Śnieg jak kompres? ;-)

Śnieg jak kompres? ;-)

8 marca 2020

Biało. 😊

Żadna to niespodzianka: odkąd pamiętam, marce tutaj są bardziej zimowe niż wiosenne. Temperatura natychmiast skuliła się i przycupnęła obok pękatego zera, termometr nawiał sobie fikuśną czapeczkę ze śniegu, a w domu zrobiło się chłodno.

O siódmej więc zrezygnowałam z wygodnego łóżka, zapięłam polar od brodę i zaczęłam dzień od nakarmienia pieca drewnem. Dobrze, że wczoraj przygotowałam więcej, choć spodziewałam się bardziej deszczu o poranku.

Wczorajszy wieczór nie przyniósł żadnej nagłej wizyty, zabawnego wydarzenia, które mogłoby jednym pstryknięciem rozwiać ponury nastrój. Kostek z rodzinką zaszyli się w swojej chatce poniżej, cieszyłam się nawet, że nie przyszli bo z nimi siłą rzeczy trzeba byłoby poruszyć temat ścieżki przez las, a na to nie miałam już najmniejszej ochoty.

Otworzyć usta jednak musiałam, a to z powodu herbaty zielonej, którą przecież musiałam wypić, a potem na wyświetlaczu pojawiło się imię mojego starego kumpla, nie sposób więc było nie odebrać.

Rozmowa z Łukaszem przemieniła szary smutek w refleksję, a to już zupełnie inny stan. Choć i u niego wesoło nie było.

– Hej, Maryl. Co tam u ciebie? – już po tych słowach wiedziałam, że coś jest w niewłaściwej szufladce.

– Cześć. No, doła mam akurat, ale słyszę, że z pocieszeniem to ty nie dzwonisz… – usiłowałam zażartować.

– Jakbyś zgadła. To zaczynaj pierwsza: gabaryty wykopu?

Przegadaliśmy od niechcenia kawałek wieczoru, dłuższa wskazówka zdążyła przetuptać tarczę zegara dookoła. Lubię i cenię to, że Łukasz nie licytuje się, nie lekceważy cudzego problemu machając ręką i podsumowując: „to jeszcze niiiic, ja to dopiero….”, jak to często mają ludzie w zwyczaju. I nie podsuwa odkrywczo gotowych rozwiązań, dziwiąc się że ten drugi na to nie wpadł, chociaż wpadł, albo odkrywcze rozwiązanie nie ma zastosowania w konkretnej sytuacji. Tak, Łukasz posiada rzadki dar empatii. Szkoda, że mieszka tak daleko i bardzo rzadko możemy się widywać.

Tymczasem jest cichy ranek, śnieg nadal popaduje bezgłośnie i wybiórczo, jakby artysta domalowywał pejzaż dokładając farbę tylko w miejscach jej braku. Kiedy zrobiłam zdjęcie poletka Józka z pasieką i zamykałam okno, za moim płotem przebiegł pośpiesznie lis, popędził za dom Zosi. Wczoraj tylko tam spolegiwały jeszcze pokaźne białe zaspy, przy pozostałych domach były już skąpe resztki. Dziś – nie ma różnicy.

Muszę jakoś zaakceptować kolejne zmiany, brak zimowej ścieżki przez las to spore utrudnienie, ale przecież życie tutaj nigdy nie było łatwe: plagi myszy, os, żmij i mrówek ciągnące się po dwa – trzy lata, włamania i zniszczenia, grzyb, przeciekający dach i podmyta wodą jabłoń sąsiada przewrócona na dom, nieodpowiedzialni fachowcy, z których jedni o mało nie spalili, a drudzy – nie zawalili nam dachu…

Taaak, sporo tego było, a każda z tych sytuacji okupiona była ogromem nerwów, strachu a nawet płaczu w bezsilności. Nie ma sensu przejmować się kolejną odciętą drogą, trudno. Coś odchodzi, a przychodzi nowe, niespodziewane. I tylko to jest pewne, tylko to się nie zmienia. 😊

4 thoughts on “Śnieg jak kompres? ;-)

  1. Jakie to szczęście, że kiedyś zanotowałam sobie i oznaczyłam gwiazdką dodając stronę Twojego bloga do ważnych linków.
    Dzisiaj, zaglądając do Garnka, odkryłam, że zlikwidowałaś swój ,,garnuszek,, Nawet nie wiesz, jaka to dla mnie strata. To nieprawda, że nikt tego nie ogląda i nie czyta. Mnie się samej zdarza, że wchodzę do Garnka i tylko oglądam. Z powodu braku czasu nie zostawiam ostatnio nawet śladu, co wcale nie oznacza, że nie czytam.
    Wierzę, że jeśli jeszcze nie żałujesz tego fatalnego kroku, to wkrótce tak się stanie. Niestety, strata niepowetowana. Miałaś jedną z najciekawszych galerii. Nie tylko zdjęcia, ale te Twoje niesamowite opowieści pod nimi. Na szczęscie został blog, ale krąg Twoich wiernych czytelników na pewno został bardzo okrojony. Myślę, że niewiele osób kiedyś sobie zrobiło skrót do Twoich szczerych i niezwykle barwnych ,,zapisków z życia wziętych,,. Bardzo nie chciałabym utracić kontaktu z Tobą. Pamiętaj, moje zaproszenie na Kaszuby wciąż aktualne, tyle, że jak widać, ten rok nam znów psikusa zgotował. Nie mam pojęcia, w jaki teraz sposób możemy prywatnie utrzymać jakiś kontakt.
    Jeżeli masz jakiś pomysł daj znać chyba tu na blogu pod moim komentarzem. (ma się rozumieć, że o ile i Ty również chcesz podtrzymywać naszą znajomość)

    pozostaję w wielce nieutulonym żalu po Twoim (wciąż tak to oceniam) nieprzemyślanym do końca kroku . Pozdrawiam serdecznie marysia z Kaszub

    1. Marysiu, nie zlikwidowałam konta. Nadal jest, z wrażenia aż sprawdziłam natychmiast, nieco rzadziej tylko wrzucam zdjęcia bo czasu jakoś niewiele mam.
      Pewnie gdzieś Ci się zapodziało. 🙂
      Serdecznie Cię pozdrawiam!

  2. Wiesz co jest najlepsze w tym wszystkim? – że masz przyjaciół !!!
    Zawsze taka pogaducha trochę pomaga… Chociaż na chwilkę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *