W pogoni za myszą pod Księżycem Żniwiarzy… ;-)

W pogoni za myszą pod Księżycem Żniwiarzy… ;-)

14 września 2019

Nie ma jeszcze siódmej, a Groń tonie w złotym świetle słońca. Kawa jeszcze leciutko paruje, ale już nie parzy ust, to najlepszy moment do delektowania się jej smakiem. I widokiem gór o poranku.

Cudowna jest świadomość, że mogę tu spędzić wszystkie godziny tego dnia i wieczorem położyć się spać w tym samym łóżku z którego o świcie wstałam. A teraz, już umyta, ubrana i zadowolona siedzę i czekam na odgłos pyrkania traktora Marka, przywiezie mi drewno na opał. Rozładujemy wszystko i pomaszeruję do tartaku za nie zapłacić. Potem niewielkie zakupy i wracam, żeby już do zmroku układać drewno rządkiem pod ścianą. Miły plan dnia, ciekawe w jakim stopniu się zrealizuje, bo to, że nie całkowicie, to pewne. Niespodzianki są przecież „najbardziej stałą ze wszystkich wartości”, jak to zauważył dawno temu ktoś przenikliwy.

Od Grzebyka już nadciąga jakaś sina chmura, uparła się żeby dogonić i przysłonić słońce, a ono jakoś mało skutecznie się broni. Cóż, może i dzień będzie więc wyglądał inaczej niż sobie wyobrażałam, nocy też przecież nie przespałam spokojnie i do syta, jak to sobie wymarzyłam.

Wczoraj po przyjeździe natychmiast przesłałam inkasentowi nieszczęsny stan licznika, po czym nastawiłam w sieni dwie pułapki na mysz przywleczoną, a jakże, przez naszą mistrzynię łowów wszelakich czyli Tośkę. Mysz ową słychać było za deskami na ścianie od miesiąca, a ślady jej zawziętej i zgryźliwej (dosłownie) działalności zastawałam porozrzucane obficie i na drewnianych schodach na strych, i między skrzynkami z narzędziami, i na środku sieni. Przywiozłam więc nareszcie rzeczone pułapki i umieściłam w nich kawałki wędzonego boczku kupione na dole u pani Izy.

Dawno nie korzystałam z takiego okrutnego sprzętu, spodziewałam się raczej myszy trzepniętej silną drucianą ramką i szybko zabitej, a nie trzaskającego, grzechoczącego hałasu drewnianej płytki o podłogę i ściany sieni o drugiej w nocy.

Mysz była duża, szara i spociła się jak przysłowiowa ona sama, próbując w panice uwolnić przytrzaśnięty ramką ogon. Biegała przy tym po całej sieni, bezskutecznie usiłując wcisnąć się w każdą szparę i piszcząc wniebogłosy.

Co było robić: chwyciłam małe plastikowe wiaderko po pomidorach i ruszyłam w ślad za uwięzionym zwierzakiem. Zwiała mi pod stół, między butle z wodą, ale pułapka była zbyt duża, więc wystawała spomiędzy butelek. Chwyciłam ostrożnie i wyciągnęłam wierzgającego intruza, wrzuciłam całość do wiaderka i wdziałam kalosze.

Druga w nocy, siąpiąca mżawka, księżyc jednak było widać spomiędzy chmur. Aaa, dziś ta szczególna pełnia, malutka, ale intensywnie świecąca. „Księżyc Żniwiarzy” był więc świadkiem, jak przyświecając sobie latarką, w wielkich kaloszach, bluzie i satynowych spodenkach od piżamy wędrowałam przez mokre trawy do szopy po sąsiedzku, gderając i tłumacząc rozpiszczanej delikwentce:

– Weź się zamknij, głupia, zaraz cię wypuszczę! Nie szarp się tak bo ci ogon oberwie!

Przy opuszczonej szopie podważyłam ramkę kawałkiem patyka i wypuściłam mysz, natychmiast wskoczyła w słomę między deskami, a ja pośpieszyłam z powrotem do domu.

W chatce cisza, nic nie chrupie za ścianą, ale i tak nie bardzo mogłam zasnąć do rana. Wyobrażałam sobie zakrwawioną mysz ściśniętą w połowie i rzucającą się po sieni… to by dopiero było. Taka pułapka to jednak paskudna rzecz, mam nadzieję że nie będę jej już używać. Nie cierpię myszy, ale nawet tym kreaturkom takich męczarni  nie życzę.

Ooo, chyba coś terkocze z dołu. Czas wyruszyć w dzień, rozejrzeć się po nim. Jakie to fajne, że uśmiech sam się pcha na twarz.  🙂


2 thoughts on “W pogoni za myszą pod Księżycem Żniwiarzy… ;-)

  1. Marylka czytając byłam tam z Tobą…..jestem zachwycona
    Twoim pisaniem,piszesz tak że człek ma wrażenie że
    uczestniczy w tym co opisujesz….Dziękuję dobra Kobieto
    za wrażenia i serdecznie Marylkę POZDRAWIAM :))

    1. Oj, dziękuję Danusiu, ale nie zasłużyłam na takie pochwały. Cieszę się jednak baaaaardzo, że lubisz czytać moje opowiastki. Pozdrawiam Cię serdecznie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *