I co, że trzynastego? ;-)

I co, że trzynastego? ;-)

13 kwietnia 2018

Że niby „trzynasty, piątek”? Nigdy jakoś nie zauważyłam, żeby był pechowy. I dzisiaj też nie jest, ale dawno już nie byłam tak wściekła i nie darłam się na ludzi, gotowa prasnąć w pysk jednego z drugim.

Facetami ci ludzie byli, wielkie, grube i długaśne bale za koniem ściągali z góry naszą świeżo naprawioną drogą! Drogą, którą wyprosiliśmy, wychodziliśmy u Wójta, za której naprawę solidarnie dopłaciliśmy Gminie. Jakaż to radość była, kiedy po prostu mogliśmy wjechać samochodem i wwieźć potrzebne rzeczy. Obiecaliśmy Wójtowi solennie, że będziemy dbać o tę drogę, pilnować żeby kamienie nie zalegały na niej, żeby jednak była przejezdna i każdy kto potrzebuje mógł z niej korzystać. I tak robimy od miesięcy! A tu nagle jakieś głąby, zamiast na wozie czy na traktorze, ściągają bale za koniem, niszcząc wszystko co z takim trudem osiągnęliśmy.

Sucho dziś, pogoda piękna, Krzych zdecydował więc, że spróbujemy Maździnką wjechać, jak to już raz zrobiliśmy.  Nie powiem, trochę dusza na ramieniu mi podrygiwała, ale syn mój świetnym kierowcą jest, więc nie oponowałam.

Dojechaliśmy do ambony w jednej trzeciej drogi, kiedy z przeciwka pokazał się rosły facet z piłą spalinową w dłoni, a za nim  koń ciągnący powiązane łańcuchami bale. Trzeba było się cofnąć do najbliższej „mijanki”, ale nie mogłam tego tak zostawić.

– Zaczekaj chwilę, wyskoczę i opierniczę ich, bo nie wytrzymam! – rzuciłam do Krzyśka, otwierając drzwi auta.

Zatrzymał się, faceci przed nami też niepewnie przystanęli. Podeszłam do nich wściekle i … no cóż, powydzierałam się ile wlezie. Nie będę przytaczać, bo trochę niecenzuralnie też było. Rzadko, oj baaaardzo rzadko mi się to zdarza, ale tu sytuacja wymagała ostrych słów, bo innych by nie zrozumieli. To typy z gatunku takich u których co ku… to słowo, a nie odwrotnie.

Mój zapobiegliwy syn nagrał wszystko na swojej samochodowej kamerce, chwała mu za to.

Przeszliśmy kawał drogi zbierając co większe kamory i wyrównując co się da. Niewiele to zmieniło, ale jakoś udało nam się wjechać na samą górę.

Oczywiście, jak wściekle zapowiedziałam tak zrobiłam. Nagranie zostało przekazane Wójtowi, żeby wiedział kto zacz. I w parę innych miejsc poszło. Mam nadzieję, że efekt będzie taki, jak się spodziewamy.

Tymczasem w powietrzu cudna wiosna, surowa jeszcze, ale już rozśpiewana i bajecznie pachnąca Nowym. Zielonym. Posadziliśmy kolejne kwiaty: czerwone lilie i łubin, też czerwony. Nie przepadam za skubańcem, ale Krzyś mnie przekonał. Niech tam, może się przyjmie. Ładny jest.

Irysy dziarsko wyrastają w zielonym rządku wzdłuż werandy, między przyciętymi pędami róż. Te ostatnie tez puszczają nieśmiałe listki. Cieszę się ogromnie że jelenie znalazły sobie jednak inną strawę, kwiatki nasze zostawiając w spokoju.

A piec ma już nowy, solidny ruszt. Przywieźliśmy tym razem.

Cóż, mam nadzieję, że jutro Maździnka nasza będzie miała opony w całości… „Trzynasty, piątek” się powoli kończy. 🙂


6 thoughts on “I co, że trzynastego? ;-)

  1. Chciałabym powiedzieć, że nie obawiam się trzynastego i piątku, ale kiedyś, kiedyś mój ukochany psiuńcio wpadł pod samochód właśnie tego dnia. No dobrze, tamten trzynasty był pechowy.
    Tak mi się wydaje, że chamstwo i wulgaryzmy powoli wylazło na powierzchnię, kiedyś wstydliwie kryjące się po kątach, coraz śmielej otacza nas z każdej strony i nijakiej ochrony przed nim nie ma oprócz raptownej głuchoty.
    Po sąsiedzku mam od jakiegoś czasu różne ekipy remontowe i zamknięte okna nie zawsze skutkują.
    Jestem ciekawa, czy coś wskórasz w sprawie drogi, bo mam wrażenie, że trafiłaś na chamstwo, które nie boi się niczego i nikogo. Powodzenia.

    1. Oj, przykre bardzo, biedny psiuńcio… 🙁

      Kiedy to piszę, wiem już że to „nasze” chamstwo boi się kogoś i czegoś, i że nasze działania jednak przyniosły oczekiwany efekt. A że roztrąbiłam na lewo i prawo, to chyba baliby się wandalizmu z zemsty, bo wszyscy od razu wiedzieliby kto zacz.
      Mam więc nadzieję, że chałupki nam nie podpalą…

  2. Oszalała wycinka jest wszędzie. To trend w każdym lasku. lesie, parku, rezerwacie przyrody, puszczy.

    1. Wiem, wiem… 🙁
      Ale teraz – nie sama wycinka jest dla nas problemem, a sposób transportu drewna. Naprawdę dużo wysiłku kosztowała nas naprawa drogi choć do w miarę przejezdnego stanu. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *