Między dwoma światami… :-)

Między dwoma światami… :-)

10 lutego 2018

Noc już. Zegar przyjaźnie tyka, w piecu jak zwykle trzaska ogień, dopiero niedawno mogłam rozpakować plecak i zdjąć kurtkę. Wyjątkowo późno dziś dotarłam do Chatki.

Postanowiłam dziś zafundować sobie nieco dłuższą wędrówkę, wysiadłam z autobusu przy „Biedronce” i przy okazji wstąpiłam zrobić niewielkie zakupy.

Przed wejściem zatrzymał mnie biednie odziany jegomość na oko w moim wieku. Prosząc o kupienie mu „czegoś, czegokolwiek do jedzenia”.

Hm, po chwili wahania powiedziałam że kupię mu parę rzeczy, jeśli tylko chwilę zaczeka.
Nie byłam pewna czy będzie.

Ha! Pamiętam wszak bidniuchno wyglądające, błagające o złotówkę „na bułkę” pacholę, któremu zdjęta wielką litością Kalina wręczyła dorodną bułę grubo wypchaną szynką, serem, pomidorem i czymtamjeszczemożliwe. A potem oberwała ową bułą prosto w zdumione czoło.

Nic to, bywa przecież inaczej i takie przypadki też pamiętam.

Kupiłam parę produktów, moje obecne zarobki mogą jeszcze tylko buty pucować średniej krajowej (choć jest coraz lepiej!), więc i zakupy symboliczne były, aczkolwiek zapewniały jeden smaczny i treściwy posiłek człowiekowi. Z pewnością uboższemu niż ja, nawet w obecnej sytuacji.

Był! Z wielką radością przyjął ode mnie torebkę z jedzeniem.

– Bardzo, bardzo dziękuję. I nie tylko za te zakupy, ale tak najbardziej to… za uśmiech! Bo ja już nie pamiętam, żeby ktoś się do mnie uśmiechnął! Jak do normalnego człowieka! – powiedział ze łzami w oczach, odwrócił się szybko i odszedł w kierunku wsi, utykając lekko.

Przyznam, że mnie wmurowało.

Stałam i patrzyłam za nim dłuższą chwilę taka zszokowana. Niech mówią że jestem naiwna, niech udowadniają że nie warto żebrzącym dawać nawet jedzenia. A ja jestem pewna, że tym razem było warto.

Nawet nie byłam świadoma, że się uśmiechnęłam. Ale przecież – dlaczego nie?

Szłam tak oblodzoną i ośnieżoną drogą, patrząc uważnie pod nogi i zastanawiając się nad przedziwnymi kolejami ludzkiego losu, kiedy zatrzymało się przy mnie niewielkie, błyszczące autko. Myślałam, że ktoś chce spytać o drogę, ale nie. Drzwi z przodu uchyliły się i na miejscu kierowcy zobaczyłam znaną mi już twarz.

– Dzień dobry, może panią podrzucić? Tak ślisko dzisiaj!

– Dzień dobry! – ucieszyłam się. – Zamierzałam zrobić sobie długi spacer, ale rzeczywiście warunki temu nie sprzyjają. Chętnie skorzystam z pani uprzejmości, dziękuję!

Wsiadłam ochoczo do samochodu, którego właścicielka uprzedziła jeszcze:

– Będę musiała tylko wstąpić na chwilę do cukierni, jeśli nie ma pani nic przeciwko temu.

Oczywiście, nie miałam.

Elegancka pani już raz zaoferowała mi podwiezienie, kiedy przechodziłam obok jej domu w dolinie. Miło nam się wtedy gawędziło, ale nie poznałam nawet jej imienia. Teraz miałyśmy do przebycia nieco dłuższą trasę, przedstawiłam się więc, przepraszając że nie zrobiłam tego poprzednim razem. Uśmiechnęła się i podała mi rękę.

– Będzie mi miło, jeśli będziemy mówiły sobie po imieniu, w końcu jesteśmy sąsiadkami. Krystyna.

Parsknęłam śmiechem.

– No, tak. Trzy kilometry w takiej okolicy to żaden dystans.

Krystyna należy do bardzo rzadkiej kategorii ludzi z wielką klasą, jakąś taką wrodzoną szlachetnością, przenikliwą inteligencją i elegancją nawet w traperach. Ma się wrażenie, że i aspirynę zażywa nożem i widelcem. A przy tym jest naturalna i życzliwa.

I znowu rozmawiało nam się bardzo sympatycznie, wstąpiłam na chwilę obejrzeć nowy kominek z którego Krystyna jest bardzo dumna bo sama go zaprojektowała, a syn zbudował. Z przyjemnością skorzystałam z zaproszenia, zawsze bardzo podobał mi się ten dom, przyglądam się mu przechodząc.

Wymieniłyśmy się numerami telefonów i wstępnie umówiłyśmy na wspólną wędrówkę latem. Mam więc nową, miłą znajomą. 😊

Kiedy wchodziłam na Groń, było już popołudnie pełną gębulą, śniegu dość sporo, więc tylko kilka zdjęć pstryknęłam. Na niebie sporo chmur, ale i sporo błękitu pomiędzy nimi. Droga śliska, pokryta brudnymi lodowymi skorupami i topniejącym, szarym śniegiem, który znowu zaczynał ścinać popołudniowy mróz. Tylko w lesie jeszcze śnieg bielutki, skrzący się w słońcu wyglądającym co jakiś czas, żeby polizać złotem czubki drzew i schować się z powrotem za chmury.

Ucieszyły mnie ślady kół z łańcuchami, Kostek wjeżdżał wczoraj wieczorem.

Dokładam tak drewno do pieca, przysiadam na chwilę na niskim taborecie wpatrując się w ogień i dumając o dwóch skrajnie różnych światach z którymi dziś się zetknęłam.

Mój świat jest gdzieś pomiędzy, niepodobny ani do tego biednego, wyciągającego ręce po datki, ani do tego luksusowego, ze złoconymi pogrzebaczami u kominka. Ale mój własny. 😊


 

11 thoughts on “Między dwoma światami… :-)

  1. Latem kolo sklepu, gdzie zwykle robimy zakupy siedzial niestary, niemlody mezczyzna z kartka, ze jest glodny i dziekuje za pomoc. Kupilismy z Malym Zonkiem kilka podstawowych produktow. W ostatniej chwili chwycilam jeszcze duza butle wody. To bylo pierwsze, co wyciagnal z siatki…
    PS. zapomnialam o usmiechu

  2. Na pierwszy rzut oka oba światy, z którymi się potkałaś w tak krótkim odstępie czasu, dzieli przepaść. Myślę, że tak nie jest, a przynajmniej nie musi być. Uważam, że kluczową kwestią jest stosunek do dóbr materialnych. Czy ja posiadam dobra i nimi dysponuję w sposób wolny, czy też one mnie zniewalają, każąc wokół siebie chodzić, pilnować ich, pomnażać je, myśleć o nich. Człowiek ubogi także może ulec zniewoleniu przez ‚mieć’. Dzieje się tak, gdy jego umysł, serce, wypełnia chęć zdobycia chociażby kolejnego posiłku. Ale w takim przypadku jest to zrozumiałe. Jeśli chodzi o ‚bogaczy’, tych którzy mają więcej niż potrzebują, a nie potrafią się swymi materialnymi dobrami dzielić, to ich uzależnienie, zniewolenie, obsesja posiadania, jest oczywistym złem. Bo być wolnym jest ważniejsze od mieć więcej.
    To tylko moja ogólna refleksja, nie mająca nic wspólnego z osobami, które spotkałaś.

  3. Ja kiedyś też miałam podobne zdarzenie. Pod sklepem stał bezdomny z psem, takim „wilczuropodobnym”. Wyglądali okropnie. Nie wiem, który z nich był chudszy – ten człowiek, czy pies. Bezdomny poprosił mnie o kupno porcji rosołowej dla psa. Nie dla siebie, tylko dla psa. Kupiłam tę porcję dla psa, a bułki i konserwy dla niego. Czekał pod sklepem i bardzo dziękował. Opowiedziałam to córce, która stwierdziła, że bezdomni bardziej dbają o zwierzaki niż o siebie. Na pewno najpierw pies sobie pojadł, a dopiero potem resztę zjadł ten człowiek. Do dziś pamiętam to spotkanie…..

  4. Od jakiegoś czasu staram się nie reagować na widok siedzących z kartką żebraków, ale poproszona wprost nie umiem odmówić.
    Trochę za dużo tych sytuacji i czasem czuję się wykorzystana, wiedząc że nie wszyscy są naprawdę w potrzebie. Za to ulicznym grajkom chętnie coś wrzucam 🙂

    1. Ja grajków spotykam rzadko, za to żebrzących zbyt często. Rzeczywiście, za dużo tych sytuacji….

  5. Każdy ma swoj swiat….nie zawsze jest on taki sam…raz jest lepiej a raz zdaje sie ze wszystko sie wali – ale mimo wszystko kochamy ten swoj swiat….bardzo kochamy:)
    Wazne zeby umieć zawsze cieszyc sie tym co mamy:):):)
    A co do spotkania z takimi biedakami to zawsze mam wyrzuty sumienia jak przejde obojetnie…..spotkalam sie juz z roznymi sytuacjami – takze z wyrzuceniem kanapek do najblizszwgo kosza- ale ciezko mi przechodzic obok….a tych osob pod marketami w Warszawie jest naprawde duzo…..i co tu robic…..????? Boje sie dawc pieniadze ze pojda na alkohol wiec pomagam jedzeniem…..ale uczucia mam mieszane czy tego oczekuja…..ale moje sumienie jest wtedy spokojniejsze. To są dla mnie zawsze bardzo trudne sytuacje, pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *