Zmiany upragnione… :-)

Zmiany upragnione… :-)

15 maja 2020

Nareszcie, nareszcie, nareszcie! 😊

Krzyś kupił auto terenowe. Ja – nowy program i aplikację do pracy zdalnej opanowałam, szkolenia stosowne przeszłam, mogłam odetchnąć i razem z synem cieszyć się nowym nabytkiem napędzanym na koła wszystkie cztery.

Jest też inny powód do radości i oddechu ulgi: zakończyła się sprawa podziału domiszcza miejskiego. Wydawałoby się – co za problem: i sąsiedzi, i my po prostu chcemy potwierdzić, że połowa wielkiego domu należy do jednej rodziny, połowa do drugiej. Nikt się z nikim nie kłócił, projekt architektoniczny powstał, w sądzie zapewniono mnie, że w trzy miesiące takie sprawy się zaklepuje. Wykaz wymaganych dokumentów był, powiedzmy, taki sobie. Do „ogarnięcia” wtedy.

Hm, w tym jednym słowie zamyka się szkopuł. Wtedy. Prawo nasze wszak ewoluuje ku tej „jedynie słusznej” postaci, gdzie Urząd istnieje najwyraźniej wyłącznie pisane wielką literą i wymawiane z nabożną trwogą.    

Po trzech latach nieustannej nerwówki, zdobywania kolejnych niezbędnych pozwoleń, zaświadczeń, planów, aktualizacji i dowodów na to, że konkretna połowa domiszcza jest nasza, a druga konkretna – sąsiadów, po trzech latach płacenia za każdy nowy świstek kilkakrotnie (z powodu przedawnienia się tych zdobytych na początku) oraz dopłacania świeżutko wymyślonych podatków od tego co jest i od tego co mogłoby być tudzież od tego co nie jest a może powinno być, po trzech latach wycofywania i rozpoczynania sprawy na nowo, płaczu z bezsilnej wściekłości w poduszkę i zwątpienia we wszystko – udało się. Nie do uwierzenia jeszcze ciągle, ale udało się! Domiszcze jest podzielone, przypisane urzędowo jak trzeba i co najważniejsze: można je sprzedać. By mieć szansę na normalne życie w innym miejscu.

Chatka na Siwym Groniu jednak tym codziennym miejscem życia być na razie nie może, choć wspaniale jest znowu tu być.

Dotarliśmy wczoraj wieczorem, góry jeszcze chlipały i niebo nad nimi mocno było przysłonięte strzępami szarawych chmur, ale gdzieniegdzie już błyskało filuternie błękitną tęczówką, jakby zmęczone długim mazaniem się.

Po dwóch miesiącach i siedmiu dniach – nareszcie w Chatce. Najpierw trzeba było szybko rozpalić ogień w piecu, mój syn z dumą wyciągnął z bagażnika wielką, nową siekierę z zielonym trzonkiem, starszą i większą siostrę tej mojej ulubionej, którą działam ochoczo od dwóch lat.

– Mamul, pozwól. – zaczął wesoło. – Nareszcie mogę ją wypróbować!

– Hm, nie mam nic naprotiw, ja to chyba jednak nie będę jej używać, toż to ma z metr długości, a waży ze trzy kilo! Miecz Szczerbiec między siekierami normalnie!

Oddałam się więc radośnie rozpalaniu ognia z zapasu drewna które przygotowałam już ostatnio, wbrew moim obawom niewielki kawałek papieru szybciutko zaognił cienkie szczapki i płomienie żywo ogarnęły palenisko.

– Ekstra jest ta siekiera, tnie świetnie, chcesz spróbować? – dziecię me, wyraźnie zadowolone, pokrzykiwało sprzed domu.

– Nie, dzięki, nie przeszkadzaj sobie! – odkrzyknęłam. – Jest za ciężka dla mnie.

Wkrótce izba nieco się ociepliła i osuszyła, wytrzepałam wszystkie koce i narzuty, a Krzych odkurzył dywany i deski podłogi. Mogliśmy spokojnie zasiąść przy stole i zjeść kolację.

Dzisiejszy ranek przyniósł słońce i niebieską przestrzeń nad głowami, więc w ramach weekendowego odpoczynku od siódmej zbieraliśmy resztki starych dachówek z Hubertowej części naszego podwórka, dziki rozkopały nieco tę pozostałą kupkę i można było wygodnie wyłuskiwać cementowe skorupy.

Dopiero po zebraniu sporej ilości zalegającego gruzu i spacerze wokół rozśpiewanego ptakami i brzęczącego pszczołami „Zadomia Wielkiego” zjedliśmy śniadanie i ochoczo zaczęliśmy planować kolejność prac remontowych w naszej chałupce. Im starszy jest Krzyś, tym bardziej rozsądne i oparte na realnych możliwościach są te nasze rozmowy. I coraz bardziej je lubię, bo niosą nadzieję na realne zmiany tutaj. W 2023 roku nasz dom będzie stulatkiem, wypadałoby w prezencie podarować mu solidną odnowę: łazienkę, kuchnię z bieżącą wodą i pokój z kominkiem. I wymarzony przez Krzysia pokoik gościnny na piętrze, koniecznie z niewielkim balkonem. 😉

   

6 thoughts on “Zmiany upragnione… :-)

  1. Miło słyszeć i czytać takie nowiny. Fajnie, że się urzędowe sprawy wyprostowały, a ty zyskałaś spokój ducha.

    1. O, tak. Przepchnęłam tę oporną kobyłę… 😉
      Spokój ducha to jeszcze gdzieś tam przede mną, trzeba sprzedać domiszcze (znaczit, jego połowę) i kupić dwa mniejsze, przyjazne miejsca do życia.
      W dodatku Chatka wymaga natychmiastowej naprawy fragmentu dachu, co spadło na nas jako grom…
      Ale kysz, kysz… Jest dobrze i już! 🙂

  2. Ale się cieszę, że udało się i pojechaliście do chatki.
    Trzymam pozaplatane wszystkie paluszki żeby plany udało się zrealizować.
    W końcu marzenia są po to aby je spełniać!
    Brawo Wy, wspaniały duecie rodzinny. Niech moc będzie z Wami!
    B.

  3. Uf, nareszcie coś u Ciebie „drgnęło”. Może skończyło się siedem chudych lat i wstępujesz w tłuste….
    Masz fajnego tego syna (no cóż, po mamusi:)
    Trzymam kciuki za realizację reszty planów!!!

    1. Dzięki Zosiu. Co do ilości lat – to chyba nie takie proste. 😉
      Ale fakt, drgnęło i oby teraz potoczyło się pomyślnie, dość już tej mizerii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *