Śniegi zeszły, czas na wiosenne porządki! :-)

Śniegi zeszły, czas na wiosenne porządki! :-)

30 marca 2019

Miłe zmęczenie po pracowitym dniu. Plecy pobolewają, ręce gdzieniegdzie naznaczone na czerwono kolcami róż swędzą i pieką delikatnie, ale to tylko lekki dyskomfort. Mandarynki i kawa zbożowa pachną i smakują wybornie, słońce jeszcze pobłyskuje ostrym światłem zza orzecha, w piecu trzaska ogień i ptasie tiurlitanie nadal dobiega z lasu. A satysfakcja uśmiecha twarz.

Przyjechałam dziś około południa i natychmiast zabrałam się do pracy. Posadziłam siedem róż, łamiąc przy tym kolejną ogrodową łopatkę (wykopać dziurę w takiej ziemi to nie jest bułka z masłem, co dopiero siedem!), uprzątnęłam tu i tam opadłe gałęzie, porąbałam drewno na opał, podparłam krzew pigwowca. Obgryziony, biedulek, ale kilka nowych pączków już widać, walczy dzielnie! Tylko w kącie podwórka, przy płocie Kasi, znalazłam kilka kwiatków podbiału, które tak lubię. W lesie, przy ścieżce, widziałam ich mnóstwo, jakby sypniętych i rozsianych szczodrą garścią. U mnie się nie ostały. Za to przy werandzie wyłażą spod ziemi irysy, w dodatku całkiem sporą gromadką. Oczyściłam im okolicę, może uda im się wyrosnąć i zakwitnąć? Zjadłam na szybko obiad, wynosząc wszystkie ubrania z szafki do przewietrzenia na werandzie. Przyniosłam wodę ze studni i podlałam nią posadzone świeżo róże.

Może i one się przyjmą? Jak dotąd, róże które posadziliśmy wszystkie się przyjęły i coraz piękniej rosną, starannie przycinane każdego przedwiośnia.

Jelenie zdążyły już skopać mi trochę ziemię wokół ogniska, może sugerują żebym tam posadziła jakieś pyszności, nawet nawóz rozrzuciły hojnie. Jednak zgrabiłam tę ziemię ile mogłam, ale siać ani sadzić im niczego nie będę. Tuje znowu są obgryzione do suchej gałązki, niech im wystarczą, łobuzom jednym. Swoją drogą, ciekawe czy paśnik w lesie jest napełniany regularnie, coś te jelenie za często się u mnie stołują.

Kiedy ja krzątałam się na podwórku, po sąsiedzku Józek pracował przy swoich ulach, więc co jakiś czas pokrzykiwaliśmy do siebie przez płot.

– A słyszałaś o tym dziku? – Józek wskazał ręką okolice niedoszłej chaty Reny i Jacka.

– Nie, nic nie wiem, o jakim dziku? – zainteresowałam się, bo to tam kilka lat temu spotkałam to wielkie bydlę, podłysiałego odyńca.

– Tym, co go niedźwiedź zabił.

– Nie słyszałam. A skąd wiadomo, że to niedźwiedź? A nie kłusownik jakiś? Albo wilki? – oparłam szpadel o płot i podeszłam bliżej. Józek też podszedł od swojej strony.

– Leśniczy mówił, sporo mięsa zostało, twierdzi że niedźwiedzie tak robią. Wilki zjadają wszystko, czasem tylko ogon zostawiają. A kłusownik by dzika zabrał, wiadomo.

– A duży ten dzik był? – dopytywałam się. A nuż to ten mój „znajomy” odyniec?

– Nie, niewielki raczej. A ślady niedźwiedzia tutaj i ja widziałem niedawno, od chaty Mateusza do mnie i potem w dół do lasu. U ciebie nie było?

– Nie, dobrze że mnie ten widok w tym roku ominął – westchnęłam. – Nie powiem, żebym za nim przepadała.

U Józka tylko jeden ul ucierpiał z powodu wizyty miśka, Hubert stracił całą pasiekę. Hm, nie powinnam więc narzekać na te moje obgryzione tuje, wolę gościć jelenie niż niedźwiedzia.

Kunagunda (takie imię dla niej wymyśliłam) na strychu znowu imprezuje, a ja odpoczywam.

Bo zasłużyłam!  🙂


 

 

 

 

6 thoughts on “Śniegi zeszły, czas na wiosenne porządki! :-)

  1. No to kuna, jak już ma imię – zostaje!!!! No bo chyba Kunagundy nie wyrzucisz !!! Toż to już członek rodziny, a nie bezimienny zwierz:)

    1. Haha, Zosiu, to imię się tak „wymsknęło” w czasie wygrażania łachudrze. Ma niby swoje plusy, bo łowi myszy, ale jest w stanie przegryźć i deski, więc jednak muszę się jej pozbyć.

  2. Wiosną ciągle człek ma mnóstwo roboty w ogrodzie… i ciągle się cieszy choć wszystko człeka boli 🙂
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *