Cena azylu… ;-)

Cena azylu… ;-)

24 lutego 2019

Czas „zbierać zabawki” i wracać do pracy.

Jeszcze siedzę na progu, zapatrzona w sine niebo nad górami, na drzewa znowu czarnawe i mokre, zastanawiam się którą drogą schodzić w doliny. Plecak mam leciutki, wypełniony głównie skarpetkami do prania, korci mnie więc zejście „grapą”, długie ale łagodne, tam będzie więcej możliwości wyboru.

Moje wczorajsze zejście do Modrzewiska przypominało taniec pingwina, a odbywało się taktyką „od miejsca do miejsca”. Gruba skorupa śniegu, oblana, gładziutko oszlifowana całodobowym deszczem i na powrót zamarznięta, przypominała wielkie lodowisko 3D. Gdzieniegdzie udawało się przydepnąć, przygnieść tę powierzchnię i odcisnąć ślad buta, ale w większości miejsc – w ogóle nie było widać, że przechodziłam.

Przy malowanej chacie zaopatrzyłam się w solidny patyk, ostrugałam nieco końcówkę i dzięki temu wiedziałam którędy mam szansę przejść: gdzie przebił się patyk – i ja mogłam bezpiecznie stąpnąć. Szłam głównie brzegiem lasu nad ścieżką, przy samych drzewach śnieg był w miarę miękki lub nie było go wcale. Czepiając się gałęzi, pokonywałam mozolnie metr za metrem, zastanawiając się jednocześnie jak u licha tędy wrócę!

W Bramie Mocarnych mogłam znowu trochę odetchnąć, zresztą stamtąd aż do strumyka przeszłam niemal normalnie, brzegiem drogi. Była oblodzona, ale cieniutka warstwa pękała z miłym chrupotem, nie przeszkadzając w marszu. Poniżej było znacznie gorzej. Tam już droga biegnie dość stromo w dół, a całą jej powierzchnię, od brzegu do brzegu, stanowił gruby lód. Daremnie było dźgać go patykiem, iść więc także nie było możliwe. Wgramoliłam się więc znowu na ośnieżoną skarpę nad ścieżką i przedzierałam między gałęziami młodych buków. Łatwo nie było, młodziaki zaczepne i buntownicze tak samo jak te ludzkie, ale w końcu mam spore doświadczenie w pracy z trudną młodzieżą… 😉

Zwykle zejście tędy zajmuje mi kwadrans, tym razem trwało ponad godzinę. Ale z jaką przyjemnością stanęłam potem na suchym asfalcie drogi w Modrzewisku! Jakbym skrzydła rozwinęła, z uśmiechem ulgi, który pewnie mógł się komuś wydawać głupkowatym a przynajmniej niezrozumiałym, wędrowałam dziarsko kilometr za kilometrem, witając się wesoło a to z Sylwią, a to z Martyną, a to z Adamem myjącym okno. Dziwne doprawdy, ale widocznie miał powód.

Wracałam jednak lasem, najkrótszą i najbardziej stromą ścieżką na Groń. Problemem jedynie jest dostanie się na tę ścieżkę, ale wczoraj właścicieli domu przy strumyku nie było, więc nastawiłam się buntowniczo i po prostu przeszłam po kamieniach nad potokiem, czepiając się drucianej siatki. To przecież niecałe dziesięć metrów, tylko ten zagrodzony odcinek zabiera nam dostęp do całej ścieżki na górę!

Tu już przejście wyglądało zupełnie inaczej, zamarznięte liście były śliskie, to prawda, ale nijak nie stanowiły przeszkody we wspinaczce. Zakupów nie miałam wiele, dotarłam więc na Groń dość szybko. Tym razem zatrzymywałam się tylko na moment, z przyjemnością słuchając świergolenia leśnych pierzaków i obserwując ślady zwierząt.

Cała wyprawa zajęła mi jednak sporo czasu, wkrótce po moim powrocie zaczął zapadać wieczór, szybko więc rozpaliłam w piecu i wyszłam, żeby tę chwilę wieczornego zapadania spędzić z kubkiem parującej herbaty na progu. Wiatr już zupełnie się uspokoił, wkoło panowała wspaniała, kojąca cisza. Ptaki chyba szykowały się do snu bez śpiewania kołysanek.

A teraz – czas się zbierać. Może na kolejny weekend znowu przyjadę, na kartce zapisałam już wielkimi literami główny zakup: kijki.

Cóż, niełatwo żyć w takim miejscu przez okrągły rok, ale to cena azylu. Może dla wielu ludzi jest ona zbyt wysoka, może niewystarczające jest to co się dostaje w zamian, ale dla mnie to układ uczciwy i będę się go trzymać.

Dopóki zdrowie pozwoli.  🙂



 

4 thoughts on “Cena azylu… ;-)

  1. Mariol, taki azyl to skarb, nawet jeśli piętrzy przeszkody wokół siebie niczym barykadę. Coraz mniej miejsc odludnych, zacisznych, przyjaznych przyrodzie. Wszędzie wciska się z tłumem ludzi hałaśliwa głupota i rozpycha łokciami.

    1. O, tak. Wciska się strasznie. Dlatego nawet pasuje mi, że coraz mniej jest ludzi potrafiących funkcjonować w spartańskich warunkach. Tłum nam nie grozi. 😉

  2. A jaka satysfakcja satysfakcjonujaca jak sie pokona trudnosci! to i herbata inaczej smakuje!
    Ale racja: nie jest to droga dla rodziny z dziecmi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *