Siekiera-fitness, porządki i goście z błota… :-)

Siekiera-fitness, porządki i goście z błota… :-)

16 stycznia 2020

Zgodnie z prognozą, dzień wstał niemrawo, niebo jest niskie i szare a cały widok przypomina biało-czarną grafikę. Las jest bezgłośny, nawet strumyka nie słychać, od czasu do czasu tylko jakiś ptak pokrzykuje z daleka.

Gdyby nie spotkanie z Martyną „w samo południe”, wylegiwałabym się w moich poduchach do późna, ale przecież trzeba trochę uprzątnąć dom. Niby nie ma wielkiego bałaganu, ale wystarczy kilka razy przynieść drewno na opał, a już dywanik w kuchni upstrzony jest trocinami, kawałkami gałązek. Ani się obejrzę, a już mam tego pełno wszędzie, notorycznie więc odkurzam albo zamiatam.

Najpierw jednak urządziłam sobie sesję siekiera-fitness, porąbałam i zgromadziłam przy piecu drwa na cały dzień, żeby nie musieć ich nosić na bieżąco. Teraz dopiero mogłam posprzątać, uśmiechając się pod nosem na wspomnienie Janeczki, która nie mogła się nadziwić:

– Ady na co ty tak ścieros tyn dywan, Maryla? Wzorek ci ś niego zyńdzie!

– A ja wolę bez wzorka, niż z brudami. – śmiałam się, przecierając wielki dywan od Dagi wilgotną szczotką. 

Janeczka przyglądała się temu kręcąc głową, rozparta na drewnianym taborecie w otwartych drzwiach izby, z nieodłącznym kosturem w dłoni. Krzyś z werandy pokrzykiwał coś do pasącej się na naszym podwórku Gwiazduli, a Kajtuś biegał po sieni z głośnym poszczekiwaniem.    

Dziś już nie ma wielkiego dywanu, odkurzam trzy mniejsze, w tym dwa bez wzorków. Nie starłam, takie już były. 😉

Doprowadziłam chałupkę do stanu gościoprzyjmowalnego, zdążyłam nawet zrobić niewielkie pranie, kiedy zrobiło się „samo południe” i u werandy rozległy się dziewczęce śmiechy.

– Co za punktualność! – wykrzyknęłam wesoło, otwierając drzwi. – Witajcie!

– Dzień dobry, pani Marylo! – uśmiechnięta Martyna podała mi reklamówkę z pakuneczkiem w środku. – Z góry przepraszam, ale parę razy wylądowało na ziemi razem ze mną. To ciasto od mamy.

Dopiero teraz zobaczyłam, że obie dziewczyny są nielicho ubłocone od pasa w dół, i na spodniach, i na kurtkach miały ślady bliskich spotkań z mokrą ziemią, że o butach nie wspomnę.

– O, rany! Co wam się stało?! Którędy wy szłyście?!

Niewysoka blondyneczka, o fryzurze bardzo podobnej do mojej własnej, parsknęła śmiechem, wymownie patrząc na koleżankę:

– Krótszą drogą. Podobno najlepszą, a okazała się „na łeb, na szyję”…

– No co, od Baraniego szłyśmy. Ale strumyk ktoś zarzucił gałęziami, nie dało się przejść normalnie, to trzeba było dalej, a tam taka obłocona skarpa i lodu pełno, strasznie ślisko jest… wam ktoś specjalnie ten strumyk znowu zagrodził?

Westchnęłam tylko i machnęłam ręką.

– Szkoda gadać. Chodźcie do domu, napijecie się czegoś ciepłego i zaraz to oczyścimy.

– Może jednak tutaj, przynajmniej buty wyczyścimy? Nabrudzimy pani. A w ogóle, to jest Julka. A to – pani Maryla.

– Miło mi, domyśliłam się. – podałam rękę blondyneczce. – Ale chodźcie do środka, przecież musicie to zdjąć, buty też. Posprząta się.

– Sztos! Naprawdę fajnie tu u pani! – powiedziała Julka, rozglądając się po izbie. – Bardzo przytulnie.

Dałam dziewczynom moje czyste legginsy, oczyściłyśmy ich odzież i powiesiłyśmy nad piecem, buty stanęły do suszenia na otwartych drzwiczkach piekarnika.

Zamiast obiadu miałam więc dziś ciasto z powidłami śliwkowymi, jak zwykle pyszne choć nieco poturbowane. Do tego kawa i herbata, zasiadłyśmy przy stole i dziewczyny uraczyły mnie opowieściami ze studiów. Martyna wygląda naprawdę na szczęśliwą. 

– Ja jestem pani bardzo wdzięczna za tę rozmowę wtedy, pomogła mi pani podjąć decyzję. Nie żałuję, że wyjechałam. Przyjeżdżam na weekendy, wszystko się ułożyło. A ze studiami trafiłam super, fajni ludzie…

– Tylko lektorat z angla to porażka. – prychnęła Julka. – Tynka cały czas powtarza, że nie ma takiego nauczyciela jak pani…

– Eee, bez przesady! – żachnęłam się. – Nie można porównywać pracy „jeden na jeden” z pracą w większej grupie!

– Może i tak, ale z panią to wszystko wydawało się natychmiast takie proste! – zaoponowała Martyna.

– Bo jesteś po prostu zdolna i nie musiałam się wysilać. – roześmiałam się.

– A ja pani bardzo życzę, żeby nareszcie się ułożyło, żeby pani znalazła szkołę, gdzie będą pani uczciwie płacić za dobrą pracę, i szanować za nią! Nigdy nie jest za późno!

Miło i wesoło gawędziło się z dziewczynami, spędziły u mnie dwukrotnie więcej czasu, niż zapowiadały, ale nawet tego nie zauważyłyśmy, a mogły przynajmniej założyć niemal zupełnie wyschnięte ciuchy. Odprowadzone przeze mnie kawałek, zeszły już „Bramą Mocarnych”, a nie ścieżką „na łeb, na szyję”.  

Hm, w obecnym liceum pracuje mi się świetnie, czuję się doceniana i chętnie bym została na kolejny rok, ale jednak potrzebuję całego etatu. Jestem zmęczona tym wiecznym biedowaniem. Tak się dziwnym trafem złożyło, że (za sprawą mojego przyjaciela Staszka) dostałam propozycję: na razie luźną, do rozważenia, ale jak najbardziej poważną. W prywatnym liceum pod Warszawą. Daleko od gór – to główny, największy minus. Ale i plusów jest sporo, rozważam więc tę możliwość i nie zamykam się na takie zmiany, choć planowałam zupełnie co innego.

Tak, nigdy nie jest za późno. 😊 

 

8 thoughts on “Siekiera-fitness, porządki i goście z błota… :-)

  1. Twoją opowiść podzieliłam na kilka punktów…
    1. Janeczka… nie znałam Jej… a jednak-dzięki Tobie – znałam. Jest mi bliska, toż to góralka!!!
    2. Martyna… Zwróciłam uwagę na to, że „ludzie z gór’ są bardzo zdolni i ambitni… Cenię ich za to i podziwiam!!!
    3. Twoja decyzja… Uff… ciężko zmienić pracę i jeszcze w dodatku miejsce zamieszkania…. Maryl, nie wiem co Ci doradzić. Ja nie cierpię zmian i chyba bym się poddała..

    1. Czasem zmiany są niezbędne, zbyt wiele czasu straciłam, bojąc się ich. 🙂
      Martynę znam krótko, ale rzeczywiście jest zdolna i ambitna, a przy tym uczciwa i życzliwa ludziom, żadne „po trupach do celu”. Tak, i ja podziwiam i cenię takich ludzi. Nie tylko z gór. 🙂
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Zosiu.

  2. Fajnie,że jesteś tak pozytywnie nastawiona. Choć jest to trudna decyzja, myślę,że dla własnego komfortu życia, zarówno teraz,jak i na przyszłość, warto to rozważyć.Obserwuję,że obecnie w Polsce ludzie z kompetencjami spychani są na margines… i to w każdej dziedzinie życia – cóż łatwiej rządzić „ciemnym narodem”. Jednak dla pedagoga najmilszą oceną jest opinia uczniów – możesz być dumna ze swojej uczennicy,która Twoją pracę doceniła.Pozdrawiam serdecznie … oby Ci się powiodło!

    1. Dziękuję. 🙂
      To prawda, zdumiewająca i zatrważająca jest ta obecna „pochwała niemyślenia”… 🙁

  3. Zmian nie trzeba się bać, trzeba się na nie odważać, poza tym zawsze można zrezygnować.
    Trzeba myśleć o sensownej emeryturze, do której później da się dorobić bliżej gór i chatki. Wieczne dręczenie się jak załatać budżet tylko szkodzi zdrowiu. Na chatkę będziesz miała ferie, dłuższe weekendy i wakacje. Pozdrawiam serdecznie:)

  4. Fajnie wesoło u Ciebie.
    W głowie mi się nie mieści, że świetny fachowiec, jakim niewątpliwie jesteś, ma takie trudności ze znalezieniem odpowiedniej pracy. Oby Ci się wreszcie poszczęściło, chociaż praca daleko od domu to trudna decyzja.

    1. Cóż, w „moich okolicach” podstawą jest bliska znajomość – a najlepiej więzy krwi – z kimś z urzędu miasta. Kompetencje to sprawa trzeciorzędna. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *