Letnie wspomnienie w przedzimiu. ;-)

Letnie wspomnienie w przedzimiu. ;-)

Za oknem zimowo raczej, a ja myśli mam bardzo letnie.

Za parę dni będą urodziny mojej przyjaciółki Kaliny, pisząc życzenia dla niej przypomniałam sobie jeden szczególny poemat…

Lipiec, chyba 2000

Przyjechała Kalina. Trafiła na piękną letnia pogodę. Dni były dość gorące ale nie upalne, w sam raz na długie wędrówki po górach. Noce – ciepłe, rozgwieżdżone. Siedzieliśmy więc często przy ognisku, piekąc „urszulki” i gawędząc do późna.

Tej nocy Krzyś poszedł jednak wcześniej spać, a my dwie postanowiłyśmy posiedzieć na werandzie. Było przepięknie. Gwiazdy na aksamitno-granatowym niebie zdawały się być na wyciagnięcie ręki, a były ich nieprzebrane ilości.

Przyniosłam z szafki wino otwarte poprzedniego wieczora. Kieliszków akurat zabrakło, wytłukły się podczas imprezy z „niespełnionym artystą” – muzykiem. To znaczy, same nie popełniły seppuku, choć wcale bym się im nie dziwiła, słuchając naszego kolegi wszyscy mieliśmy dziwne myśli. Ale raczej mordercze niż samobójcze. 😉

Kieliszki do wina, piękne okazy w ilości czterech, miały pecha stać na obrusie który pociągnięty został przez zdesperowanego Macieja w ramach protestu przeciwko niedocenianiu jego wybitnej muzyki. Dlatego teraz musiałyśmy pic wino po proletariacku, ze szklanek. Ale – co tam! Ważne, ze wino było jak trzeba.

– Widzisz te gwiazdy? – rozmarzyła się Kalina, siedząca na pieńku ze swoja szklaneczką w dłoni, oparta o ścianę domu i zapatrzona w niebo. – Czysta pułeeezja!

– Hej, Kala, może byśmy faktycznie coś napisały? – wpadłam na pomysł. – Poemat jakiś. W końcu kto jak nie my! W tak pięknych okolicznościach nocnej przyrody?

Kalina parsknęła śmiechem, ale zaraz ochoczo kiwnęła głową:

– Dobra! Kto jak nie my!

Poszłam do domu po zeszyt i długopis. Na stoliku, zrobionym z większego pniaka z przybitą do niego szeroką, starannie upiłowaną deską i przykrytym lnianą serwetką, postawiłyśmy kilka świec. Nastrój był odpowiedni, i światła wystarczająco dużo.

Rozsiadłam się wygodnie na moim pieńku, w lewej ręce dzierżąc szklankę wina, w prawej zaś  długopis. Na kolanach miałam podkładkę z rozłożonym zeszytem.

– Zaczynajmy! – przemówiłam podniośle. – Pegazie, przybywaj!

– Te, Pegaz, cho no! – zawtórowała Kalina. – Nie zapominaj, że do konia gadasz!

– Lato piegowate… – zaczęłam.

– Przylazło nad chatę… – kontynuowała moja przyjaciółka.

Zapisałam skwapliwie i już miałam następny wers:

– Gwiazdami splunęło siarczyście.

– Zaśpiewało kosem…

– Zaklęło pod nosem…

– Ej, Maryl, jak, że lato zaklęło? Coś to mało poetyckie! – Kalina prychnęła i kazała mi skreślić to „zaklęło”.

– Ale lato też człowiek! – broniłam się. – Jak tak przychodzi i patrzy na ludzi, co nawyrabiali zimą to niby nie klnie?

Kala zastanowiła się, po czym pokiwała głową smętnie:

– Racja. Klnie gorzej niż szewc, biedocek. Niech będzie „zaklęło półgłosem”. To co dalej?

– Zaklęło pod nosem, nie „półgłosem”. Jak biedocek… chory na umyśle.

Teraz już parsknęłyśmy obie śmiechem. Z orzecha coś skoczyło w popłochu, zaświeciłam szybko latarką i zobaczyłyśmy rudą kitkę znikającą w krzakach.

– Po co żeś tu lazło? Po co żeś tu przyszło? Pisnęła wiewiórka rudawa.

– Chwyciła orzeszek, cisnęła go w mieszek…

– Udaje, że fajna zabawa.

– Lato oburzone spojrzało w jej stronę…

– Księżycem tupnęło jak nogą.

– Nie podskakuj mała, sama-ś tego chciała!

– Orzechy ci tu nie pomogą!

Ostatnie zdania już pokrzykiwałyśmy do siebie, trzymając się za brzuchy ze śmiechu. Nasz „poemat” wymykał się spod kontroli i już brakowało nam pomysłów. I tchu. Za to ubawione byłyśmy po pachy. Ba! Po antenki!

Było tam coś jeszcze o tym, że miało lato „drzewom liście czesać i jabłkami zwisać” (zamiast wiewiórce dokuczać), ale już nie pamiętam jak to szło…

Kalina też nie pamięta, ale na wspomnienie nocnego poematu o lecie uśmiecha się od ucha do ucha. Kiedyś napiszemy to jeszcze raz. Porządnie. 😊


 

5 thoughts on “Letnie wspomnienie w przedzimiu. ;-)

  1. Przy poobiedniej kawie, którą popijam do deseru – herbatniów „Krakuski”. A herbatniki do kawy, jak nazwa wskazuje, pasują całkiem jakoś 🙂
    – Nie wiem czy wiesz, że lato jest dla mnie, w pewnym sensie, wyjątkową porą roku. Oświadczam, bo się z latem znamy dobrze, że z pewnością nie zaklęło. Chyba, że się zapomniało. ;):)

    1. Hihi, ale zapomnieć się mogło… 😉
      A, że niby herbatniki do herbaty, to kawniki do kawy? 😉

      1. Dziś popijam tylko kawę, bo herbatniki zjedliśmy z Zosią wczoraj. A nie! Koleżanka (rita85) z Garnuszka poczęstowała mnie sernikiem na zimno. Ale wirtualnie to smakuje tylko przełykana ślina. 🙂

    1. Hm, u mnie też. Ale skoro dni są teraz krótsze, to chociaż szybciej przyjdzie wiosna, c’nie? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *