Wesoło-smutne wspominki…

Wesoło-smutne wspominki…

10 marca 2018

Patrząc na wariującą radośnie naszą kotkę Melkę biegającą wokół pokoju z obłędem w miodowych oczach, przypomniałam sobie pewne marcowe popołudnie na Siwym Groniu.

Śnieg już prawie zszedł z gór, pachniało świeżym życiem kiełkującym w wilgotnej ziemi, słońce ciepło gładziło po twarzach. Siedziałam na progu z grubą teczką i słownikiem na kolanach, robiąc tłumaczenie. Sześcioletni wtedy Krzyś organizował trasy wyścigowe dla autek w przyniesionej z komórki po zimie mini-piaskownicy, a biało-bura Walentyna turlała po werandzie swoją ulubioną wieżę szachową.

Janeczka siedziała na końcu werandy wsparta na swoim sękatym kosturze i narzekała na sąsiadkę z chaty po drugiej stronie Gronia. Oj, nie lubiły się z Jadzią, nie lubiły!

Na szczęście, z Walentyną się lubiły. Kiedy więc nasza kotka wgramoliła się na Janeczkowe kolana, pomarszczona, szorstka dłoń odruchowo zaczęła gładzić miękkie futerko, na twarzy góralki pojawił się uśmiech i głos złagodniał.

Nagle za bezlistnym jeszcze krzakiem agrestu na polu Huberta coś się poruszyło, pewnie jakaś nornica wychyliła lekkomyślnie dzioba z kopczyka. Walentyna wyprężyła się w jednej sekundzie i wyskoczyła z fałd spódnicy jak z procy, znikając za krzakami poniżej. Wszyscy w trójkę obserwowaliśmy co też będzie dalej, ale kotka tylko siedziała bez ruchu nad kopczykiem

– Ano, instynkt łowcy… – stwierdziłam.

Janeczka spojrzała na mnie zdumiona.

– Jaki instynk?

– No, łowcy. Łowiecki instynkt. – powtórzyłam.

Sąsiadka machnęła ręką:

– Ba, tam godos! Ady łowiecka ci nika nie pódzie łode stada!

Sporo wesołości było, Krzyś rozbawiony zaczął tłumaczyć babci Janeczce co miałam na myśli, ale wychodziło jeszcze zabawniej, więc w końcu pokładaliśmy się wszyscy ze śmiechu.

Hm, to był ostatni taki dzień naszego wspólnego, beztroskiego śmiechu z Babcią Janeczką. Następnego dnia pokłóciłyśmy się ostro, po góralsku. Na parę długich miesięcy, w czasie których syn zabrał Jankę do swojego domu w dolinie…

Tak, pogodziłyśmy się później, przyjaźniłyśmy znowu, może nawet bardziej niż przedtem. Ale odkąd zamieszkała w dolinie, Janeczka już nigdy się nie śmiała.


 

4 thoughts on “Wesoło-smutne wspominki…

  1. Lowiecki i lowiecki;) Jak tak opisujesz Janeczke i Walentyne to ja to widze. I slysze nawet mruczenie!

  2. To Janeczka nie wróciła już nigdy do swej chaty?

    Ps: jakoś nie chce mi się wierzyć, że mogła między Wami być tak „ostra wymiana słów”….. Widocznie musiał być jakiś pioruński powód…..
    Ale dobrze, że przyjaźń przetrwała!!!!

    1. Oj, tak. Powód był. Ale potem się pogodziłyśmy i znowu było dobrze, a nawet lepiej. 🙂
      Ale właściwie… Może jeszcze o tym napiszę?

  3. Jak owieczka nie odchodzi od stada tak góralka nie powinna schodzić z gór. Nawet jak drzewo z korzeniami się wyrwie i przesadzi w inne miejsce ono już ‚szczęśliwe’ nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *