Po Świętach. I po Jodle…

Po Świętach. I po Jodle…

26 grudnia 2018

I po Świętach. Plecaki rozpakowane, pralka gotowa do odpalenia i prysznic sympatycznie zakończył te miłe dni. Jutro do pracy pomknąć trzeba, więc po trzech wesołych i sympatycznych dniach świętowania, wróciliśmy w doliny.

W południe jeszcze wyszliśmy na spacer po Zadomiu Wielkim, popodziwiać bajkowe widoki gór przysypanych nieskazitelnie białym, świeżym śniegiem. Z Zadomia można podziwiać panoramę, kręcąc głową niemal na wzór sowy, od lewa do prawa.

– Aaale cudnie! – wyrywało się nam co chwila na zmianę: to Krzysiowi, to mnie. Widoki naprawdę były przepiękne.

Śnieg wciskający się do kaloszy nie był już ani piękny, ani przyjemny, w wielu miejscach sięgał nam kolan więc trudno było tego uniknąć. Po powrocie zaserwowaliśmy sobie moczenie stóp w miskach z gorącą wodą z solą, to zawsze pomaga. I po wypiciu pysznej herbaty tudzież kilku partyjkach remika, już kompletnie nie chciało nam się złazić z góry. Ale mus to mus…

Szarzało już, kiedy schodziliśmy, brnąc po łydki w gęstym śniegu. Przed nami jedynie zwierzęta gdzieniegdzie zostawiły swoje ślady, szliśmy więc obserwując je i odgadując, co też tędy wędrowało. Głównie były to jelenie i sarny, znalazły się też ślady lisa. Bidulek, szorował brzuchem po śniegu. Na szczęście te dwa niedźwiedzie, buszujące w okolicy całą jesień, nie odcisnęły swoich łapek na naszej drodze. Pewnie śpią.

– Oj, pewnikiem winietę wykupić nam trzeba – zauważył Krzyś w pewnej chwili, stając przed zwaloną przez drogę, łukowato wygiętą brzozą. Schodziliśmy akurat do „Bramy Mocarnych”, więc patrząc jak odciąga na bok niewielkie drzewko, pocieszyłam go:

– Dobrze, że to taka malizna, wyobraź sobie co by było, gdyby tak zwaliła się ta wielka jod…

Pokazałam ręka przed siebie, tam gdzie nad lasem górowała korona potężnego, rozszczepionego po letniej burzy drzewa i zamarłam w pół słowa.

Nie ma jodły! Przecież jeszcze dwa dni temu stała, porozłupywana  i lekko wygięta, ale spiralne pęknięcie od pioruna utrzymywało trzydziestometrowy pień ciągle w pionie. Podziwialiśmy jej siłę i majestat.

Szybko minęliśmy zakręt ścieżki za „Bramą” i stanęliśmy zdumieni.

– O, rany! Musiała zwalić się przedwczoraj, ale gdzie ona jest?! – powiedziałam na widok poszarpanego kikuta sterczącego z ziemi.

– Popatrz, cała spadła na las i roztrzaskała się na mniejsze kawałki! – stwierdził zadziwiony Krzysiek, kiedy podeszliśmy bliżej.

Nic, nawet jedna gałąź nie zwaliła się na drogę. Przedziwne, ścieżka poniżej zakręca dość ostrym łukiem, niewielka była szansa, żeby potężne drzewo upadło nie tarasując jej na żadnym odcinku, a tak właśnie się stało. Zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę, szukając w młodniku poszczególnych fragmentów jodły. Las przysypany był grubą warstwą śniegu, więc gdzieniegdzie trudno było odróżnić sterczące gałęzie zwalonego drzewa od małych iglaków. Sporo z nich zresztą musiało zginąć pod upadającym potężnym pniem. Zrobiliśmy więc parę zdjęć i poszliśmy dalej.

– Jutro muszę zadzwonić do nadleśnictwa. – zdecydowałam smętnie. Jakoś strasznie mi żal tej jodły.

Na dole trochę się namęczyliśmy, żeby otworzyć bramę podwórka pani Grażynki, gdzie zostawiliśmy auto. Taki niby niewinny biały puch, a zbił się w twardą, upartą masę i nijak nie chciał ustąpić!

W końcu jednak wyjechaliśmy z Modrzewiska i z niemałym zdumieniem obserwowaliśmy jak z każdym kilometrem biały puch zanika, w samej Milówce było go już o wiele mniej, a w Żywcu spolegiwał jedynie symbolicznie, tu i ówdzie, cienka warstewką.

No i pozostało znowu uśmiechać się na wspomnienie miłego czasu w Chatce. Do następnego razu, oczywiście. Całkiem niedługo. 🙂


4 thoughts on “Po Świętach. I po Jodle…

  1. Och, jak dobrze mi się czytało. Szkoda, że już koniec. Piszesz tak „lekko”, że czytając zapominam o całym świecie.
    Pozdrawiam 🙂

      1. Nawet nie próbuj wątpić…..czekam na kolejny wpis jak…….na kolejny odcinek dobrego serialu… czytanie twoich opowiesci to wielka radość dla mojej skołatanej duszy…a więc musisz pisać :):):). Pozdrawiam i tak bardzo zazdroszczę takich widoków – u nas to śnieg jak spadnie to na kilka godzin i znów mamałyga 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *