Zamiast gór – troszkę smętków znad góry papierzysk. ;-)

Zamiast gór – troszkę smętków znad góry papierzysk. ;-)

26 stycznia 2019

Trzeci weekend bez wyjazdu do chatki. Długa przerwa, więc lekki niepokój o dom czuję, ale żebym chlipała na zdjęcia smętnie spoglądając – co to, to nie! Pracy mam huk, spotkań z ludźmi sporo, nowe wyzwania i nowe perspektywy.

Podział domu miejskiego ciągnie się jak nić dentystyczna (grymas twarzy podobny powoduje). Nikt się o nic nie wykłóca, wszyscy są zgodni i zdecydowani, chcemy po prostu urzędowego potwierdzenia, że te mieszkania należą do rodziny iks, a tamte do igrek. Od lat. I straszliwy to problem, jak się okazuje, więc po roku jałowych spotkań na Sali Rozpraw mozolnie uzbierałam potrzebną kwotę i wycofałam sprawę.

Obrazili się w tym sądzie czy co, teraz dla odmiany kolejny miesiąc czekam na zwrot całej tony złożonych dokumentów, żeby móc załatwić wszystko w kancelarii notarialnej. Oj, mocno kosztownie, ale szybko.

Jest już człowiek zainteresowany kupnem, więc ze sprzedażą tego domu nie powinno być większego problemu. Nowe mieszkania lub dom – będą już tylko nasze. I będą bliżej gór.

Część uczniowskich ferii będę mogła wykorzystać na urlop, chyba dopiero wtedy będę mogła spędzić kilka dni na Siwym Groniu. Trochę obawiam się o dach, tony śniegu zalegają na nim, z onduliny nie schodzi tak łatwo jak z blachy. Ech, wytrzymaj, chałupko…

Jak co roku zimą, utrzymujemy sąsiedzką „gorącą linię”. Zwykle to mnie wszyscy pytali o sytuację na Groniu, zwykle to ja robiłam obchód osady i rozsyłałam zdjęcia pozostałym, teraz to Kostek i Robert przejęli inicjatywę. Dzięki nim wiem, że Chatka dzielnie odpiera ataki zimy i czujnie błyska szybami spod grubej śniegowej pierzyny.

– Ja mam śniegu po pas, równiutko! – mówił zziajany, zasapany Robert. – U ciebie wygląda spokojnie, płotu nie widać spod śniegu, ale chyba wszystko w porządku. Jednak wybacz, ale ci domu nie obejdę dookoła!

– Tak, tak, wiem coś o tym, – zaśmiałam się – znam to poruszanie się z prędkością metra na pół godziny! A jak długo wchodziliście na Groń?

– Aaa, to cię zaskoczę, zaledwie dwie godziny. Co prawda dotarliśmy już po ciemku, ale tydzień temu był Kostek z ekipą, w dwa terenowe auta wjeżdżali więc trochę niżej było.

– Nie próbowaliście wejść przez las? Nie wiesz, jak tam ścieżka?

Robert prychnął ze złością:

– A daj spokój! Pewnie że próbowaliśmy, ale ścieżka zamieniła się w tor saneczkowy! Dzieciaki z Modrzewiska się bawią i zamiast ścieżki mamy wręcz rynnę lodową.

– Znowu? – westchnęłam zrezygnowana. – Tyle razy obiecywali…

– Nie ma rady, nie wytłumaczysz. Zresztą, i przez strumyk trudno przejść suchą nogą, już nawet nie pamiętam kiedy tak fatalne warunki były.

– Ale widoki pewnie bajkowe? Zostajecie na ferie?

Robert zawahał się.

– Nie jesteśmy pewni. Parę dni posiedzimy, ale na całe ferie to nam drewna na opał nie wystarczy. Ktoś sobie najwyraźniej pożyczył cały nasz zapas sprzed domu, dobrze że w szopie mamy trochę.

– Żartujesz! A jakieś ślady są? No, wiesz: do wiadomych sąsiadów? – spytałam zirytowana.

– Nie, wygląda na to że już jakiś czas temu zniknęło, nie było nas tu od listopada. Ale widoki są serio bajeczne, żałuj że cię nie ma!

– Pewnie, że żałuję. – westchnęłam. – Ale teraz mam koniec półrocza, tonę w papierach i ślęczę przed monitorem godzinami, co zrobić. Do Chatki mi teraz dalej niż daleko.

Nic to, jeszcze trochę trzeba poczekać. Półrocze właściwie za nami, oceny w dziesięciu grupach wystawione, kursy dla dorosłych też zakończone, jeszcze testy egzaminacyjne muszę sprawdzić. Jutro – dwadzieścia wypracowań drugiej klasy liceum i jakieś czterdzieści zestawów ćwiczeń trzeba poprawić i ocenić. Ot, taki luzik na niedzielę.

Za dwa tygodnie zaczynam urlop, najpierw się wyśpię do najsytszego syta, a potem pojadę w góry. Wcześnie rano, żeby móc dotrzeć przed nocą na Groń. A jeśli i u mnie drewno sprzed domu zniknęło? Dobrze, że połowę schowaliśmy w drewutni.

Obiecałam Martynie z Modrzewiska, że odwiedzę ją i wytłumaczę jeszcze parę zawiłych kwestii z angielskiej gramatyki, przygotowałam już całkiem pokaźny stosik papierków do zabrania dla niej. Urlop, nie urlop, ale chcę pomóc jej zdać tę Maturę jak najlepiej. No i przyznam, że kusi mnie myśl o rabarbarowym cieście pani Agnieszki. Pachnie domem, jak całe Modrzewisko zresztą.

Dobra, nie czas się rozmarzać, czas sprawdzać egzaminy. Noc jeszcze młoda. Już wkrótce z gór napiszę. 😉

P.S. Aha, a zdjęcie od sąsiada. 🙂


5 thoughts on “Zamiast gór – troszkę smętków znad góry papierzysk. ;-)

  1. Oj, tak tak: od sądu z daleka. Taniej może wyjść u drogiego notariusza. Takie mam doświadczenia.
    Złodziejstwo psychicznie rozkłada mnie na łopatki, zwłaszcza takie… sąsiedzkie. Rąbnąć komuś drewno opałowe! Oby ten ktoś całą zimę marzł przy piecu, który nie chce się rozgrzać.
    Marylo, jeśli dobrze liczę, dzisiaj albo jutro jedziesz na Groń. Niech domek mile Cię przywita, a zima niech będzie bajkowa.

    1. Dziękuję. Jeszcze kilka dni do wyjazdu w góry. Na razie jadę odwiedzić przyjaciół w Stolicy. 🙂

  2. Walcz szybko z papierami i wyruszaj w góry – póki śnieg nie stopniał!!!
    I czapeczkę strąć z komina, bo nie będziesz mieć cugu:)
    Trzymaj się ciepło Maryl!!!!!!

  3. „do najsytszego syta” – to perelka jezykowa. Pozwole sobie zabrac do mojego prywatnego slownika;)
    Bedzie dobrze! Chatka nie takie zimy przetrzymala, przyzwyczajona;) a inne tez sie ulozy. Zobaczysz!

    1. Taką mam nadzieję, chatka już podobne śniegi przetrwała bez szwanku.
      Ale obawy zawsze chyba rosną wprost proporcjonalnie do dzielącego mnie od domu dystansu: odległościowego i czasowego. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *