Chodzi lisek… koło nogi. ;-)

Chodzi lisek… koło nogi. ;-)

11 sierpnia 2019

Znowu przyszedł. Mały, chyba młody lis z popielatym ogonem, którego w ubiegłym tygodniu widywałam kilka razy za płotem Kasi i raz odwiedził nas podczas pobytu Majki i Ani. Pojawił się wtedy, gdy usiłowałam przywołać Tośkę.

Kota ani śladu, za to lisek przybiegł po prostu kiedy Majka i ja siedziałyśmy na schodach, odpoczywając po zbieraniu resztki starych dachówek wrośniętych w poletko Huberta, a Ania zmywała naczynia w sieni. Przestraszyłam się nie na żarty, kiedy podszedł do nas na pół metra, jakby domagał się pogłaskania! Zachowywał się jak zwierzak który wraca do domu po krótkim spacerze, pewnym krokiem biegnący wprost do swoich ludzi.

Nie, nie, straszny to on nie jest, małe to-to i jakby wychudzone, z uroczym pysiem dziecięcego pluszaka. Przestraszyłam się, bo nijak nie powinien podchodzić tak blisko do ludzi nie przejawiając najmniejszego lęku. Jeśli podchodzi, to najprawdopodobniej jest chory, albo ktoś tutaj go dokarmia i w ten sposób do człowieka przyzwyczaja. I jedno, i drugie jest niebezpieczne. Na agresywnego jednak rudzielec wcale nie wygląda, musiałyśmy go wręcz odpędzać, a on sprawiał wrażenie wielce zdziwionego i zawiedzionego tym faktem! Dopiero kiedy odszedł za dom, Majka przybiegła z telefonem i pstryknęła mu zdjęcie, wcześniej byłyśmy zbyt zszokowane żeby na to wpaść.

Dziś Tośka, na szczęście, była w domu, lisek pojawił się tuż przed zmrokiem, kiedy kotkę już ściągnęłam na noc do izby. Głowę bym dała, że miałam gdzieś numer do Wojtka – leśnika, ale może w poprzednim telefonie, dopiero od pani Agnieszki go dostałam powtórnie.

– Pani Marylko, bez paniki, jeśli nie jest agresywny, to jest szansa, że dokarmiany. A kota pani zaszczepiła?

– Oczywiście. Ale i tak nie chciałabym żeby doszło do konfrontacji, moja Tośka jest strasznie ciekawska i skora do zabawy…

– Lisy też ciekawskie i bawić się lubią, szczególnie młode. Ale nawet jak młody, to już parę miesięcy ma. Hmm… może to liszka, wtedy mniejsza. Dobrze, że pani mi dała znać.

Trochę uspokojona, zasiadłam na werandzie wypić jeszcze wieczorną herbatę i pożegnać słońce, które zaszło już za Groń, ale jeszcze oświetla zbocza naprzeciwko i księżyc wyglądający jak kulka z mlecznobiałego szkła rzucona przez kogoś nad góry i tak zastygła. Prawie całą tę kulkę już widać, czyli księżyc garbaty idzie ku pełni. Ciekawe, kto nazwał księżyc w tej fazie „garbatym”, nawet nie wiem.

Pojutrze zjawią się kolejni mili goście: Staszek z synami. Już zastanawiam się co jutro dokupić, żeby zorganizować kolejne podchody. Taśmę klejącą, sznurek i kartki mam w zapasie, nie mam pojęcia tylko, co wpakować do ostatniego worka albo pudełka – jako ten poszukiwany skarb. Chłopaki rosną, dobrze byłoby zaskoczyć ich drobiazgiem, który ich naprawdę ucieszy.

Mnie tymczasem cieszy ogromnie ich przyjazd. Martwi jednak sprawa lisa, no i… Edamskiego, który wydaje się zbyt przejmować faktem „odnalezienia” mnie po latach i zapomina, że mam swoje życie i nie cierpię na brak towarzystwa. Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi, a jedynie kumplami od studenckich imprez – w dodatku bardzo dawno temu, niewiele mamy ze sobą wspólnego więc dziwnie mi teraz odpowiadać przez telefon na pytanie czy zjadłam już obiad i czy koleżanki wyjechały, bo może by mnie znów odwiedził?

Dzień zaczął się dziś pięknymi mgłami, kończy się delikatnie różowawym pasem nieba nad górami. Lisek poszedł gdzieś w chaszcze, może urażony, a mnie idiotycznie tłucze się po głowie dziecięca rymowanka: „Chodzi lisek… koło nogi, nie zna lęku ani trwogi…” 😉


6 thoughts on “Chodzi lisek… koło nogi. ;-)

  1. nie wolno wyrzucać resztek,u nas na taras przychodziły jak
    Jagoda wystawiała garnek z resztkami dla psów i się nie bały….dzieje się tam u Ciebie kochana nie jest nudno no
    i ten amant robiący podchody do dawnej koleżanki Marylki
    podejrzana sprawa,trochę chyba nachalny pan jest ….
    Jak ja dawno nie bawiłam się w podchody….

    1. No widzisz, czasem ludzie nie biorą pod uwagę istnienia czegoś, czego nie widzą. Lisów za dnia najczęściej nie widać, to może nie istnieją? A wyrzucone resztki jedzenia to pewnie wsiąkają w ziemię. 😉
      Eee, nie taki nachalny, ma tylko taki „szok pourazowy”. Nie pierwszy to kolega, który po latach niewidzenia nagle wpadał na genialną myśl, że ja nic nie robiłam tylko całe lata spędziłam tu w oknie, wzdychając samotnie… ;-D
      Ochłonie. 🙂

  2. Może on głodny, a Ty go przeganiasz… Nie myślisz o adopcji:)))) Może Tośka go polubi:) Naprawdę jest ładny:)

    1. To prawda, Zosiu, śliczny jest. Niestety, ta pierwsza i najbardziej prawdopodobna możliwość – to choroba. Aż żal, ale po prostu nie można dla własnej przyjemności… Zresztą, doskonale wiesz, Tobie nie muszę tego tłumaczyć. 😉

  3. Ojoj, biedny lisek!!! Może ktoś z sąsiadów był w lipcu i go dokarmiał??? Nie wierzę, że ktoś mógłby przez swą głupotę zrobić taką krzywdę zwierzęciu!!!!
    A nawiasem mówiąc – jest śliczny 🙂

    1. Pytałam Kasię, bo kiedyś wyrzucała resztki jedzenia pod lipę (a tam właśnie kręcił się lisek kilka dni temu), ale podobno już tego nie robi. Dziwne to, zwierzak naprawdę wyglądał na zasmuconego, że nie chcemy się z nim bawić, albo go nakarmić?…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *