Browsed by
Miesiąc: Listopad 2019

Poranne pertraktacje z wiatrem… ;-)

Poranne pertraktacje z wiatrem… ;-)

24 listopada 2019 Patrzę na kalendarz, jeszcze miesiąc tylko pozostał do Świąt. Nie wiem, czy spędzę je tutaj, na Groniu, czy jednak w Warszawie albo na Podlasiu. Może przez te trzydzieści jeden dni sprawa podziału wyjaśni się na tyle, że wtedy będę mogła już zasypiać spokojnie? Wiatr najwyraźniej jeszcze się nie „wypstrykał”, moja próba wypicia porannej kawy przed domem skończyła się totalną porażką. Kiedy już wreszcie wymościłam krzesło wełnianym kocem, zasiadłam i zapatrzyłam się z uśmiechem na osłonecznione zbocza i…

Read More Read More

Od walki z biurokracją do śpiewu strumyka…

Od walki z biurokracją do śpiewu strumyka…

23 listopada 2019 Dzisiejsza droga pod górę była dla mnie jak najlepsza sesja terapeutyczna po nerwowych, pośpiesznych dwóch tygodniach w ciągłym napięciu i bezradnej wściekłości. Kolejne formalności związane z podziałem wielkiego domu w mieście, kolejne dokumenty do zdobycia, kolejne tysiące do zapłacenia nie wiadomo za co, a właściwie wiadomo, że za nic: ot, nowe przepisy. Reforma, która sprawiła, że zbiurokratyzowane stało się zbiurokratyzowane do absurdalnej potęgi. To już trzeci rok mojej walki o to, żeby mieć czarno na białym, że…

Read More Read More

Post z powodu myszy i pierwszy śnieg… :-)

Post z powodu myszy i pierwszy śnieg… :-)

10 listopada 2019 Od rana zaskoczenia. Obudziłam się kwadrans po siódmej, zastanawiając się gdzie jestem i czy aby nie muszę się zrywać z pościeli. Po chwili dotarło do mnie, że oto właśnie przespałam siedem godzin bez przerwy, co nie zdarzyło mi się już… oooj, od dawna! Co więcej, zrywać się nie musiałam, bo Kalina zapowiedziała przyjazd około południa, zostało mi więc sporo czasu na poranne wygrzebywanie się i dotarcie do dworca. Rozpaliłam w piecu, zrobiłam sobie kawę i zasiadłam z…

Read More Read More

Kostek bliżej natury, a śmieci – daleko. :-)

Kostek bliżej natury, a śmieci – daleko. :-)

9 listopada 2019 Noc. Właściwie powinnam już się położyć i wyspać na zapas, jutro przyjeżdża Kalina na pogaduchy, może uda się przy ognisku, co od dawna planujemy. Prognozy na dziś wyglądały dość nieciekawie, pionowe paski symbolizujące opady deszczu ciągnęły się na sporą wysokość przez większą część dnia, przygotowana więc byłam na mokre wchodzenie pod górkę. Nic z tego jednak, rzeczywistość okazała się nad wyraz łaskawa i mogłam spokojnie zatrzymywać się po drodze, zachwycać sinymi chmurami wokół błękitnych plam nieba i…

Read More Read More

Przedzimowe porządki w domu i na niebie… ;-)

Przedzimowe porządki w domu i na niebie… ;-)

3 listopada 2019 Noc po smutnym dniu minęła spokojnie, tylko Kunagunda postukiwała obcasami na strychu, goniąc pewnie jakieś myszy albo inne smakołyki. Ileż to razy obiecywałam sobie solennie pozbyć się futrzaka, nabyć to zachwalane ustrojstwo w formie klateczki, z którą później wystarczy pojechać parę gór dalej i wypuścić hałasująco-niszczący kłopot do lasu. Jakoś nie mogę tego planu zrealizować, ewidentnie odzywa mi się tu prokrastynacyjna  cząstka osobowości. Ciekawa-m jednak, czy są ludzie, którzy takiej cząstki nie posiadają, którzy nigdy-nigdutko niczego nie…

Read More Read More

A kiedy góral umiera….

A kiedy góral umiera….

2 listopada 2019 Dziś w dolinie odbył się pogrzeb Huberta. Pożegnaliśmy naszego mistrza pszczelarstwa, wielbiciela swojej niewielkiej pasieki i troskliwego opiekuna rojów zamieszkujących jej ule. Jeszcze tak niedawno z uporem i cierpliwością odbudowywał zniszczone przez niedźwiedzia drewniane domki, jeszcze ciągle słyszę te jego opowieści o zwyczajach pszczół, mogłam ich słuchać godzinami, nawet jeśli się powtarzały. Miód, który od niego kupowałam, nie miał sobie równych. Nie zasiądziemy już przy „piesku” na mojej werandzie, nie pośmieję się z tej jego wiecznej ulgi,…

Read More Read More