Tajemnice sąsiedzkie… ;-)

Tajemnice sąsiedzkie… ;-)

6 stycznia 2019

Dziwnie się zapisuje nowy numerek w dacie. Jeszcze się czasem mylę, ale ten nowy rok rozgościł się już jak u siebie. Oby okazał się naprawdę dobry, a nie tylko obiecywał! 🙂

Krzyś z kolegami wyjechał na Siwy Groń, a ja odwiedziłam Gabrysię. Dawno nie widzianą, choć czasem urządzamy sobie telefoniczne pogaduchy i mejle ślemy. Wiele razy przyjeżdżała do mnie w góry, kiedy Krzyś był mały. Ale potem wyszła za mąż i już wypoczywała wyłącznie nad morzem, tak sobie życzył jej życiowy towarzysz. Od kilku lat Gaba jest rozwódką, choć sama woli określenie „wyzwolona”. I w jej przypadku jest w tym wiele prawdy. Znowu może oddychać w sposób dowolny i spotykać się ze znajomymi.

Od jakiegoś czasu przebąkiwała o „pewnej sprawie nie na telefon” którą musimy omówić. No i spotkać się wreszcie trzeba, bez dwóch zdań! Ale Chatka „zajęta” i w górach akurat sypie niemożebnie, pojechałam więc ja do Katowic.

Po pysznym obiedzie w restauracji przy rynku zainstalowałyśmy się w mieszkaniu Gabrysi, mogłyśmy zdjąć mokre od wszechobecnego śniegu buty, zasiadłyśmy na miękkiej kanapie przy lampce wina, z podwiniętymi nogami, jak za dawnych lat.

– Ech, Maryla, nareszcie wiem że żyję. Tylko szkoda, że tak późno. No i szkoda, że… – zawahała się i przygryzła wargę, patrząc na mnie uważnie, –  straciłam szansę na coś fajnego, a teraz może już nie da się tego odkręcić…

Ewidentnie miałam coś wspólnego z tajemniczą sprawą utraconej szansy koleżanki.

– Aha, chodzi o kogoś kogo znam? – w głowie dokonywałam błyskawicznego przeglądu potencjalnych męskich postaci, ale jakoś kompletnie nikt mi nie pasował.

W końcu Gaba westchnęła i wypaliła:

– A jak tam ten twój sąsiad z gór? Hubert? Nadal jest sam?

Technicznie byłoby to raczej trudne, ale z wrażenia omal nie spadłam z kanapy.

– Hubert?! Ten Hubert?! To ty w ogóle go pamiętasz?!

No, tak. Niby przedstawiłam ich sobie. Siedziałyśmy kiedyś przy ognisku pod wieczór, Hubert przechodził przez moje podwórko idąc do Janeczki, przywitał się, zamieniliśmy kilka zdań. Gabrysia wspomniała później, że fajny z niego facet. Ale, żeby tak od razu nadzieje wiązać i nazywać go straconą szansą?!

Gaba poprawiła się na kanapie, nieco zakłopotana odstawiła kieliszek z winem i splotła ręce.

– Bo ty chyba nic nie wiesz, ja się kilka razy z Hubertem spotkałam. Kiedy wracałam od ciebie z gór, jechaliśmy razem w pociągu i świetnie nam się rozmawiało. A w Katowicach poszliśmy na kawę. Potem jeszcze raz się umówiliśmy. I jeszcze raz. Niby nic więcej, ale…

– A to dopiero! I żadne z was nawet pary z twarzy nie puściło! – roześmiałam się zdumiona.

– Nie gniewasz się? – spytała Gabrysia patrząc na mnie wnikliwie.

– Chyba żartujesz, dlaczego miałabym się gniewać? Hubert to po prostu mój sąsiad. Hm, przyjeżdża zwykle sam, czasem rozmawiamy przy piwku, ale nie wiem nic o jego życiu osobistym. Za to bardzo bym się cieszyła, gdybyście odnowili tę znajomość. Może zostaniesz moją sąsiadką?

– Eee, nie galopuj, nie galopuj! Ale może dasz mi jego numer?

– Umówmy się tak: – zaproponowałam. – zaraz zadzwonię do Huberta i zapytam czy nie ma nic przeciwko temu. Pasuje?

Pasowało. A Hubert nie miał nic przeciwko, ucieszył się nawet. Zaczęłyśmy więc radośnie wyobrażać sobie nasze spotkania wieczorami na werandzie.

– Ale i sobie musisz znaleźć jakiegoś faceta, Maryl! Nie będziesz mi się dłużej marnowała! Przestań w końcu wybrzydzać i zdecyduj się!

– Ooo, dziękuję ci serdecznie. – parsknęłam śmiechem. – Ja już się dwa razy zdecydowałam i trafiłam iście po mistrzowsku, wystarczy mi.

– Właśnie, do trzech razy sztuka! – podchwyciła Gaba. – To ten trzeci będzie właściwy! Wznieśmy za to kielichy! I za łazienkę!

– Za łazienkę! I za pokój z kominkiem. – dodałam. – I za twój przyjazd wiosną na Groń.

Do późna siedziałyśmy tak, śmiejąc się i smucąc na zmianę, opowiadając sobie minione wydarzenia i wspominając wspólne, wesołe chwile studenckiego życia.

Wracałam dziś, patrząc na szarawe zaspy brejowatego śniegu za oknem i uśmiechając się do zaparowanej szyby busa. Gabrysia i Hubert? Jak zaskakująco zaczyna się ten rok. Oby ich plany skończyły się lepiej, niż Reny i Jacka. Ale przecież czasem się udaje.

A Krzysiek pisze, że na Groniu masa białego puchu, płoty ledwo widać. Schodząc, postarają się wydeptać mi drogę, żebym za tydzień mogła jakoś wdrapać się na górę. Choć nie będzie łatwo.


 

8 thoughts on “Tajemnice sąsiedzkie… ;-)

  1. Zaskakująca historia. W pierwszej chwili wydaje się być bez szans na powodzenie, ale w drugiej już inaczej się ją widzi. Dołączam się do Twoich życzeń: oby się im udało.
    Przy okazji lektury tego tekstu i nowego roku życzę Ci, Marylo, spełnienia tego, co czasami budzi się w Tobie.
    Przy okazji powiem, że w Lesznie od trzech tygodni pada deszcz, niewielkie robiąc sobie przerwy. Pewnie dlatego czuję zazdrość czytając o śniegu na Groniu.

    1. Bardzo Ci dziękuję.
      Zazdrość o śnieg na Groniu? Niepotrzebnie, z powodu masy tego śniegu nie mogę teraz przez jakiś czas na Gron dotrzeć.
      Rakiety śnieżne sprawdzają się na równym terenie, nie nadają się na strome stoki. Przy śniegu po kolana wchodzi się te półtora kilometra w trzy – cztery godziny, a teraz śniegu jest po pas i więcej. Nie ma szans. 🙁

  2. Witaj w Nowym Roku Maryl!
    Mysle, ze na wszystko jest wlasciwy czas. Moze dla Gabrysi jest teraz a dla Maryl jeszcze nie? Nic na sile, wszystko mlotkiem – jak mowi stare indianskie przyslowie;) ja wcale nie uwazam, ze sie marnujesz!
    Dobrego roku!

    1. Ha! Ja też nie uważam. 🙂

      Dzięki, Moniko. Oby ten rok i dla Ciebie był dobry. Ba! Świetny niech będzie! 🙂

  3. A ja Marylko popieram pomysł Gaby…. do trzech razy sztuka! Spróbuj … nie tracisz nic,a zyskać możesz wiele. Idąc drogą swego życia w nieodłącznym towarzystwie cienia – swej własnej samotności, nie wydaje się być dobrym wyborem.

    1. Czasem myślę, że mnie po prostu pisana jest samotność. Bez partnerstwa, znaczit, bo tak całkiem samotna to nie jestem. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *