A jednak się kręci… ;-)

A jednak się kręci… ;-)

11 czerwca 2020

Dzieje się. 😊

Wczoraj przyjechaliśmy na Groń wcześnie, ledwo skończyłam lekcje on-line, wydrukowałam kilkanaście świeżo przysłanych przez uczniów zadań i wskoczyłam w przygotowane już i stojące w przedpokoju górskie buty. Dałabym głowę, że potuptywały niecierpliwie!

Krzyś zrobił sobie wolne na cały dzień, spakował wszystko co trzeba i co niekoniecznie trzeba ale może się przydać, plany bowiem poczyniliśmy bardzo ambitne, biorąc pod uwagę modyfikację ich na bieżąco. Nos mi nieco zwisł był na widok nienaprawionego nadal dachu, prognozy przecież grzmiały – nomen omen – o burzach nadchodzących tudzież ulewach ponad skalę, a pan Bolek najwyraźniej nadal nie miał czasu i możliwości, by wykonać nasze zlecenie. Zaparkowaliśmy Vitarę Krzychową na podwórku pod orzechem i od razu pobiegłam do Zosi z solidną paką jej ulubionej kawy. Trzeba było podziękować za to udostępnianie przejazdu przez ich ziemię, skoro na razie niemożliwe jest zrobienie wjazdu bezpośrednio ze ścieżki do naszego podwórka.

Zosia siedziała przed domem razem z córką, ucieszyła się bardzo na widok swojej kawy, nawet niespecjalnie wzbraniała się przed jej przyjęciem, choć oczywiście zawołała z uśmiechem:

– Ależ nie trzeba było!

A ja wróciłam szybko do Chatki, deszcz lekko popadywał, musieliśmy więc szybko wypakować z auta wszystkie bagaże, Krzyś już otworzył dom i nosił kolejno walizeczki i torby z narzędziami i materiały, a ja – nasze plecaki i zakupy, w tym i uzupełnienie zapasów wody pitnej w postaci pięciolitrowych baniaczków. Krzątaliśmy się tak dobry kwadrans, a kiedy w końcu wszystko zostało wniesione, rozpakowane i rozlokowane gdzie trzeba, mój syn stanął przy drzwiach w sieni i nadstawił uszu.

– O, chyba Kostek przyjechał, słyszę silnik.

– No, popatrz, jak fajnie, że zdążyliśmy przed nim. – ucieszyłam się. – Obyło się bez przestawiania samochodów przed jego domem.

Nie był to jednak Kostek, a… pan Bolek we własnej osobie, w dodatku nie jedynej, a wspierany przez pierworodnego swego!

Ekipa energetyczna także dopisała, ba! – nawet pogoda złożyła broń i odłożyła ceberek do kąta, po kilku bezdeszczowych godzinach więc mogliśmy z radością stwierdzić, że mamy zabezpieczony dach tudzież nowe przyłącze prądu, a skrzyneczkę z licznikiem zamontowaną elegancko na zewnątrz. Można więc było zasnąć spokojnie, choć późno, właściwie bardziej dzisiaj niż wczoraj.

Dzisiaj od rana słońce suszyło ciepłym chuchem wybujałe już mocno czupryny trawska zielonego, na wszystkich podwórkach więc odezwały się kosiarki, kosy i podkaszarki, niezły chórek się z tego zrobił. Na kolejne dwa dni mamy bardzo napięty grafik, a koszenie nie było w nim ujęte, wykonaliśmy je więc dzisiaj w ramach odpoczynku, na trzy kosy zresztą. Krzyś działał analogową i elektryczną dużą, a ja – elektryczną mniejszą. Poszło szybciutko i na wesoło, w świetnym momencie zresztą, bo ledwo skończyliśmy – rozpadało się ochoczo i wiosennie.

Ściana w sieni jest już pozbawiona prowizorycznej boazerii wykonanej przeze mnie jakieś dwadzieścia lat temu, kiedy to uznałam, że „na chwilę” obiję ją deskami, żeby nie przepuszczała os, mrówek i innych kąśliwców, zanim nie obuduje się jej boazerią właściwą. Cóż, to nie jedyny przykład długotrwałej prowizorki, choć doprawdy nie przypuszczałam, że wytrzyma w niezłym stanie całe dwie dekady. 😉

Jutro przyjeżdża Staszek, wstawimy okno w sieni, ocieplimy i obijemy tę okienną ścianę, a pojutrze wymienimy stare drzwi od strony werandy na nowe. Pan Bolek tym razem obiecał wykorzystać deszczowe dni – oby jeszcze w czerwcu – żeby zrobić w tejże sieni nowy strop i takiż strop w sąsiadującej z sienią komórce, która to zmieni się w łazienkę z jednej i w składzik narzędziowy z drugiej strony. Tam już nasza spółka „Pan Bolek & Syn” wstawi kolejne okna i dokona reszty remontu. I sień, i komórka będą obite nowymi deskami, z komórki też będą prowadziły schody na strych. Na razie taki zwykły, niski i pusty (nie licząc kunagundy przebrzydłej tudzież okresowo nawiedzających nas nietoperzy), za jakieś dwa lata trzeba będzie wymienić i nieco podnieść dach, wtedy na górze powstaną dwa dodatkowe pokoje. Jeśli panna Fortuna pozwoli, rzecz jasna.

Tegoroczne zmiany i tak są dla mnie ogromne: dwa wyremontowane pomieszczenia z nowiutkimi oknami, w tym jedno z pomieszczeń będzie regularną łazienką! Toż to marzenie było nasze wielkie, a spełnia się tak nagle, bez ostrzeżenia…  

Popołudniowe deszcze nie zepsuły nam więc dziś nastroju, odpoczywaliśmy przy cichej muzyce, grając w karty i planszówki, gawędząc, podjadając pyszne ciastka i popijając zieloną herbatę. Sąsiedzi także spędzają sympatycznie czas, choć każdy w swoim domu, bez wspólnych ognisk i spotkań grillowych, jak to zwykle bywa.

– Mamul, kończ już to pisanie, jutro z samego rana jedziemy po deski do tartaku! – przypomina mi Krzyś, opatulony już w swojej pościeli.

Fakt, trzeba pospać. Jak dobrze jest móc zasypiać z uśmiechem. 😊   

4 thoughts on “A jednak się kręci… ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *