Sprzęt za…wałotwórczy w akcji… ;-)

Sprzęt za…wałotwórczy w akcji… ;-)

23 lutego 2020

A to się wygłupiłam! ;-D

Około siódmej wieczorem wyszłam jeszcze wczoraj na „rufę” rozejrzeć się i ponasłuchiwać, las jedynie szumiał cicho w dole i pobrzękiwały puszki po piwie rozwieszone na gałęziach w sadzie Zosi, żadnych świateł w oknach, żadnych odgłosów imprez, w malowanej chacie też już pusto i ciemno.

Kiedy więc jakieś pół godziny później usłyszałam stukanie w pobliżu orzecha, nie wahałam się ani ćwierć sekundy, wpadłam do sieni, złapałam
przygotowany sprzęt zadymotwórczy i wyskoczyłam na werandę, robiąc nieziemski jazgot pogrzebacza walącego co sił o dno starej patelni.
Pokrzykiwałam do tego dziarsko:

– Won, świnie jedne! Wara od mojego terenu!!!

Zadowolona z siebie, przestałam po minucie (wbrew pozorom, to całkiem spora jednostka czasu) i przeszłam werandą zerknąć za róg domu.
Dziki ewidentnie zwiały i nawet nie zauważyłam, żeby się kurzyło.

Zauważyłam za to ciemny zarys postaci przy chudym pniu dzikiej śliwki i usłyszałam niepewne:

– Pani Marylo, wszystko w porządku?

O, kurczę.

– Tak. – odpowiedziałam równie niepewnie, usiłując rozpoznać człowieka pod śliwką. – Dziki zryły mi całe podwórko, to odganiam…

-A, faktycznie, rano wychodziłem na Wiśniową, to widziałem, buchty takie że hej! Kilofem trzeba będzie kuć! A tu u orzecha też, ino mniej.

Światło jego latarki omiotło przygrabione przeze mnie wcześniej czarnobiałe grudy w rogu podwórka.
Odetchnęłam.

To teraz wraca pan z Wiśniowej? W taką ciemnicę, kiedy dziki buchtują?

-Oj tam, trochę strach, ale dobrą lampkę mam, no i po drzewach stukam jak idę, to uciekają. Wie pani, najlepiej to ostrzegać że się idzie.

-A, tak, też tak robię, cukierkami grzechoczę. A teraz pan tu nie widział stada? Słyszałam jakiś hałas. – Nie widziałem. A hałas… to może i moje stukanie? Po płocie Zosi trochę kijem żem uderzał.

Dopiero teraz rozpoznałam, to syn pani Grażynki. A widzi pan, to ja pana z dzikiem pomyliłam i rabanu niepotrzebnie narobiłam. – zaśmiałam się. – Człowieka to się już nie spodziewałam.

-Oj, bo to ostatki teraz, to i kieliszeczek trzeba było wypić, wie pani jak to jest, zasiedziałem się… a ja to myślałem, że panią jakie zbóje napadli, zawału mało nie dostałem!

Pożegnaliśmy się na wesoło, Paweł poszedł dalej, a ja, nieźle już zziębnięta, z ulgą wróciłam do ciepłej izby.
Machnęłam już ręką na dziki, w wyśmienitym humorze włączyłam sobie film, zrobiłam zieloną herbatę i obrałam pomarańcze.

Dziś od rana pada deszcz, szaro jest i brzydko, ale i tak żal mi wyjeżdżać.
Przegadałam godzinkę ze Staszkiem przez telefon, uprzątnęłam kąt kuchenny ze wszędobylskich trocin i drewnianych drzazg, no i trzeba pakować plecak. 🙁

Hm, dziś pół Modrzewiska pewnie ma ze mnie ubaw. 😉

8 thoughts on “Sprzęt za…wałotwórczy w akcji… ;-)

    1. Ha, każdy z nas jest przecież czasem zabawny, i to jest fajne! Dziwi mnie, kiedy ktoś udaje, że tak nie jest. 😉

  1. Myślę, że nie ubaw ma Modrzewisko, a podziw. Teraz nikt z miejscowych nie ośmieli się pokazać w Twoim sąsiedztwie bez stosownego uprzedzenia, a już na pewno nie po ciemku. Będą legendy opowiadać 🙂

    1. Hahaha, chyba nie tak łatwo zdobyć podziw sąsiadów, ale i ich ubaw wcale mi nie przeszkadza. Śmiech to zdrowie, a ja im zdrowia życzę. 😉

  2. No to zaszalałaś, dobrze że sąsiad ma poczucie humoru
    śmiałam się do łez czytając jak krzyczałaś – won świnie jedne itd. było wesoło….ale dobrze że to sąsiad a nie wstrętne szkodniki…..fajnie piszesz Marylka *;*

    1. Hehe, sąsiad musiał naprawdę nieźle się zdziwić i przestraszyć, ale po wszystkim pewnie śmiał się z tego tak jak ja. 😀

    1. Ha, to dobrze, płacz ze śmiechu jest bardzo pożyteczny. Mnie tez się humor zdecydowanie poprawił. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *