Jestem szczęściarą, hej! :-)

Jestem szczęściarą, hej! :-)

4 sierpnia 2018

Uch, co za dzień. Gorący i nieco burzowy, ale kończę go z uśmiechem, choć już myślałam że będzie zupeeeełnie inaczej…

Rano wyszłam jak zwykle wcześnie, o ósmej już maszerowałam ścieżką na dół. Słońce wygramoliło się już zza Grzebyka, ale droga była jeszcze zacieniona, powietrze rześkie i pachnące parującą rosą. Wielka jodła ugodzona piorunem jeszcze stoi, to spiralne pęknięcie utrzymuje ją w pionie, choć odpada z niego stopniowo coraz więcej dwumetrowych „drzazg”, naliczyłam już pięć porozrzucanych między niewielkimi świerczkami dookoła. Leśnicy obejrzeli drzewo dokładnie, oznaczyli iksami. Biedulka wspaniała.

Szło mi się rewelacyjnie, omal nie zapomniałam wstąpić do Martyny na dzisiejszą krótką lekcję. Pół godziny tylko omawiałyśmy tryby warunkowe, czyli tę najbardziej kobylastą kobyłę w angielskiej gramatyce. Ale zapewniłam, że i to jest proste, jak ta mowa zależna która Martyna ma już w małym paluszku, więc z uśmiechem stwierdziła:

–  Skoro pani tak mówi, to na pewno tak jest! Jak ja się cieszę, że mama panią spotkała w tym autobusie! Wszyscy mi teraz zazdroszczą!

Pozytywnie nastawiona do świata i zaczynającego się dnia, powędrowałam dalej, cudną zacienioną drogą między wielkimi sosnami w dolinie. Kilometr za kilometrem, dotarłam na targ gdzie zamierzałam kupić bawełnianą koszulkę. Okazało się to trudniejsze, niż myślałam. W końcu pani, która usilnie acz bezskutecznie przekonywała mnie do łososiowej bluzeczki z wielkim złotym piórem ozdobionym kolorowymi cekinami, podsumowała zirytowana:

– Ady to mo być dlo wos, cy dlo chłopa? Cycki mocie jak baba, to se ładnom bluzke kupcie, jak baba!

Koszulkę nabyłam w końcu w pobliskim sklepie, mniej więcej taką o jaką chodziło. Kobiecą, ale bez „pięknych wzorów”, w kolorze szarozielonym. Zadowolona więc wmaszerowałam do spożywczaka. Puf! – moje zadowolenie ulotniło się natychmiast, pękło jak balonik, ściśnięte między stłoczonymi ludzkimi łokciami, ramionami i brzuchami. Matuchno, jaki tłum.

Napełniłam koszyk szybko czym trzeba, stanęłam w kolejce do kasy. Zapłaciłam wreszcie i z ulgą wygramoliłam się na powietrze. Łyk zimnej wody i pomknęłam na postój taksówek, gdzie siedziała już moja znajoma z Modrzewiska, pani Grażynka. Ucieszyła się na mój widok, zawsze to taniej jechać we dwie.

Kiedy już sąsiadka z doliny wysiadła, poprosiłam pana Bronka żeby zawiózł mnie tym razem dalej, do Kazika przy leśniczówce. Musiałam nareszcie umówić się na termin dostawy drewna, a Kazika nie tak łatwo zastać w domu.

Tym razem miałam szczęście, zastałam. Ustaliliśmy szczegóły i wróciłam do taksówki, zadowolona jeszcze bardziej niż wcześniej. Parę minut później zatrzymaliśmy się u podnóża Siwego Gronia i otworzyłam torbę, żeby zapłacić za przejazd. I oniemiałam.

Koszmarne to uczucie, kiedy okazuje się że nie masz portfela. Dotąd raz tylko go doświadczyłam, dawno temu w Lublinie, kiedy to na targu okradła mnie starsza pani. Wtedy przysłano mi dowód i pusty portfel, ale wtedy nie udzielano na dowód kredytów…

– Panie Bronku, nie mam portfela. – wyjąkałam. Przetrząsnęłam torebkę jeszcze raz, kieszeń po kieszeni, potem plecak. Nic. Nasz taksówkarz był wyraźnie zatroskany.

– Pani Marylko, proszę sprawdzić pod siedzeniem, może wypadł?

Sprawdziłam. Nie wypadł. Czułam kluchę w gardle, a ręce zaczęły mi się trząść. Matuchno kochana!

– Panie Bronku, jedziemy do Mazurów. Tam robiłam ostatnie zakupy.

Droga minęła mi na molestowaniu świętego Antoniego, zastanawianiu się czy policja w sobotę pracuje i czy zdążę unieważnić w banku moją kartę, zanim ktoś ją rozpłaci dotykowo na prawo i lewo tudzież ile kredytów na dowód można nabrać w ciągu godziny, oraz ogólnym biadoleniu.

Wbiegłam do sklepu Mazurów, przepraszając potrącane po drodze ramiona i biusty, dopadłam kasy w której płaciłam za zakupy:

– Przepraszam, nie znalazła pani mojego portfela? – wydyszałam, błagalnie wpatrując się w oczy sympatycznej ekspedientki z blond warkoczykami.

Spojrzała na mnie znad kasy, chwilę patrzyła nieruchomo i wreszcie rozpromieniła się:

– Tak, zostawiła pani. – z uśmiechem podała mi moje wytęsknione, najpiękniejsze na świecie pomarańczowe cudeńko z lakierowanej skóry. Cmok, cmok.

Miałam ochotę wrzasnąć coś, zaśpiewać, zajodłować z tyrolska ze szczęścia. Ale podziękowałam tylko najserdeczniej jak umiałam i wybiegłam wprost do oczekującej mnie taksówki.

– Panie Bronkuuuu! – wydarłam się na ulicy. – Maaaam!

Tym razem już bez przeszkód zapłaciłam za kurs, wysiadłam z moim plecakiem i lekka niczym to piórko z cekinami pomknęłam radośnie ścieżką pod górę. Co tam upał!

Miłej dziewczynie z kasy kupię w poniedziałek jakąś super bombonierkę albo wypasiony bukiet.

Jednak jestem szczęściarą. 🙂


 

13 thoughts on “Jestem szczęściarą, hej! :-)

  1. Ukradziono mi portfel dwa razy, a pamiętając o późniejszych kłopotach mogę powiedzieć, że faktycznie jesteś szczęściarą. Gratuluję.
    Okradziono Cię w moim rodzinnym mieście! Wstyd dla mnie, urodzonego lubelaka.

  2. Antoni zawsze pomaga – tym, ktorzy w niego wierza. Kiedys jeden dzien przed wylotem na wakacje zgubilam dowod osobisty. masakra! przeszukalam wszystko, torebki, kieszenie, siatke z zakupami, samochodowe schowki. Nic. Jak dowod we wode. Na szczescie przypomnialam sobie o Antku. Kilka minut pozniej dowod znalazl sie w kieszonce torebki. Przysiegam sie, ze zagladalam do niej wczesniej 3 (slownie 3) razy! Bedac juz w Porto postanowilam brzeczaca moneta podziekowac Swietemu za pomoc. W zadnym napotkanym kosciele nie znalazlam figury Antoniego. Wtedy Malzon wpadl na pomysl: wrzuc mu do kanalu – przeciez sobie znajdzie… No comments.

    1. Ha. też podziękowałam – między innymi – brzęczącą monetą. 😉
      Ale takie doświadczenia paskudne są.

  3. Jak niewiele do szczęścia potrzeba 🙂 Ja ostatnio zapomniałem kluczy do domu i zasiedziałem się w barze z kolegami 🙂 Jak mnie po jakimś czasie moja Pani raczyła wpuścić w domowe pielesze , bylem jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie 🙂

      1. Kilka długich godzin. Nawet nie wiesz jak w takich okolicznościach przyrody czas potrafi się dłużyć 😁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *