Kto tam?!

Kto tam?!

31 marca 2019

Ranek w lesie radosny i rozświergotany już, a dla mnie lekko niedospany i zbyt jaskrawy. Ale cieszę się ogromnie z tego słońca i widoku po górzysty horyzont. Światło dzienne wszystko zmienia!

Było już ciemno i cicho wczoraj, cicho grała mi muzyka i słowa zapisane przez Wittgensteina poruszały wyobraźnię, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.

Ucieszyłam się, że ktoś jednak jest, Kasia w ostatniej chwili odłożyła przyjazd, Józek przed zmrokiem zszedł do Modrzewiska, nikogo innego nie widziałam w osadzie. Odłożyłam książkę i wyszłam do sieni, krzycząc wesoło po drodze:

– Kto tam?

Cisza.

Zapaliłam światło przed domem i otworzyłam drzwi.

Pusto.

Za kręgiem światła panowała głęboka, smolista ciemność, w której majaczyły zaledwie gałęzie jabłonki przy szopie, poza tym nic nie widziałam. Ubikacja była zamknięta od zewnątrz, więc nikt się w niej nie schował. Musiało mi się wydawać.

Głowę bym jednak dała, że nic mi się nie wydawało! Może to jakieś zwierzę, może wiatr rzucił czymś nieostrożnie? Zamknęłam dokładnie drzwi i weszłam do izby, zasiadłam w fotelu, łyknęłam ciepłej zielonej herbaty i wróciłam do wywodu pana Ludwiga. Na wszelki wypadek jednak wyłączyłam muzykę i uszy nastawiłam na najwyższą czułość.

Nie minął kwadrans, a pukanie rozległo się znowu. Trzykrotne, wyraźne.

Odłożyłam książkę i zawahałam się.

To nie wiatr. To nie był kamyk ani szyszka rzucone w drzwi. Charakterystyczny dźwięk, mniej suchy i ostry niż patyk albo trzonek noża: ludzki, zgięty palec.

Narzuciłam bluzę, chwyciłam latarkę i psikacz gazowy. Idę!

– Kto tam?

Za drzwiami znowu pusto. A we mnie narósł niepokój i złość. Z bijącym mocno sercem i palcem na główce „psikacza” przeszłam za ubikację i omiotłam  teren mocnym światłem latarki. Nic.

Wróciłam więc szybko na próg i wrzasnęłam:

–  Śmieszne, co?! Ktokolwiek tak się zabawia, niech się puknie w ten głupi łeb! Potrzebujesz czegoś to powiedz! Chcesz mnie przestraszyć dla hecy? Pokaż się, to może naprawdę się przestraszę, a jeśli się chowasz bo knypek z ciebie i nie masz odwagi spojrzeć komuś w oczy, to idź swoją drogą. I uważaj na siebie, bo las ci może zapewnić prawdziwy strach. Powodzenia!

Z impetem zamknęłam drzwi i wróciłam do izby.

Stanęłam na środku, nasłuchując i zastanawiając się co robić. A jeśli ktoś mi podpali dom? A jeśli to ten ostatni ze złodziei który uciekł z więzienia dwa lata temu?

Spokojnie, tylko spokojnie.

Przez godzinę siedziałam w ciszy, na czytaniu nie mogłam się już skupić. Za późno było, żeby do kogoś dzwonić, niemal bezmyślnie rozwiązałam więc kilka krzyżówek, a w końcu rozłożyłam łóżko i położyłam się spać.

Obudziłam się o drugiej czyli trzeciej. Kunagunda tupała zawzięcie, przypomniałam sobie o zmianie czasu i przestawiłam zegarki. Nawet mi to pasowało, bardzo chciałam żeby ta noc już minęła. Po obu stronach domu zostawiłam zapalone światła, wyjrzałam więc szybko rzucić okiem czy aby gdzieś coś mi się nie pali, ale wszystko wyglądało normalnie.

Dobrze, że na sytuacje kryzysowe mam w sieni toaletę turystyczną ze wszelkimi specyfikami, tej nocy wolałabym nie wychodzić na zewnątrz.

I, rzecz jasna, już nie zasnęłam.

Wiosenny ranek jak zwykle wygląda uroczo i niewinnie, obeszłam dom, szukając jakichś śladów. Jedyne co znalazłam, to otwarta furtka. Nie mogła otworzyć się sama. Malowany dom zamknięty, drzwi jak zwykle zatarasowane stołem kiedy dłużej ich nie ma. U Zosi pusto, u Mateusza też. Nie ma Kostka ani Huberta. A do ostatniego domu nie chce mi się chodzić.

Przypomniał mi się ten dziwny człowiek chowający się za drzewo na mój widok. Może to on się tu kręci, ukrywa przed czymś lub przed kimś? I urozmaica sobie czas dowcipkując po nocy?

Na wszelki wypadek odczekałam do tej dziewiątej i zadzwoniłam do znajomego policjanta, przedstawiając krótko sprawę.

– Ja wiem, może się pan śmiać… – dodałam po wysłuchaniu samej siebie.

– Ależ tu się nie ma z czego śmiać. – odpowiedział spokojnie. – Jakby pani coś dzisiaj zauważyła, proszę dzwonić. A ja się tam w tygodniu przejadę parę razy. A, i dziękuję za wiadomość, może się bardzo przydać.

Porozmawialiśmy chwilę, trochę mi ulżyło.

Siedzę więc na progu z kawą i patrzę na góry, jakiś kos myszkuje w kupie gałęzi pod wielką lipą za płotem Kasi, sporo hałasu robi takie małe pierzaste.

Haha, nieco nerwowo, ale od pracy naprawdę się oderwałam. Uwielbiam swoją pracę, ale zmęczona już jestem ciągłym ślęczeniem w papierach. W pociągu dopiero dokończę czytanie kilku wypracowań uczniów. Jeśli nie będzie za bardzo trzęsło, to i adnotacje naniosę, Maturzyści powinni wiedzieć co i dlaczego zrobili źle w wypracowaniu. Poprawianie jednego przeciętnie zajmuje mi od dziesięciu do piętnastu minut, w jednej grupie mam ok. dwudziestu uczniów, a grup licealnych mam osiem. Rozłożonych na dwadzieścia sześć godzin w tygodniu. Łatwo policzyć ile czasu zajmuje samo poprawianie prac, ale komu by się chciało liczyć. Lepiej krzyknąć, że mam „osiemnaście godzin i dwa miesiące wakacji. Leń, nierób ze mnie generalnie, więc te dwa i pół tysiąca na miesiąc to i tak za dużo za taką niby-robotę”!

Wczoraj w pociągu słyszałam. Panie przynajmniej wiedziały ile naprawdę zarabiamy, a nie rzucały sum z kosmosu.

Tymczasem jeszcze chłonę zapachy i dźwięki lasu, uśmiecham się na widok tego brykającego za płotem kosa.

O rany, zapomniałabym podlać posadzone wczoraj róże!

Czas oprzytomnieć, mam nadzieję, że sprawa mojego nocnego „gościa” jakoś się wyjaśni, nie można dać się zwariować!  🙂


 

 

 

 

 

11 thoughts on “Kto tam?!

  1. Zazdroszczę Pani takiej chatki, ciszy, oazy spokoju (choć jak się okazuje nie zawsze się to sprawdza). Jestem też zaskoczona jak pięknie Pani przelewa historię na bloga. Rzadko czytam blogi ale też jeżeli już jakiś otwieram to zazwyczaj nie zwraca mojej uwagi na więcej niż 5 minut. Będę tu zaglądać częściej!!
    P.s. propo podwyżek nauczycieli to ja również słyszę, że siedzą nic nie robią, piją kawę, żrą ciastka a kasę chcą nie wiadomo jaką. Ludzie dużo gadają a nie wiedzą jakie są realia płacy w firmach prywatnych. Nie widzę powodu dlaczego pracownicy ‚państwowi’ mają zarabiać mniej. Ale temat rzeka a poza tym wszędzie dobrze gdzie nas nie ma 🙂
    Pozdrawiam gorąco!
    Była uczennica budowlanki 🙂

    1. Dzięki, Alu! 🙂
      Przyznaję, że są nauczyciele, za których – bywało i bywa do dziś – się wstydzę, ale na szczęście są w zdecydowanej mniejszości.
      Jednak to przykłady takich przytaczają ci, którzy tak nierealnie podsumowują pracę nauczycieli. Cóż, nie każdemu jest dana wyobraźnia i umiejętność logicznego myślenia.
      Tym bardziej cieszę się, że spotykam wielu ludzi niezwiązanych z oświatą, którzy przyznają, że minimalne krajowe jako pensje dla nauczycieli są uwłaczające godności wykształconych ludzi. Choćby tylko tyle, bez wnikania w szczegóły. Kiedyś podczas rozmowy z uczniami Technikum Budowlanym po prostu pokazałam im „pasek”. Koniec rozmowy, chłopaki zostali bez słowa.

      1. Niestety teraz ten pasek trzeba by mieć na czole naklejony 😁 Trzymam kciuki i mam nadzieję, że ta błazenada, przepychanki, kłótnie się skończą (oczywiście ze strony ‚polityków’). Szkoda tylko, że obecny rząd zamiast łączyć ludzi – coraz bardziej ich dzieli…

  2. O rany, toż to horror!!!!! Czytałam, jak dobry kryminał!!! Napisz proszę, jak sprawa się wyjaśni.
    A co do pracy i płacy nauczycieli – jestem z Wami!!!! Trzymajcie się dzielnie!!!

    1. Dzięki Zosiu. Ja w tym roku pracuję w niepublicznej szkole, z innym finansowaniem i na innych zasadach, ale jak najbardziej popieram strajk, to oczywiste.

  3. Najwyraźniej Ktoś ma ochotę „wykurzyć” Cię z tej chatki a nie wie,że trafił na odważną kobietkę,która niczego się nie boi.Ludzkim gadaniem na temat czasu pracy nauczycieli się nie przejmuj. Widzę,że w świadomości ludzi, nic się w tym względzie nie zmieniło….to samo słyszałam kiedy pracowałam w szkole.Ludzie nie zdają sobie sprawy,że ten czas to nie tylko zajęcia w ramach pensum.Trzymam kciuki abyście otrzymali godną zapłatę za pracę…i niech nie wpływają Wam na ambicję, że zachowujecie się nieetyczne. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Dziękuję Ci za te słowa, Halinko. Przez lata przyzwyczaiłam się do lekceważącego traktowania mojego zawodu. Na głupotę, brak wyobraźni i strach przed samodzielnym myśleniem chyba jeszcze nie wymyślono lekarstwa, to lekceważenie „wykształciuchów” więc będzie trwało i pogłębiało się, dopóki wykształcenie nie zacznie się opłacać. Zwyczajnie, finansowo. Nie będę się rozpisywać, bo zbyt dużo goryczy wylałoby mi się na klawiaturę… 😉
      Serdecznie Cie pozdrawiam! 🙂

  4. Ciekawa jestem czy kiedyś wyjaśni się kto pukał do drzwi. Podziwiam Twoją odwagę, będąc w takim miejscu chyba bałabym się otworzyć nie słysząc znajomego głosu. To jednak duże wyzwanie być samemu na odludziu w dzisiejszych czasach. Pamiętam czasy kiedy drzwi wejściowe otwierane klamką, zamykane były na klucz tylko na noc, a zdarzało się też czasami o przekręceniu klucza zapomnieć.
    Pozdrawiam i życzę niezmąconego niczym udanego odpoczynku w tym pięknym miejscu.

    1. Ja też pamiętam takie czasy, ileż to razy zostawiałam drzwi otwarte wychodząc do sklepu albo na grzyby na pół dnia. Teraz zamykam dom nawet wychodząc na kwadrans do Kasi po coś. Za płot!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *