Fotka za piosenkę czyli kompromis z Janeczką… ;-)

Fotka za piosenkę czyli kompromis z Janeczką… ;-)

15 lutego 2020

Mało dekoracyjnie dzisiaj: ciamkające błoto króluje i pod nogi ślizgawki podsuwa, na termometrze plus siedem, słońce robi co może żeby wysuszyć tę paskudną breje, ale bardziej skutecznie poprawiają humor świergoty ptactwa wszelakiego. Oj, mimo zalegającego mokrymi kupami śniegu, robi się całkiem przedwiosennie!

Jednak stale mam wrażenie, że ta zima jeszcze się nie wypstrykała, że jeszcze w marcu chuchnie na lodowato, ale… pewnie się mylę.

Może po prostu chciałabym, żeby chuchnęła. Niechby sobie śnieg darowała, on mi wcale potrzebny nie jest, ale mrozu marcowego trochę by się tu przydało. Tymczasem, zamiast nowe zdjęcia robić, „bawię się” tymi sprzed tygodnia. Biało – czarne fotki mają jednak swój niezaprzeczalny urok,: czystości i szlachetności jakiejś.

Wstąpiłam dziś na grób Janeczki, znicz zapalić i najnowsze plotki przekazać, choć tych ostatnich tym razem niewiele. Zdałam sobie sprawę, że mam jedno tylko zdjęcie z moją najbliższą sąsiadką. Nie lubiła tego i opędzała się ode mnie jak od muchy, kiedy tylko błyskałam obiektywem aparatu.

– Ka to pchos? Ka to pchos, Maryla! A idźze mi z tym haparatym, jo ta zodnyk zdjęć nie kcem! – fukała.

Machała przy tym swoim kosturem i marszczyła groźnie brwi. Dopiero kiedy zamykałam moją Exę w futerale, prostowała się z godnością, poprawiając wzorzystą chustkę na głowie.

Raz tylko nie fukała, a wręcz pozowała wdzięcznie i uśmiechała się z zadowoleniem, siedząc z lampką koniaku w jednej ręce i nieodłącznym kosturem w drugiej. To Krzyś wtedy robił zdjęcie, a ja siedziałam obok Janeczki i jej uśmiechniętego kuzynostwa przy stole.

Imieniny pani Jadzi z Bukowego Gronia po sąsiedzku. Dałam się wyciągnąć Janeczce, choć nie miałam na tę imprezę najbledszej ochoty, Krzyś, pięcioletni wtedy, przechodził serię paskudnych zabiegów i świat miał dla mnie niewiele kolorów.

– Cyś ty łogupła, Maryla?! Ady dejze kapkem radości dzieciyńciu, a nie pokozuj ze ino chorobom się trza smucić!

– Racja. – przyznałam. – U pani Jadzi są wnuki, niech się trochę dzieciaki pobawią. Ale prezentu nie mam.

– Ady jo koniacek dobry weznem, a ty cosik zaśpiewos. Na weselu u Hadryjana łotympnie się Jadzi podobało!

– Ooo, nie! – zaprotestowałam. Na weselu śpiewałam z Kaliną i Dagą, to co innego, jak sama na dwa głosy zaśpiewam? Nie ma mowy!

– Ady jakosi dos rade! – przekonywała Janeczka z szelmowskim usmiechem. – A jak ty zaśpiewos, to jo se dom zdjyńcie zrobić. Ino se chustke piykniejsom wezne.

– Aaa, czyli idziemy na kompromis? – zaśmiałam się.

– Jaki kumpromis? Na Bukowy Groń, Marylko!

I śpiewanie (choć nie na dwa głosy) było, i zdjęcie było. Wesoła rodzinka pani Jadzi skutecznie rozwiała smutne myśli choć na to jedno popołudnie, Krzyś bawił się wyśmienicie z innymi dziećmi, kotami i psami, a powrotna droga z rozochoconą koniaczkiem Janeczką ubawiła mnie niemal do łez. Wtedy też były straszliwe roztopy, a zapadający zmierzch gnał nas przez las najskuteczniej. Dotarliśmy na Siwy Groń ubłoceni wszyscy po pas, dzięki licznym poślizgom na mlaszczącej brei.

Za to z uśmiechami – od nausznika do nausznika. 😊

8 thoughts on “Fotka za piosenkę czyli kompromis z Janeczką… ;-)

  1. To zdjęcie w tekście ma tyle atmosfery, nastroju, zapachu i spokoju, że jest aż wzruszające…może też dlatego, że jest obrazem z młodości…?
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

  2. Marylko jeżeli nie fotka to może szkic postaci, bo o ile dobrze pamiętam i takie masz zdolności, pozdrawiam 🙂

    1. Hm, zdjęcia (tego jedynego jakie mam) raczej tu nie zamieszczę, Zosiu, wybacz. 🙂
      Bardzo „góralska” była Janeczka. Postawna, tęgawa, zawsze w jakiejś marszczonej, kwiecistej spódnicy (często założonej na lewą stronę), do tego bluzka i cienki sweterek – nawet latem. A na głowie – kolorowa chustka zawiązana pod brodą. Kiedy ją poznałam, miała już siwawe, proste włosy i raczej jasną oprawę oczu, czesała się w koczek nad karkiem. Miała okrągłą twarz i mały nos, a pod nim leciutki wąsik. Zamiast torby lubiła nosić swoje rzeczy w chuście na plecach, w ręce zwykle miała pokaźny kostur, z którym chodziła po górach i dolinach, a także przy domu.
      Malownicza to była postać. 🙂

      1. Boże, Maryl, już Ją uwielbiam!!!
        Prawdziwa „Królowa gór”!!!
        Ja miałam taką cudowną osobę w sądeckim, Ty miałaś w żywieckim…
        Zwróć uwagę, że w lecie my „rozebrani”, a ludzie z gór w swetrach….

        1. Hm, to Janeczka zdziwiłaby się z pewnością. Nie była zbyt lubiana, a i ona rzadko kogoś tolerowała.
          Ze mną się jakoś dogadywała, choć i ja czasem miałam jej serdecznie dość. 😉
          Ale dziś chcę pamiętać tylko te dobre chwile, było ich całkiem sporo. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *