnaście metrów do przejścia przez podwórko, może minuta spaceru tam i z powrotem?

I w czasie tej właśnie minuty, jednej ze wszystkich minut tego dnia, zobaczyłam ich w przejeżdżającym wolno samochodzie: mój ukochany w objęciach eleganckiej pani. Rozbawieni, wielce sobą zajęci.

Przepłakałam ten wieczór i noc. A rano spakowałam mój służbowy kuferek i pojechałam odwieźć kolejną partię biżuterii do pracowni. Przed wyjściem tylko wykonałam jeden telefon:

– Tadeusz, już wiem wszystko. Widziałam was i wiem o kogo chodzi. Nie rozumiem po co mnie okłamywałeś. Nie kochasz mnie, a jeśli nawet – nie ma sensu dalej to ciągnąć. Nie będę jedną z wielu. Nic nie wróci do normy, jak twierdziłeś. To koniec.

Pojechałam, a Tadeusz wpadł wściekły na podwórko, gdzie moja mama bawiła się z Krzysiem. Wykrzyczał jej coś z dużą ilością „niemożliwe!” i „jak ona może!” i wybiegł.

Jakieś pół roku później usłyszałam, że ożenił się z tą bogatą panią i wyjechał z nią do Belgii. Rozwiodła się dla niego, szacun!

A, dodam jeszcze, że po upływie kolejnego pół roku znowu się rozwiodła. Z nim.


 

10 thoughts on “… i ciąg najdalszy. ;-)

  1. W końcu dotarło do mnie, że czytam od końca … Chirurgicznym cięciem skończyłaś z kimś kto nie był Ciebie wart. Nie cierpię kłamców, zdrajców. Dla nich powinien być oddzielny świat. Pewnie jest, ale nie w Czasoprzestrzeni.
    Podziwiam Twoją dzielność.

    1. E, tam. Żadna to dzielność. Nie ma innego wyjścia. Albo chce się żyć w kłamstwie, udając że wszystko jest OK, albo nie.
      Ja zawsze wybieram prawdę, choć boli.

      1. Jeśli w życiu zawsze wybierasz prawdę to z pewnością jesteś dzielna. Właśnie dlatego, że tak takie wybory bolą. Dobrego dnia 🙂
        ps. A ja obieram kierunek – Lublin. Chce się jechać, że hej! 😉

  2. A tak sie pieknie zapowiadalo… Najwazniejsze, ze Krzys wyzdrowial. I ze Chatka zostala;)
    Odwazna kobieta jestes, ze wiedzac, ze bedzie bolalo to Ty zakonczylas zwiazek.
    Szacun i klasa!

  3. Czemu się wsciekł?…..Bo byłas jedna ktora powiedziala mu ,ze z nim zrywa…nie ” skamlala” nie prosila o wytłumaczenie …tylko po prostu sprawe zakończyla…..a męzczyzni wolą aby to oni mieli ostatnie zdanie w sprawie…..Wiem…..boli…..ale taki ( jak to ładnie okreslila atiseti) FIUT nie wart nawet kopnięcia w d……..ę
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Hm, mężczyźni czy kobiety… Doświadczenie pokazuje, że to nie od płci zależy. Są dranie i są drańki. 😉

  4. Czemum się jakoś tak… spodziewała że zbyt piękne to było żeby było… Że może tzw. doświadczenie życiowe posiadam….
    Ech, życie nasze …. Dobrze że czas terapeutą jest .
    Serdeczności moc posyłam!
    B.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *