Ostatnie poszukiwanie skarbów… ;-)

Ostatnie poszukiwanie skarbów… ;-)

30 listopada 2017

Rozmawiałam dziś z Asią, pytała co tam w Chatce słychać nowego, wspomniałam więc i o dzieciach sąsiadów szukających jeszcze niedozbieranych orzechów. Koleżanka z rozbawieniem parsknęła w słuchawkę:

– Ha, pamiętam i siebie na czworakach pod tym orzechem!

Rzeczywiście! 😊

Maj 1998

Asia i Marek przyjechali ze swoimi bliźniakami na Urodziny Krzysia. Pogoda piękna, dzieci biegały po łąkach zbierając młode roślinki do zasuszenia i opisania w zielniku, ostatniej pasji mojego synka.

Na wieczór zaplanowaliśmy ognisko, ale wcześniej, jak to czasem już bywało, Krzyś miał odnaleźć swój „skarb”. Bardzo lubił te swoje wędrówki za nitką, trwały czasem godzinę i budziły nie mniej emocji niż sam prezent, który zwykle był schowany w suchym, bezpiecznym miejscu gdzieś w domu. Należało do niego tylko dotrzeć.

Kiedy Marek poszedł z dziećmi pod las od drugiej strony góry, my z Asią mogłyśmy przemyślnie porozciągać nitkę przez sień, strych, wokół podwórka, zostawiając w kilkunastu miejscach „przerywniki”: kartki ze wskazówkami, życzeniami i „pocieszankami” typu: „Już niedaleko, nie poddawaj się!”, „Już zmęczony? Posil się czekoladką!” i tym podobne (Krzyś potrafił czytać i pisać już jako czterolatek, teraz więc nie potrzebował mojej pomocy przy odszyfrowywaniu wiadomości). Oczywiście wszędzie były słodycze także dla pomocników: Martynki i Kamila. Na końcu nitki, w dużym pojemniku na chleb, czekał prezent: wymarzony zestaw Lego. Plus dwa malutkie zestawy dla pozostałej dwójki. No i ulubione słodycze dla wszystkich.

Po całej akcji, wielce ubawione i zadowolone, przygotowałyśmy obiad i zasiadłyśmy o umówionej porze przy stole, czekając na powrót Marka i dzieci.

Dość długo trwało, zanim w końcu, po obiedzie i wspólnym zmywaniu naczyń, rozpoczęło się „poszukiwanie skarbów”.

Na początku wszystko szło gładko. Czarna nitka, niemal niewidoczna na świeżo zarosłej trawą ziemi szybko nawijała się na szpulkę w dłoni Krzysia, a znaleziona pod krzakiem porzeczek torebka krówek jeszcze ożywiła dzielnych poszukiwaczy. My, dorośli, podążaliśmy za dziećmi w zaciekawieniu. No i z troską o naprężającą się nitkę…

Mniej więcej w połowie trasy, za orzechem, nitka nie wytrzymała i zerwała się. Dzieci bez wahania rzuciły się na kolana i zaczęły przeczesywać młodą jeszcze trawę w poszukiwaniu dalszego ciągu nitki.

Nie było to jednak łatwe, po chwili całą szóstką krążyliśmy na czworakach wokół grubego pnia orzecha. Nitki nigdzie nie było.

– Ady łozechy to na jesień spadnom! – rozległ się nagle zatroskany głos Janeczki. Stała nieopodal, wsparta na swoim kiju i przyglądała się nam z wyraźnym zaniepokojeniem. – Jak fcecie to wom dom, mom jesce z tamtego roku!

Omal nie udusiłam się ze śmiechu, Marek i Asia też wyszczerzyli się od ucha do ucha. Rzeczywiście, musieliśmy wyglądać groteskowo.

– Nie, Janeczko, nitki szukamy! – pokrótce wyjaśniłam sąsiadce w czym rzecz.

Zdumiona była niepomiernie, po co „taki dziwowani”, ale została z nami, zaciekawiona dalszym rozwojem sytuacji.

Nitka się znalazła, całą siedmioosobową już grupką ruszyliśmy powoli dalej. Między nami skakał i poszczekiwał radośnie Kajtuś, mały kundelek Janeczki. I ona była wielce zadowolona, kiedy przy kolejnym „przerywniku” została poczęstowana pysznym cukierkiem.

Doszliśmy tak do studni, przy której schowane było pudełeczko z ciastkami. Krzyś ochoczo je wyciągnął, a z kartonika wyskoczyły w panice trzy szare myszy!

Kamil odskoczył natychmiast i z krzykiem schował się za mamę, Kajtuś z ujadaniem rzucił się na znikające pod studnią myszy, a Krzyś z obawą zajrzał do pudełka i odezwał się zawiedziony:

– No, nie… Myszy mi zjadły prezent!

Martynka odwróciła się do mnie z oczami jak dwuzłotówki i spytała z przejęciem:

– Ciociu, a jaki prezent jest na samym końcu? Coś do jedzenia?

Uspokoiłam dzieciaki, że to tylko ciasteczka, nie doceniłam po prostu sprytu i refleksu gryzoni. Ale dalszy etap poszukiwań przebiegł już w przyśpieszonym tempie i w lekkim stresie.

Oczywiście, klocki odnalazły się nietknięte, towarzyszące im łakocie takoż, ale to było ostatnie takie „poszukiwanie skarbu”, jakoś straciliśmy serce i zapał do tej formy wręczania prezentów… 😉


6 thoughts on “Ostatnie poszukiwanie skarbów… ;-)

  1. Ależ fajny pomysł podpowiedziałaś mi z tym poszukiwaniem skarbów – już wiem jaką niespodziankę zrobię Juleńce na działace w przyszłym roku :), pozdrawiam z już bardzo zimowego centrum kraju :):):)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *