Wino do utylizacji? ;-)

Wino do utylizacji? ;-)

11 listopada 2017

Impreza u Ewy (…dwudziestosiedmiolatki już! Jak ten czas leci!) okazała się nad podziw spokojna, położyłam się około 23.00 i niemal natychmiast zasnęłam. Nie mam pojęcia co obudziło mnie o wpół do drugiej, nie słyszałam nic poza poszczekiwaniem saren z lasu poniżej. Ale skoro już się obudziłam, postanowiłam wyjść do kibelka.

W sąsiednim domu nadal paliły się światła, na ganku siedziało jeszcze parę osób, ale impreza miała się już chyba ku końcowi, na szczęście nikt nie wpadł na pomysł odpalania fajerwerków, jak to czasem bywa. Zadowolona otuliłam się mocniej polarem i szybciutko wróciłam do domu. W izbie było nadal miłe ciepło, wskoczyłam ochoczo pod kołdrę i… usłyszałam pukanie do drzwi.

Zarzuciłam znowu polar i pośpieszyłam do sieni.

– Prz-prz-praszam, Kaacper jes-tem, p-p-pani Marylko, ja tylko się chcia-ałem zapp-pytać… – dwudziestoparolatek w czerwonej czapce z daszkiem i wełnianym, kraciastym szaliku bardzo rozbawił mnie swoim wyglądem. Każdy ciuch z innej bajki, pewnie to efekt jakiejś zabawy imprezowej. 😉

Nie był specjalnie zawiany, ale najwyraźniej męczyła go czkawka.

– Jakby takkk pppani miała jakieś ppippiwko pożyczyć…

– Niestety, panie Kacprze, nie mam. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Miałam dwa, ale poczęstowałam sąsiada.

– A może jak-kąś flaszeczkę bym-m pożyczył?

– O, takich rzeczy w ogóle nie pijam, nie mogę pomóc. Mam jedynie pół butelki wina sprzed dwóch miesięcy, ale tego już raczej nie polecam. – zaśmiałam się.

Oczy mu zaiskrzyły i z wrażenia chyba przeszła mu czkawka.

– Wina? Przecież wino im starsze tym lepsze, ja bardzo chętnie!

– Al-le… – zająknęłam się ja, dla odmiany – ono stoi ponad dwa miesiące od otwarcia, pewnie zwietrzało, miałam już wylać.

– To ja… zutylizuję i po kłopocie!

Oddałam więc resztę wina, ku wielkiej radości „utylizatora”. 😉

Dziś zrezygnowałam z dalekiego spaceru, uznałam jednak, że czas na jesienne porządki w domu.

Pogoda zresztą nie zachęcała, rano raz tylko słońce ostro zalśniło spomiędzy gałęzi wielkiej lipy, jakby chciało powiedzieć:  „Hej, ja tak wyglądam!”, po czym wlazło z powrotem w szare poduchy chmur. A z nieba sypnęło z lekka białymi okruszkami.

Hm, pierwszy śnieg. Ale nie zadomowił się, zajrzał tylko w przelocie. Za to na wyższych górach nad Grzebykiem zabieliło się chyba na dobre.

Poodlewałam wodę z baniaków w sieni, zostawiając po ¾ w każdej, robię tak od lat. Żeby nie rozsadziło ich w razie zamarznięcia. Woda w izbie na szczęście nie zamarza, tu nie muszę odlewać z butli. Za to gruntownie zamiotłam dywan i dywaniki, wytrzepałam „futerkowe” narzuty z łóżek i ławy, wywietrzyłam poduszki i poduchy, umyłam półki i pościerałam kurze z czego się dało. Oj, było tego sprzątania sporo.

Spacer zaliczyłam też, a jakże. Tylko krótki, wokół domów na Groniu. Z Kostkiem i jego rodzinką się przywitałam z daleka, widać wczoraj przyjechali już po zmroku swoją terenówką. Taka paskudna pogoda, a jednak sporo dziś ludzi w naszej osadzie. Wiatr wieje przenikliwie, wciskając się nawet między oczka swetra, z nieba znowu bezszelestnie opada to małe białe świństewko.

Goście Ewci dopiero wstają, a tu już wygląda jakby miało się ściemniać. Dobrze, że nie powędrowałam na dłużej, nie zdążyłabym z tym sprzątaniem. Do tego jednak musi być światło dzienne, nie cierpię robić porządków po ciemku.

Czas na herbatę i pierniczki, a może jednak kawulka na werandzie? Trzeba korzystać póki jeszcze można! 🙂


 

4 thoughts on “Wino do utylizacji? ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *