I ta cisza… :-)

I ta cisza… :-)

4 marca 2018

Taki weekend już bardzo mi był potrzebny.

Ranek z kubkiem parującej kawy przy oknie. Siedzę po turecku na krześle, kawulka stoi na parapecie i nic nie muszę. Gapię się tylko przed siebie na ten widok śpiących gór. Wielka lipa za płotem po lewej rozbrzmiewa nagle jakimś rozświergotanym ptactwem rozpychającym się pomiędzy jej gałęziami. Co to za maluchy? Nie widzę stąd. Ale radośnie się zrobiło jakoś, wiosennie na przekór tej zmrożonej bieli za oknem. Słońce przedziera się ruchliwymi promykami zza tej lipy, niebo już jest błękitne, wstaje piękny, pogodny dzień.

W codzienności mojej dużo się dzieje, ważne się dzieje.

Ale teraz jest tylko ta chwila i to miejsce. Chłonę ten obraz piksel po pikselu i uśmiech błąka mi się pod nosem jak wiejskiemu głupkowi. Matulu, jak tu cudnie.

Wczoraj przyjechałam dość późno, do samego wieczora intensywnie paliłam w piecu, żeby nie musieć spać w kurtce. Nie było mnie dwa tygodnie, zima w tym czasie skamieniła wszystko mroźnym chuchem. Woda w sieni zamarzła, dobrze że zostawiam niepełne butle, inaczej by je rozsadziło. W izbie jest dziś ciepło, jakiś zielonkawy złotook łazi sztywno po szybie, lekkomyślnie wydostał się ze swojej kryjówki.

Hubert podzielił się ze mną najnowszymi plotkami, a ja przy okazji zamówiłam u niego kilka słoików miodu na ten rok. Jakąś dzika radość mi to sprawiło, słowo daję, latem powiało! 😊

– Szkoda, że rychłej wiosny nie da się tak zamówić – westchnął Hubert. – Planujesz tu Wielkanoc?

– Tak, przyjeżdża Staszek z synami. I Krzysiek, mam nadzieję. A ty będziesz?

– Nie, jadę do Romka. Będziecie mi podlewali kwiatki i karmili rybki?

Parsknęłam śmiechem.

– Jasne! Niedźwiadka ci też nakarmię, jak się znowu pojawi.

Dom Huberta stoi przy samym lesie, więc i spotkań ze zwierzakami to on ma najwięcej. Jelenie uparcie niszczą mu jedno przęsło płotu, a i niedźwiedź zagląda od czasu do czasu, strasząc Huberta charczeniem pod oknami. Ostatnio jednak najczęściej przychodzi lis. Borsuk przestał się pokazywać jesienią, teraz pewnie śpi.

Pukanie do drzwi przerwało mi rozmyślania i gapienie się w okno. To pewnie Hubert ma jakąś sprawę, ale tak wcześnie?

Zgramoliłam się z krzesła, niechętnie rozplątując wszystkie dwie nogi pod swetrem i podreptałam do drzwi.

Zapatulony w stary haftowany kożuch Pioter z doliny zdjął szarmancko czapkę.

– Dzień dobry pani Marylko, chciałem się pokłonić, dobrego dnia pani życem, rodziców proszę pozdrowić. Basior tu wróci, pani Marylko, wróci, ludzi przegoni, ludzi tu nie będzie, a Basior nastanie!

– Proszę wejść, na herbatę zapraszam – otworzyłam szerzej drzwi, ale sąsiad pokręcił głową.

– Nie, ni mogem pani Marylko, do Józka idem. – stary, dobroduszny i wiecznie zmartwiony Pioter nacisnął na powrót wełnianą czapę na głowę i chwiejnie zagłębił się w wydeptaną ścieżynkę do furtki. Takie żywe memento…

Ubrałam się i poszłam zamknąć za nim tę furtkę, z daleka usłyszałam że wstąpił i do Huberta, powrót Basiora zapowiadając jak zwykle. Od lat tak chodzi i opowiada, niezmiennie przejęty. Mówi przy tym tak niewyraźnie, że dopiero za jakimś dziesiątym razem poskładałam sobie strzępki słów i zrozumiałam komunikat. Zwykle pyta jeszcze o moją koleżankę Dagmarę, która kiedyś wpadła mu w oko. Twierdzi, ze to z powodu jej dobrego serca.

Rzeczywiście, wyjątkowo wnikliwie przyglądał się zawsze okolicom jej… serca… 😉

Dziś nawet o Dagę nie pytał, widać mocno się śpieszył.

Wróciłam do domu, tupiąc energicznie na progu, strząsając z butów ostre grudki śniegu. Ależ ślisko jest. Słońce nadtopiło górną warstewkę śniegowej skorupy, będzie trzeba wyjść wcześniej, schodzić ostrożnie…

Za to cieplej się zrobiło. Wyszłam na werandę, rozłożyłam krzesło i zasiadłam na chwilę, mrużąc oczy. Ptasia czereda z lipy przeniosła się gdzieś, teraz panowała niezmącona niczym cisza, aż do szmeru strumyka. Mimo zalegającego zlodowaciałymi czapami śniegu czuję już ten charakterystyczny zapach wilgotnej ziemi. To przecież marzec, wkrótce będzie wiosna! Za miesiąc albo dwa, ale na pewno! 😊


 

 

6 thoughts on “I ta cisza… :-)

  1. takie miejsce jest idealne aby wsłuchać się w odgłosy natury – zapach wiosny ja też już czuję, mimo śniegu – pewnie dlatego , że ptaki są bardzo ożywione, śpiewają, budują gniazda – one najlepiej wyczuwają wiosnę.

  2. Ziemia jeszcze zmrożona, a Ty czujesz wilgotny jej zapach. Przypuszczam, że zmysłem wyobraźni wydobywasz ze swej pamięci ów zapach – zwiastun zbliżającej się wiosny.
    Dziennego światła już jest tyle, że mrozy niebawem ustąpią. Zawsze tak jest. 🙂

  3. Zaintrygowałaś mnie. A cóż to za Basior? I czy należy się obawiać jego powrotu? Zapachniało apokaliptyczną przepowiednią.

    1. Też byłam kiedyś zaintrygowana, myślałam że to miejscowa legenda.
      Ale nie, nikt poza Piotrem nie słyszał o żadnym Basiorze, wilki zresztą rzadko się u nas pojawiają.
      Sama widziałam je tylko raz, 22 lata temu.
      Jednak w związku z ostatnio wprowadzoną „gospodarką leśną” (choć ta nazwa już nie jest adekwatna do praktyki) – bezceremonialną likwidacją ostój zwierząt, wizja niszczenia enklaw ludzkich w lesie przez zwierzęta wcale nie jest taka nierealna.

  4. Hmmmm…. No to masz problem – bo co zrobisz jak Basior wróci i sprawdzi się przepowiednia miejscowego proroka ??? 🙂

  5. Dobrze ze się znalazłaś …..
    Poczekamy aż wszystko się u Ciebie wyprostuje i częściej nas będziesz mogła uraczyć opowieściami z chatki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *