„Panta rhei”, dziś szczególnie… ;-)

„Panta rhei”, dziś szczególnie… ;-)

18 lipca 2018

I tak, ziarnko do ziarnka i słowo do słowa, uzbierało się: zaczynam właśnie setny wpis do bloga!

Piszę, choć nic się nie dzieje.

Robi się wieczór po kolejnym deszczowym dniu. Melka śpi na parapecie, schnie po kolejnym wyskoku (dosłownie!) na werandę, jakoś nie dowierza że nadal pada, więc sprawdza biedulka raz po raz, znosząc sobie mokre patyczki do zabawy. Dobrze, że nie myszy albo inne robale. W piecu trzaska ogień a miłe ciepło sprawia że mogę siedzieć w koszulce i dżinsowych szortach, choć za oknem ziąb, wichrzysko i siekąca we wszystkich kierunkach ulewa. Wczorajsza chandra nieco się rozproszyła w rytm kroków po kamienistej ścieżce najpierw, a potem po mokrej, przypominającej strumyk szosie.

Zdecydowałam się na wędrówkę w deszczu zupełnie świadomie, mam dobrą nieprzemakalną kurtkę, a na plecak założyłam foliową pelerynkę. Spodnie co prawda nie uniknęły wody, ale rano było dość ciepło więc nie było to szczególnie nieprzyjemne. Ważne, że szłam przed siebie, a chmura ciemnych myśli czepiała się o gałęzie mijanych drzew, poszarpały ją miłosiernie i postrzępiły, więc została w końcu gdzieś za mną, uwieszona jakichś świerczków, jeżyn albo innych dzikich róż. Wracając, pozwoliłam deszczówce zmyć ponure resztki, w końcu to dobre i dla cery, i dla włosów. Dla okularów tylko niekoniecznie. 😉

Mgły dziś królują, gór nawet nie widać. Czasem tylko, zaskakująco wysoko, pojawia się czarna sylweta jakiejś wysokiej jodły albo świerka, żeby po chwili na powrót schować się za gęstą chmurną masą, baśniowo to wygląda. Strumyki, szemrzące zwykle, dziś huczą i pędem gnają w dół spienioną, mętnawą wodą, za nic mając wcześniejsze brzegi. Świetna ilustracja do Heraklita, nie ma co.

Przedwczoraj, montując listwę na werandzie, połamałam już na amen nożyk, dziś kupiłam dwa nowe. Ostatnio kilka razy miałam – jak byk! – na liście zakupów zapisany takowy nożyk, ale dziwnym trafem omijałam to słowo spojrzeniem. Bywa. Dziś stał się głównym pretekstem do zejścia. 🙂

Na Groniu poza mną został chyba tylko Hubert, Kasia od tygodnia bawi u syna, wraca dopiero pojutrze. Cicho więc i pustawo w osadzie. Hm, jutro po południu zamierza przyjechać mój kolega Maciek, twierdzi uparcie że pogoda ma się wtedy poprawić. Zobaczymy. Rano zejdę w dolinę, poćwiczyć z Martyną angielskie maturalne wypowiedzi, zakupy niewielkie zrobić i ponapawać się nieco ponurym, ale – niezmiennie – pięknem po drodze. A może rzeczywiście wyjrzy słońce? Fajnie byłoby ognisko rozpalić, albo na werandzie nocą posiedzieć.

Tyle, że dziś jeszcze trudno w to uwierzyć, wiatr wymiata drzewami za oknem a słońce wydaje się być dalej niż zwykle. Nic to, trzeba przetrwać te ciemne dni.

W końcu czas też płynie.


 

 

4 thoughts on “„Panta rhei”, dziś szczególnie… ;-)

  1. hej Maryl! Przesylam Ci wieksza polowe mojego slonca oraz trzy cwierci mojego ciepla! W zamian poprosze troche deszczowki – juz nie mam sily targac tych konew. A takze nieco chlodku – zeby sie lepiej spalo!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *