Browsed by
Miesiąc: Listopad 2018

Dwie „kolędy”… ;-)

Dwie „kolędy”… ;-)

W pośpiechu wczoraj wchodziłam do sklepu, a w torbie coraz głośniej rozprzestrzeniała mi się Metallica. Nieznany numer, pewnie rodzic jakiegoś ucznia, odebrałam więc stając z koszykiem między alejkami. Telefon przy uchu, przytrzymywany ramieniem, torba w jednej ręce a koszyk w drugiej. Jak ja to lubię… – Halo, Maryla? – Basiula! – uradowałam się niezmiernie słysząc moją zwariowaną koleżankę. – Jak miło cię słyszeć! – Ciebie też. Sory, zmieniałam telefon, numery mi się zapodziały, dopiero Daga mi twój dała. Mam sprawę….

Read More Read More

No, to mamy „okres oszronny”… ;-)

No, to mamy „okres oszronny”… ;-)

18 listopada 2018 Uff… Chatka przygotowana do zimy. Drewna część leży przy ścianie domu, poukładana w dwa sztapelki, reszta schowana w drewutni, żeby wiadomym sąsiadom apetytu zbytniego nie robić. Jakoś nie widzę, żeby gromadzili opał jakikolwiek. No, ale może oznacza to, że tej zimy pojawiać się na Groniu nie będą? 😉 Przyjechaliśmy z Krzychem wczoraj, zapasy wody pitnej na zimę przywożąc. Wjechały z panem Markiem jego wehikułem, kiedy my tymczasem wdrapywaliśmy się na górę plecakami jedynie obciążeni. Za nami, marudząc…

Read More Read More

Ej, misiek, misiek… :-(

Ej, misiek, misiek… :-(

12 listopada 2018 Jesień nadal słoneczna i ciepła, bardzo łagodnie przechodzi w tę chłodniejszą, monochromatyczną i słotną fazę. Mgły królują, zdobią górski krajobraz każdego ranka, a to snując się między gałęziami drzew, a to zalegając nad doliną jak puchowa poducha. Sielankowo na Groniu jednak nie jest. Hm, koniec z kupowaniem wybornego miodu od Huberta. Niestety… Jego zadbana, dopieszczona wręcz pasieka to dziś jedynie szczątki, wygląda jak po przejściu tornada lub solidnym trzęsieniu ziemi: ule co do deski połamane, resztki drewnianych…

Read More Read More

Sceneria jak z horroru… ;-)

Sceneria jak z horroru… ;-)

3 listopada 2018 Wieczór. Nic z tego, mgły się nie rozwiały. Cały dzień opatulają las, domy na Groniu i w dolinie, do tej chwili gęsto wiszą za oknami. Schodziłam drogą trochę jak z horroru. Gdzieniegdzie mgła była tak ciemna i gęsta, że wchodząc w nią miało się wrażenie wchodzenia w otwartą gardziel jakiegoś stwora. Tym bardziej, że ścieżka była mokra po nocnym deszczu, a ciemne drzewa po obu stronach ścieżki stały ciche i nieruchome, jakby wyczekująco. Gdzieniegdzie z kolei mgła…

Read More Read More

Smutki i mgły poranne…

Smutki i mgły poranne…

3 listopada 2018 Ranek dziś już nie taki wczesny i słoneczny jak wczoraj. Niebo siwe od chmur, choć za lipą, dość wysoko już, pobłyskuje od czasu do czasu słońce. Chmury układają się horyzontalnie w zaokrąglone warstwy, wygląda to jakby olbrzymi bazyliszek wylegiwał się za górami i uchylał senną powiekę, ukazując wielkie, złote oko. O, znowu zasnął, pociemniało i powiało chłodem, mgła zaczyna pełzać doliną. Pochowałam legowiska i zabawki Melki, tutaj też z każdego kąta zerka na mnie wspomnienie małej, wesołej…

Read More Read More

Darmowy opał i chęć niesienia pomocy… ;-)

Darmowy opał i chęć niesienia pomocy… ;-)

2 listopada 2018 Dzień wstał razem z jaskrawym, rozmigotanym między gałęziami lipy słońcem. A ja z nimi, kawulkę na progu celebrując w ciszy. Na drzewach jeszcze całkiem sporo liści, choć wczoraj wiatr przeganiał je całymi kolorowymi stadami wokół domu. Dziś wichrzysko poleciało na drzemkę do jakiegoś podniebnego hangaru, drzewom przerzedzone czupryny zostawiając w spokoju. Gdzieniegdzie zmęczone gałęzie zwisają jeszcze jabłkami, co jakiś czas za płotem Kasi rozlega się charakterystyczne pacnięcie. Cudny ranek. Po nieśpiesznym śniadaniu i niejakim uporządkowaniu chatki po…

Read More Read More