Wesołych, wesołych! :-)

Wesołych, wesołych! :-)

25 grudnia 2018

I znowu siedzę cicho przy stole, za oknami bajkowy ranek drzemie jeszcze w śniegowych poduchach, a mój syn –  w swoim kącie izby. Ciepło utrzymało się niemal do rana, choć jeszcze przy stole ciągnie chłodem od ścian. Rozpaliłam ogień w piecu, wkrótce i tu będzie można zdjąć pled z nóg i polar z ramion.

Do samej północy ostro wiało i sypało śniegiem, kurniawa zaczęła się wkrótce po naszym dotarciu do Chatki. Kiedy wchodziliśmy na Groń, na szczęście prószył tylko lekki śnieżek i wiatr dopiero się rozglądał po okolicy. Dziś – białe puchate pierzyny zalegają wszędzie, bielą obsypane są płoty i gałęzie drzew. Na werandzie, odśnieżonej wczoraj przez Krzyśka, znowu białego pudru po kostki. Gdyby jeszcze niebo zdjęło ten szary chmurzasty kożuch, byłoby całkiem bajkowo.

Nasza Wigilia może nie przypominała tej wzorcowej z reklam, ale ja zdecydowanie tę naszą wolę.

W izbie było około czterech stopni (za to na plusie!) kiedy dotarliśmy, sporo więc musiało minąć czasu i drewnianych szczap, żebyśmy mogli zdjąć kurtki i bluzy, a taka Wieczerza z puszczaniem pary przy każdym słowie jakoś nam nie odpowiadała. Odśnieżyliśmy więc co się dało, przynieśliśmy drewno na opał i na dobry początek, ciągle okutani w grube kurtki, obdarowaliśmy się prezentami.

Uch, dostałam cudny aparat fotograficzny! Aparacik właściwie, kompakt to bowiem, malutki i lekki jak chciałam, żeby bez trudu wędrować z nim po górach i chwile uwieczniać. Za to na tyle nowoczesny i technologicznie zaawansowany, by zdjęcia mogły oko cieszyć bez przeszkód.

Ja, niestety, trafiłam z prezentem dla Krzysia jak przysłowiowy gołąb w parapet. Oszczędzam stale na notarialny podział domu (miejskiego), bo rzecz to kosztowna wielce, nie stać mnie więc na  drogie prezenty, co mój syn zresztą doskonale rozumie. Ale ucieszyłam się, widząc zgrabniutką torbę na narzędzia, idealną na potrzeby Krzyśka! Hm… okazało się, że niedawno kupił sobie niemal identyczną. Bo rzeczywiście potrzebował i podobała mu się. A ja, durnota, wyrzuciłam paragon i nawet zwrócić jej nie mogę.

– Za to druga część na pewno będzie udana! – zwróciłam uwagę Krzysia na elegancko zapakowaną paczuszkę ślicznych bakalii w czekoladzie. – To cudeńko będzie ci smakowało!

Mój syn bardzo lubi słodycze i jest bardzo wybredny, ceni niebanalne smaki. A że owa śliczna paczuszka kosztowała mnie drugie tyle co torba na narzędzia, byłam niemal pewna, że zdobędzie jego uznanie. A tu – drugi gołąb w parapet!

– Ale… może z tym się robi coś innego, a nie zjada? – pocieszał mnie Krzyś, żując czekoladowe cudeńko z wielce wymowną miną.

Tak czy siak, radości i śmiechu mieliśmy co niemiara. Oczekiwanie na ciepło w domu urozmaiciliśmy sobie graniem w planszówki, na zmianę przy tym dokładając drewno do pieca. Jakby nietrafionych prezentów ode mnie było mało, i w „Farmera” Krzyś przegrywał sromotnie. Na szczęście, nigdy nie przejawiał tej chorej ambicji która zmusza do oszukiwania i psuje nastrój przegrywającemu albo wręcz budzi agresję.

– Nieeee, ja to mam dzisiaj pecha. – biadolił teatralnie, – te króliki mają podsłuch w sieni, ostatnio rozmawialiśmy tu z kumplami o rosole z królika, zapamiętały to sobie!

Dopiero po dwudziestej, kiedy już można było zdjąć i grube bluzy, a na nogi założyć domowe kapcie, przygotowaliśmy stół, podgrzaliśmy przywiezione potrawy wigilijne i włączyliśmy cicho kolędy.

– Wiesz co? – wyjrzałam za okno. – Pierwszej ani żadnej kolejnej gwiazdki i tak przez chmury nie widać, nic dziwnego że zaczynamy dopiero o dziewiątej!

Na początek podzieliliśmy się opłatkiem, składając sobie życzenia. No, może z prezentami mi nie wyszło, za to kapusta z grzybami i barszcz z uszkami były przednie, a po karpiu i reszcie dań można było z przyjemnością oblizywać paluszki. Do tego miła rozmowa i podśpiewywanie kolęd w połyskującym blasku kolorowych lampek choinkowych rozwieszonych pod sufitem. Czy trzeba czegoś więcej?

– O, wiedziałem, że mi czegoś brakuje. Choinki nie mamy! – zaśmiał się Krzyś jakoś przed północą, kiedy już sprzątaliśmy ze stołu naczynia po kolacji.

– Rzeczywiście! – zdziwiłam się. – Jutro przejdziemy się do Zadomia, porobimy jakieś zdjęcia i znajdziemy świeże choiny. Po dzisiejszej zawiei pewnie  będzie trochę ułamanych. Zresztą, – wskazałam cebrzyk ze świerkowymi łapami na półce w rogu, – mamy  tu przecież stroik całoroczny!

Zapach mandarynek i piernika przyciąga mnie i dziś od rana do półmisków z tymi pysznościami na stole. Za oknami już nie ma zadymki, śnieg śpi spokojnie i cicho przytulony do ścian domu. Sen jedynie miałam paskudny, od dawna tak koszmarnego nie pamiętam. Ale co tam, to tylko sen, nie wszystkie się spełniają.

Prawdziwie świąteczny dzień się zaczyna, radosnego świętowania zatem! 🙂


12 thoughts on “Wesołych, wesołych! :-)

  1. Podobała mi się Wasza wigilia. Była… bardziej prawdziwa.
    A na początku tekstu znowu sprawiłaś mi ucztę przy czytaniu Twoich słów; ot, przykład pierwszy z brzegu: bajkowy ranek drzemie jeszcze w śniegowych poduchach…
    Słyszę jego ciche pochrapywanie 🙂

    1. Haha, jednak Krzyś nie pochrapywał. 🙂
      A myślałam nawet o tym że byłoby to lepsze dla obrazowego opisu. 😉

  2. Dużo zdrowia, radości i pięknej pogody bo ta w górach na pewno jest potrzebna 🙂
    U nas 6-7 na plusie, śnieg pewno zobaczymy w lutym ze dwa dni i to nam zupełnie wystarczy .
    Śnieg powinien być w górach i jak jest to fajnie , a w miastach jest całkowicie zbędny .
    Pozdrawiam

    1. Dziękuję, Gosiu. Fakt, w miastach śnieg przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. Co zrobić, nie umie padać wybiórczo. 😉
      Życzę Ci więc także pięknej, ale bezśnieżnej pogody. Oraz zdrowia. :-)))

  3. W Święta najważniejsze jest zdrowie, towarzystwo i atmosfera. Jak do tego są jeszcze pyszności to już nic więcej nie potrzeba, a Ty masz jeszcze oprócz tego wspaniały widok z okna.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę Wam obojgu spełnienia marzeń :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *