Dla tej łazienki… ;-)

Dla tej łazienki… ;-)

21 października 2018

Wieczór wczoraj minął spokojnie. Poczytałam, pogaduliłam przez telefon, z Hubertem szczegóły co do drewna na opał ustaliłam, z butlami wody w sieni porządek zrobiłam, na ewentualne przymrozki je przygotowując, okna przetarłam do czysta i z uśmiechem położyłam się spać na moim wygodnym łóżku, ciepłą kołdrą się otulając. Fajny dzień. Szkoda tylko że w ubikacji już tak podplecze chłodzi nieprzyjemnie.  Widziałam, że w pierwszym domu już dziurę wykopali na szambo, wczoraj koparkę przywieźli na przyczepie wielkiego traktora. Łazienkę robią, znaczy. Faaaajnie, też bym chciała.

Na razie jednak konto w świnkę zmieniłam, każdy złoty wrzucony tam przybliża do podziału naszego domu „miejskiego”. Żeby go sprzedać, na mieszkania zamienić lub mniejszy dom z niezależnymi mieszkaniami dla mnie (i Krzysia, dopóki zechce ze mną mieszkać) i dla ojca. Bo rodzice kiedyś nierozważnie połowę wielkiego domu kupili, ale bez zaznaczenia którą. Współwłasność po prostu. Od dwóch lat już tak zęby zaciskam i kolejne papierki dla sądu zdobywam. Dla sądu, żeby na notariuszu zaoszczędzić, bo to dodatkowe tysiące wszak. A chodzi jedynie o potwierdzenie, że dolna połowa domu nasza, a górna – sąsiada. W zgodzie, bez żadnych sporów akceptacji potrzebujemy. Plan architektoniczny przez fachowców wykonany (wcale nie za darmo!) jest, wymaganych odpisów i zaświadczeń plik – zdobyłam, sprawa wydawała się prosta.

O, naiwna, szczypiorze zielony! Gdzieżby mi tam sąd pozwolił na zaoszczędzenie! Z ironicznym postukiwaniem sędziowskiego młoteczka coraz większe koszty nabija i coraz dalej w czas zakończenie sprawy odsuwa. Efekt jest taki, iż sprawę z sądu wycofuję i do kompetentnego notariusza oddaję.

Łazienka na Groniu poczekać więc musi. Ale już rozrysowana, zaplanowana jest, wraz z resztą chatki w której pokój z kominkiem powstanie. Czasem wyciągam te plany z szuflady i przyglądam się im z uśmiechem. Dorysowuję coś, nowe pomysły przychodzą mi do głowy. Uwielbiam te wyjazdy z Krzychem do „Merkurego”, oglądamy kominki, prysznice, umywalki, porównujemy pompy i rurki wszelakie. To by się nadało, tamto nie bardzo. Radość to wielka i na takim etapie, co dopiero, kiedy już dziać się będzie realnie!

Dziś mgły od rana panują, wiatr przenikliwy gania je od drzewa do drzewa, oplata wokół gałęzi ich białawe strzępy. Deszcz pada uparcie, nabłyszczając deski werandy i kamienny podest przy schodach. Spacer w takich warunkach nie należy może do przyjemności, ale schodzę zaraz. Wybory dziś, muszę więc do miasta wracać.

Groniem jednak dziś nie pójdę, „księstwo kurkowe” sobie daruję, za dużo błota na tamtej drodze. Modrzewiskiem też wędruje się przyjemnie, choć o wiele dłużej. Z sąsiadami jednak przywitać się można, sympatyczne pozdrowienia wymienić, psy znajome pogłaskać, nowin i plotek posłuchać.

Tymczasem jeszcze cieszę się barwnym widokiem z okna, smakiem aromatycznej, gorącej kawy, ciepłem trzymanego w dłoniach kubka. Naczynia pozmywałam, ręczniki i poszewki do prania spakowałam, plecak gotowy do drogi rozpycha się na kanapie przy drzwiach izby, przycupnięta przy nim torebka przysypia w ciszy. Jeszcze pół godzinki tak posiedzę, oczy i podniebienie nacieszę.

A potem – w drogę, „dla chleba, panie, dla chleba!”

No i dla tej łazienki, rzecz jasna.  😉


6 thoughts on “Dla tej łazienki… ;-)

  1. Zdjęcie całkiem już jesienno-listopadowe. Stanowczo za krótka jest złota jesień, nieprawdaż?
    Oj, oryginalne byłoby powitanie chlebem i solą w królestwie wody i mydła. Marylo, właśnie: a co z wodą w łazience? Wszak studni nie masz. Czy może coś się zmieniło?
    Smakuję opisywany przez Ciebie w wielu wpisach urok tych cichych, zapatrzonych i zamyślonych chwil w domku. Smakują dobrze 🙂

    1. Studnię mam tuż przy ścianie domu, ale dość mocno zanieczyszczoną aktualnie. Się oczyści i z wodą akurat problemu nie będzie.
      Gorzej z odpływem zużytej. Ale kombinujemy. 🙂

  2. Ze w sensie: chleba w lazience??? 😉
    Zycze Ci dobrego tygodnia. Takie chwile daja sile na caly tydzien!

    1. Haha, zastanawiam się jak połączyć chleb z łazienką, wymyśliłam, że pierwszych gości w niej powitam chlebem i solą. Może być? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *