Drgnęło, prace do przodu popchnęło… ;-)

Drgnęło, prace do przodu popchnęło… ;-)

4 października 2020

Prawie słoneczny ranek po burzowej, niespokojnej nocy i kolejnym przepracowanym przy remoncie dniu. Krzyś śpi jeszcze w swoim „ojmamuljakiewygodne” łóżku, za oknem typowy jesienny dzień z pochlipującym poulewnie powietrzem.

Wiatr jeszcze szarpie czuprynami drzew, jakby chciał pominąć październikowe malowanie liści i przejść od razu do listopadowego ich zrywania. Jeleni nie słychać już, odpoczywają po trudach rykowiska, a pasikonikowi maruderzy, którzy jeszcze wczoraj przygrywali nam do pracy, rozbiegli się w poszukiwaniu suchego schronienia.

Przyjechaliśmy w piątek przed zmrokiem, wręczając zamówione zakupy uradowanej Kasi. Niby kilka dni od mojej krótkiej wizyty, a dziki zdążyły zniszczyć kilka przęseł ogrodzenia i zryć okolice ogniska doszczętnie. Na szczęście tylko ogniska. Szybko zabezpieczyliśmy płot i zagrabiliśmy poodwracane płaty darniny, buchtowisko musiało być bardzo świeże, bo bryły ziemi nie zdążyły jeszcze zaschnąć i zesztywnieć, więc w miarę szybko poradziliśmy sobie z kłopotem . Kasia za to wpadła w wyjątkowo wrogodziczy nastrój:

– Dramat, mówię ci. Co noc na nowo: ledwo przygrabię i przydepczę, następnego ranka mam jeszcze bardziej zryte, dziurska po łydki. Przez pole Huberta przełażą z lasu, płotu już tam nie zostało ani kawałka, wszystko zniszczone.

Rzeczywiście, pierwszej nocy wiele razy musiałam wychodzić przed dom i hałasować pogrzebaczem o patelnię. Białej emalii już niewiele na niej zostało, ale przynajmniej ten sprzęt jeszcze zachowuje swoją skuteczność: dziki odbiegały.

Co innego Klotylda, przyszła wczoraj na symboliczny poczęstunek, choć doprawdy bidniutkie, zbrązowiałe kłaczki paproci tkwią jeszcze w ziemi na miejscu imponujących pióropuszy. Nie gardzi i tym, choć nawet z werandy widać dużo ładniejsze okazy rosnące na brzegu lasu! Na łanię przebrzydłą nie działa już rąbanie pogrzebaczem w patelnię ani nawet zniecierpliwiony klaps w rudawy zadek, odchodzi wyniośle, obrzucając mnie lekceważącym spojrzeniem. Wczoraj jednak z własnej woli zagościła u nas na krótką chwilę, przeskoczyła płot, kiedy tylko wyszłam z domu i powędrowała w kierunku resztek lilii Zosi.

– Hm, czyli poszerzyła menu. – skonstatował Krzyś. – Lilie widocznie są smaczniejsze, kiedy przestaną kwitnąć.

A u nas powoli powstaje kolejne pomieszczenie za sienią. Zagracona kiedyś komórka ze zwisającym na wysokości stu sześćdziesięciu centymetrów, ciężkim stropem z grubych bali pokrytych łuszczącymi się płatami starej kory i strzępami pajęczyn, teraz zmienia się w korytarzyk z łazienką po lewej, a dwupoziomymi schodami na piętro po prawej stronie. Przy schodach powstaje też wymarzona przez Krzycha narzędziownia, która – jestem pewna – szybko okaże się za mała, by pomieścić wszystkie sprzęty, które pomieścić powinna.

Remont komórki nie jest jednak łatwy. Strop jest już na szczęście gotowy, podniesiony do odpowiedniej wysokości i nawet częściowo podbity deskami sufitowymi, ale największe wyzwanie tutaj to podłoga. Od strony „rufy”, czyli od szczytu Gronia tym samym, najniższe belki przez lata narażone były na działanie spływającej z góry wody, spróchniały więc i nadgniły miejscami mocno, musieliśmy wybrać sporo próchna i podmurować kamieniami i cementem dwa strategiczne narożniki komórki.

Po dwunastu godzinach ciężkiej, acz wesołej pracy, zamocowaliśmy nareszcie uchwyty pod legary, podłoga nad piwniczką będzie bezpieczna i solidna. Nie mieliśmy już jednak ani ochoty, ani siły na grę w Carcassonne, ani nawet poczciwego remika.

Dziś już odpuszczamy sobie cięższe prace, zostawiając sobie jedynie porządkowanie narzędzi i osadzenie kilku legarków na pocieszenie dla oczu. Trzeba nacieszyć się tym krystalicznym powietrzem i świetlistymi spektaklami na niebie: wichura, która trwa niemal nieprzerwanie od piątku, buduje niesamowite konstrukcje z chmur, przegania smugi mgieł od zagajnika do zagajnika jak skradzione jedwabne szale.

Jest ciepło, kawa na progu dopełnia czaru a jej aromat harmonijnie łączy się z zapachem wilgotnej ziemi, starego drewna i świeżych trocin. Hm, co prawda świdrujący akcent impregnatu nieco burzy tę harmonię, ale w końcu jest pożyteczny, przypomina o zmianach. Tych naprawdę dobrych. 😊    

6 thoughts on “Drgnęło, prace do przodu popchnęło… ;-)

  1. Spoko44 ma rację, już Ci pisałam, że ja będę jedną z pierwszych która tę książkę kupi i przeczyta z wielką przyjemnością. Już widzę ten tytuł (albo inny) „Chata na Groniu” 🙂 Wszystkim się będę chwalić, że to moja znajoma napisała!!! Acha, muszę mieć z dedykacją !!!
    Ps: A co do remontu – jesteście Wielcy!!! Masz niesamowitego Syna!!!

    1. Dzięki, Zosiu. Jeśli w końcu uda mi się wydać „Chatę na Siwym Groniu”, to oczywiście, dedykację masz na mur! 😉
      A z Syna jestem naprawdę dumna.

  2. I wszystko to tylko dwiema parami rąk? Waszych? Nie śmiem powiedzieć bez fachowca, bo przecież staliście się najlepszymi znawcami materii w Waszej Chatce.
    Jestem pełna podziwu. Pozdrawiam.

    1. Haha, niestety, tylko dwiema parami rąk. 🙂
      Uznaliśmy jednak, że NA SZCZĘŚCIE robimy to sami.
      Ci fachowcy którzy wycenili nam wykonanie jedynie stropów i tej podłogi na 10 000 – w życiu nie podmurowaliby wyczyszczonego do zdrowej belki narożnika, nie napuściliby kilka razy impregnatem ochronnym, cóż by ich obchodziło, że za trzy lata np. podłoga łazienki zwyczajnie by się nam zapadła? 😉
      Robota ciężka i brudna, ale jesteśmy bardzo zadowoleni. 🙂

  3. Dziękuję za miłe słowa. Bardzo chciałabym wydać te moje opowiastki, na razie jedno wydawnictwo się zainteresowało ale nie stać mnie było na dopłatę, więc nic z tego nie wyszło. Może kiedyś… 😉
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

  4. Jak cudownie zaczęlam nielubiany poniedziałek lekturaTwoich opowiesci .Dobrze ,bardzo dobrze się czyta.I tak wlasie sobie myslę,że może przyszła pora na wydanie ksiazki ?Byłoby cudownie ….Magda (Enigma) wlaśnie to zrobiła,już konczę czytać jej i Łukasza „Łosie w kaczeńcach……….,wspaniale się czyta . I tak teraz myślę o Twoich opowieściach,które czyta się równie wybornie,jestem w Twoim Domku ,oglądam piękne widoki ,przeżywam razem z Tobą i Synem Wasze kłopoty ,rozterki ,radości Jestem po prostu z Wami…..Serdecznosci ,z nadzieją ,że kiedyś wezmę do ręki Twoją ksiązkę- gorąco pozdrawiam- Mirka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *