Dzień pod znakiem misiowej łapy… ;-)

Dzień pod znakiem misiowej łapy… ;-)

15 stycznia 2020

Dziś już nie wyrywałam się do wędrówki doliną, postanowiłam pojechać po niewielkie sprawunki autobusem. W nocy mróz zamienił kopny śnieg w twardą skorupę, a zamarznięte błoto na ścieżce przypomina lodowisko 3D, nawet z góry schodziło się trudniej i wolniej, niż wczoraj. Za to ostre słońce i bezchmurne niebo nadały okolicy wygląd iście bajkowy. Śnieg jest bielutki, zdumiewająco czysty jak na tygodniowe przecież zaleganie.

Jak to jednak w bajkach bywa, pojawiają się wilki, smoki i inne stwory. 😉 Jeden ślad na ścieżce sprawił, że oczy i uszy nastawiłam na najwyższą częstotliwość, a cudne widoki poszły w odstawkę.

Przed domem Mateusza, wśród niezliczonych tropów jeleni, saren, ludzi, kun i dzików jako i moich własnych, wyraźnie zobaczyłam na śniegu świeży ślad niedźwiedziej łapy. Jeden. Nie zatrzymywałam się jednak na dłużej, szukałam wzrokiem kolejnych, obserwując jednocześnie brzeg lasu poniżej. W tym miejscu zwykle stada dzików przekraczają ścieżkę, ale niedźwiedzie? Józek wspominał, że rok temu jesienią takich śladów misiowych sporo prowadziło od podwórka Mateusza właśnie do jego pasieki, wyraźnie odznaczały się w błotnistej ziemi. A ja widziałam tylko jeden, za to wyraźny. Nie da się go pomylić z odciskami jelenich ani sarnich racic i na pewno mi się nie wydawało. Po chwili wahania zdecydowałam się jednak iść dalej, przecież możliwe jest także, że ktoś chciał zrobić kawał, niekoniecznie mnie.

Na dole spotkałam panią Grażynkę, spytałam czy nie słyszała o jakimś przebudzonym nagle miśku.

– Nic nie gadają, ale też bym się zaniepokoiła. Ciepło jest jak na zimę, mógł się jakiś obudzić. A wtedy raczej nie są pokojowo nastawione…

Nikt ze spotkanych znajomych nie słyszał o żadnym pałętającym się po okolicy niedźwiedziu, spokojnie zrobiłam więc niewielkie zakupy i starając się nie myśleć wiele wdrapałam się z powrotem na Groń. Uprzedziłam tylko Krzysia, że z lekkim cykorkiem wchodzę i żeby zadzwonił za godzinę, jeśli sama tego nie zrobię.

Ha! Dałam sobie sporo czasu na to wejście w związku z niełatwymi warunkami, ale ta wisząca nade mną łapa misia zapewniła mi niezłe przyśpieszenie, w dwadzieścia minut byłam przed furtką! Kosztowało mnie to jednak sporo wysiłku, więc szybko narąbałam drew i przygotowałam sobie ciepłą „kąpiel”. Co za ulga. 😊

Telefon rozśpiewał się, kiedy już posprzątałam i zasiadłam z kawą przy stole. Martyna.

– Pani Marylko, czy ja się nie pomyliłam? To panią widziałam dzisiaj w autobusie?

– Witaj, Martyna, tak, to możliwe. Jestem na Groniu. A ty u rodziców?

– Tak, jestem w Modrzewisku. Mam pytanie: czy mogłabym jutro panią odwiedzić? Z moją koleżanką ze studiów. Na godzinkę, nie dłużej.

– Oczywiście, będzie mi miło! Tylko… nie jestem pewna, ale widziałam dziś rano ślad niedźwiedzia niedaleko… – zawahałam się.

– Hm, to mam nadzieję, że do jutra będzie najedzony. – rzuciła wesoło Martyna. – Sama bym się bała, ale z Julką damy radę, będziemy ostrożne.

A jednak szkoda, że nie kupiłam ciastek, które tak mnie kusiły dziś rano. Iza i Staszek mają przyjechać dopiero w sobotę, nie chciałam ryzykować, że do tego czasu nie oprę się łakociom, jeśli już będą mi tu gdzieś leżały i się do mnie wdzięczyły (o, tak, one to potrafią!). Ale podejrzewam, że Martyna przyniesie jak zwykle kawałek pysznego ciasta od mamy.

Tymczasem dzień mruży oczy do snu, nad górami znowu niebo różowieje. Postanawiam, że nie będę się bać. Tyle lat przecież chodzę tymi ścieżkami, pewnie parę razy minęłam się z niedźwiedziem, nawet tego nie wiedząc. Jeśli się przebudził, to pewnie nie na długo, w nocy jednak są tu mrozy i nic nie zapowiada jeszcze wiosny. Jutro przed przyjściem dziewczyn obejdę osadę, zapowiada się pochmurny dzień, więc nie schodzę w dolinę, zbadam te ślady.

A podejście Martyny bardzo mi się podoba.  🙂  

4 thoughts on “Dzień pod znakiem misiowej łapy… ;-)

  1. ja nie widze sladow…ja mam niedzwiedzie co noc jakies 20 metrow od domu..grzebia w kontenerze na smieci i zalecenie jest, zeby rzucac resztki jedzenia za kontener, to nie beda wyciagac i wloczyc wszystkiego po okolicy…w poprzednim miejscu, mimo, ze nie bylo tak odludne misiek lazil w bialy dzien…raz nawet sterczal w otwartych drzwiach -lato 4 po poludniu..mam dwa nagrania jak grzebal w smieciach sasiada , tych tutejszych nie mam jak nagrac bo w nocy przylaza..ale co sie dziwic , kilka dni temu temperatura w dzien i w nocy byla jak w kwietniu – + 20C..i jak tu spac? Nie boj sie – one ludzi nie atakuja…jak kazde dzikie zwierze instynktownie unikaja spotkan z czlowiekiem..

  2. No, no… Podejście Martyny może i fajne, ale bądź ostrożna… Ja też byłam w lecie w strachu jak zobaczyłam w błocie ślad łapy misia, a wyobraźnia rozszalała się, że hej!!!

    1. Tak, jestem ostrożna. Ale zawsze się zastanawiam, co to właściwie znaczy? Przecież nie chodzi o to, żeby uważać i niedźwiedzia nie nadepnąć… Czy ostrożność sprawi, że misiek nie pojawi się na mojej drodze? Mogłabym teraz po prostu spakować się i wyjechać, lub nie wychodzić z domu wcale. Ale to bez sensu.
      Nie wychodzę na łazęgę do lasu, nie zbliżam się do ostoi, schodzę jedynie drogą w dolinę i wchodzę z powrotem. I mam nadzieję, że nadal będę mogła bezpiecznie się tymi kilkoma drogami poruszać. 🙂
      Ale taka łapa odciśnięta robi wrażenie, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *