Klotylda na diecie i mały krok do przodu… :-)

Klotylda na diecie i mały krok do przodu… :-)

17 października 2020

Prawdziwa chlipawica dziś, zimno i mokro, przejmujący ziąb pełza po dywanie i nieprzyjemnie owija się wokół kostek u nóg nawet w ciepłej izbie przy stole. Za oknem szare powietrze, chmur nie widać bo całe niebo jest jedna wielką, popielatą poduchą, poprzebijaną gdzieniegdzie czubkami świerków. Klotylda też snuje się wokół chaty jakby przygnębiona i znudzona tą ciągłą niepogodą, uparcie jednak wraca do, równie smętnych jak ona, resztek łodyg naszych róż, żeby obgryźć je już do korzeni. Przyznam jednak, że dziś zrobiło mi się jej żal, kiedy tak stała za oknem w strugach deszczu i międliła w pysku kolczaste różane gałązki.

– No, nie! Nawet te resztki żresz, chuderlawcu. – westchnęłam bezradnie, otwierając okno. – Masakra, z naszych roślin już nic nie będzie.

– Fakt, jakaś wychudzona jest. – zauważył Krzyś, podchodząc do firanki z aparatem. – Mamul, musiałaś ją odgonić zanim zrobiłem zdjęcie? Poczekaj następnym razem.

– Mało masz okazji? Przecież ona stale tu łazi.

– No, Kudłaty mało zawału wczoraj nie dostał. – zaśmiał się mój syn.

Zawtórowałam. Wczoraj przyjechaliśmy późno, około dwudziestej dopiero dotarliśmy na Groń, towarzyszył nam kolega Krzycha, Paweł zwany Kudłatym (z wiadomych względów). Od kilku lat planował odwiedziny w naszej chatce, ale dopiero wczoraj nadarzyła się okazja. Paweł zna się nieco na hydraulice, podoradzał więc Krzychowi w sprawie rurowo – instalacyjnej w powstającej łazience. Gór nie było oczywiście widać, ale Kudłaty wyszedł w nocy na werandę, przyświecając sobie telefonem „rozejrzeć się po okolicy” z papierosem i zapalniczką w dłoni. Po chwili wpadł zaaferowany do sieni, krzycząc:

– Sarenka! Wielka taka, metr ode mnie była, nawet nie ucieka tylko stoi tam, przy płocie!  

– To nie sarenka, tylko łania – odpowiedziałam spokojnie. – Stołuje się u nas, łachudra.

Krzyś przytaknął tylko i dodał:

– Przy drzwiach masz wyłącznik, zapal sobie światło na zewnątrz. I popielniczkę zorganizuj jakąś.

Niepomiernie zdziwiony naszą obojętnością Paweł wycofał się z powrotem na werandę, a ja wyszłam za nim, klaszcząc i pokrzykując, żeby odgonić Klotyldę.

Ledwo po śniadaniu dzisiaj Krzyś odwiózł kolegę do Żywca, gdzie czekała już na niego narzeczona, a my nie bardzo mieliśmy ochotę na jakąś konkretną pracę w tym zimnie i deszczowej zawierusze wciskającej się do remontowanej komórki odkrytym stropem i niezabezpieczonymi częściami ścian. Desek na podłogę nada nie ma, wygląda na to, że musimy szukać kolejnego tartaku z tymiż, a podłoga to jednak warunek dalszego postępu prac. W efekcie Krzyś umocował ledwie parę rur w przyszłej łazience, zabezpieczył i uszczelnił wyjście rury z trójnika w rogu pomieszczenia, rozrysował na ścianach układ pozostałej części instalacji, wymierzył dach pod nowe rynny i smętnie stwierdził, że zniszczył sobie pianką budowlaną swoją ulubioną bluzę.

Ja w tym czasie uzupełniłam zapasy wody, nabierając ją ze studni do kilkunastu butli w sieni i poukładałam pod ścianą domu za studnią pocięte ostatnio okrąglaczki na opał. Krzyś z kolegami dali z siebie wszystko, pracowali wytrwale cały ubiegły weekend i przed domem nie ma już wielkiej sterty belek z naszych starych stropów, za to w drewutni „kuloki” poukładane są od ziemi do sufitu, a przed domem cieszy oczy zapas tegoroczny: część w postaci porąbanych już szczapek, część dopiero na porąbanie czeka. Widok to rzeczywiście miły, uspokaja, że zimą będzie można w cieple posiedzieć.

Cieszy też niepomiernie, że i w sieni utrzymuje się ciepło, można zostawiać otwarte drzwi do izby, jedynie od podłogi ciągnie nieco, ale przy takim przenikliwym wietrze to chyba nieuniknione.

Wieczór przyniósł kolejne nasilenie deszczu, ciekawa jestem ile jeszcze wody w tych cebrach nad nami. Narzekanie na pogodę jest jedną z najbardziej bezsensownych rzeczy, niczego przecież nie zmienia i w niczym nie pomaga, ale dziś trudno się powstrzymać i nie pomarudzić choć trochę…

Chyba namówię Krzysia na jakieś wieczorne rozgrywki w Carcassonne, niewiele pracy na dziś było, ale każdy krok do przodu to przecież… krok do przodu! 😊      

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *