Browsed by
Miesiąc: Lipiec 2018

Proste prawdy Marysi z leśniczówki…

Proste prawdy Marysi z leśniczówki…

30 lipca 2018 Wczoraj udało mi się trochę powędrować górami i dolinami. Piętnaście kilometrów przemierzonych w skwarze i duchocie – żaden wyczyn, jasne. Ale kiedy wspinałam się już z powrotem na nasz Groń, czułam zmęczenie i z przyjemnością zatrzymywałam się w cieniu, przy krzakach dorodnych jeżyn. Soczyste, słodkie, są idealną odpowiedzią dla przesuszonego podniebienia. A przy okazji niezłym pretekstem dla przystanięcia i wyrównania oddechu.  😉 A na Groniu od wczoraj gwarno i wesoło. Prawie w każdym domu dorośli, dzieci, koty…

Read More Read More

Co się posypie, to się pozbiera…

Co się posypie, to się pozbiera…

27 lipca 2018 Dziwne to wszystko. Po prostu jednego dnia nagle poplątało się, z trzech stron chmurami ciężkimi i ciemnymi przygniotło, że nic tylko w poduchy wleźć, zapatulić się i zapaść w sobie. Przyznam się: posypałam się doszczętnie i wcale nie na sucho. Ale wcale nie pomogło, wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś potrafi uprawiać oczyszczające wypłakanie się, to podziwiam szczerze i gratuluję tej cennej i pożytecznej umiejętności. Ze mnie taki wypłakiwacz, jak z koziej… brody marchewka: kiedy już wreszcie się na…

Read More Read More

Stropom na ratunek… ;-/

Stropom na ratunek… ;-/

21 lipca 2018 Kolejna noc niespodzianek. Dziesięć minut po północy – skok w sekundę do pionu na środek izby i szybki rzut oka po ścianach i suficie. I serce łomoczące gdzieś na wysokości gardła. Przy kominie trzeszczy i osuwa się lekko brzeg stropu. Matko jedyna, co robić?! W tej jednej sekundzie mam wrażenie, że jestem sama w ciemnym lesie o setki kilometrów od jakichkolwiek ludzi. Sama i bezradna w walącym się domu. Na szczęście to tylko chwila. Energooszczędne żarówki są…

Read More Read More

A jednak lato! :-)

A jednak lato! :-)

20 lipca 2018 Świeci! 🙂 Jeszcze po południu, kiedy schodziłam z Maciejem w dolinę, było szarawo, ale nareszcie przestało padać. Zewsząd unosiły się mgły. Im bardziej w wieczór, tym pogodniej się robiło. Na Groń wracałam już pod błękitnym niebem, ciesząc się słońcem i tym dźwiękiem, którego już bardzo brakowało: cykaniem pasikoników. To widomy – czy słyszalny raczej – znak, że wróciło lato. Jakoś od razu cieplej się robi, kiedy te małe zielone stworki zaczynają pocierać skrzydełkami o nóżki albo odwrotnie….

Read More Read More

Życzenia nastolatki… ;-)

Życzenia nastolatki… ;-)

19 lipca 2018 Chałupa ogarnięta, zakupy zrobione, nawet kurczak „Mar – Mar” (po hindusku, znaczy) gotowy, w lodówce się przegryza. Maciek przywiezie wino, ale nocne pogaduchy pewnie spędzimy w izbie przy stole, nie przy ognisku ani na werandzie. Niech tam. Łapy świerkowe w cebrzyku jeszcze muszę wymienić, ale to już wchodząc z powrotem z Maćkiem. Tak, tak, muszę po niego zejść, wiele się zmieniło odkąd ostatnio tu był, uznał że nijak nie pamięta drogi jaką teraz się wchodzi. Nie ma…

Read More Read More

„Panta rhei”, dziś szczególnie… ;-)

„Panta rhei”, dziś szczególnie… ;-)

18 lipca 2018 I tak, ziarnko do ziarnka i słowo do słowa, uzbierało się: zaczynam właśnie setny wpis do bloga! Piszę, choć nic się nie dzieje. Robi się wieczór po kolejnym deszczowym dniu. Melka śpi na parapecie, schnie po kolejnym wyskoku (dosłownie!) na werandę, jakoś nie dowierza że nadal pada, więc sprawdza biedulka raz po raz, znosząc sobie mokre patyczki do zabawy. Dobrze, że nie myszy albo inne robale. W piecu trzaska ogień a miłe ciepło sprawia że mogę siedzieć…

Read More Read More

Pożegnanie „Basiora”…

Pożegnanie „Basiora”…

17 lipca 2018 Stary Pioter nie doczekał powrotu „Basiora”. Góry żegnają go łkając , deszcz od rana zmywa niedawne ślady jego zielonych, poplamionych farbą kaloszy, zmiękczając skalistą ziemię żeby mogła przyjąć go wdzięcznie. Dzień zaczął się dostojną ciszą, czubki wielkich jodeł i świerków wystawały ostro, jak poczet honorowy, sponad popielatej mgły stojącej nad lasem. Pożegnaliśmy go i my. Stałam w grupce milczących ludzi na przystanku, deszcz też padał bezgłośnie. Pani Grażyna, jedyna znana mi bliżej, odezwała się nagle: – A…

Read More Read More

Zwyczajny dzień na Groniu. :-)

Zwyczajny dzień na Groniu. :-)

14 lipca 2018 No i pojechał. Krzyś, znaczy. Wczoraj pod wieczór odprowadziłam go do strumyka w połowie drogi, dźwigając wielką (choć lekką) torbę z plastikowymi śmieciami do wywiezienia. Dalej już niósł wszystko sam, ale do samochodu było niedaleko. Napełniłam baniak wodą ze strumyka i wróciłam do domu. Jakoś nieswojo. To przecież normalne, że dorosłe dzieci mają swoje życie, swoje sprawy i plany. Nie wolno ich przy sobie zatrzymywać. Rozstajemy się na parę miesięcy zaledwie, może tylko dwa.  Są telefony, są…

Read More Read More

Cisza po „luftmyszach”. ;-)

Cisza po „luftmyszach”. ;-)

12 lipca 2018 Nasze „dziś” – pracowite było i spokojne, po spokojnej nocy. Co prawda, wczoraj wieczorem jeszcze słyszeliśmy chrobotania i popiskiwania ze strychu, Melka podchodziła do ścian i nasłuchiwała z łebkiem zadartym w górę, a my spodziewaliśmy się „powtórki z rozrywki”.  Graliśmy w planszówki, co jakiś czas wracając w rozmowie do nocnych, skrzydlatych gości, przed dwudziestą drugą byliśmy już tak zmęczeni, że pogasiliśmy światła i poszliśmy spać. Przebudziłam się dopiero po trzeciej, ku mojemu radosnemu zdziwieniu usłyszałam, że… nic…

Read More Read More

Noc zagadek zoologicznych. ;-)

Noc zagadek zoologicznych. ;-)

11 lipca 2018 Co za noc! Długo graliśmy z Krzychem w „Eurobiznes”, śmiejąc się i sztucznym groszem szastając. Melka dzielnie towarzyszyła nam przy stole, okupując głównie kolana mojego syna, choć jej kocie, miodowe oczy przymykały się ze zmęczenia i nadmiaru wrażeń. W końcu, jakoś godzinę po północy, podzieliliśmy się na podgrupy i każde zajęło swoje świeżo pościelone posłanko z mocnym postanowieniem okupowania go do syta, czyli późnego ranka. Krzyś w swoim kącie już dawno spał, kiedy ja ciągle leżałam wpatrzona…

Read More Read More