Błoto zamiast śniegu „na scyńście, na zdrowie…”. ;-)

Błoto zamiast śniegu „na scyńście, na zdrowie…”. ;-)

31 grudnia 2020

Ostatni dzień tego przedziwnego roku. Istotna tylko dla nas, ludzi, cóż ta data obchodzi całą resztę Natury, pogrążoną dziś we mgle, kiedy my, potężne karzełki, odhaczamy kolejny etap naszego czynienia sobie Ziemi poddaną.

Na termometrze plus trzy stopnie, w raporcie długości dnia – plus pięć minut. Za oknem czarne, mokre po wczorajszym deszczu pnie i gałęzie drzew otulone są lepką, jasnopopielatą puszystością. Niewiele widać poza płot Kasi, mgliste kłęby jednak przemieszczają się, rzedną gdzieniegdzie i rozświetlają się, to nad Grzebykiem, to nad Młynarką. Możnaby tak siedzieć przy oknie i oglądać ten cichy spektakl, ale mam inne plany.

Krzych wyjechał wczoraj, jego ubłocona terenówka poniżej studni zamieniła się na podobne, acz mniej ubłocone auto Kostka, prowadzą do niego nowe prowizoryczne schodki wzmocnione deskami i wysypane żwirem. Kilka lat już planowaliśmy zrobienie ich, ale kopanie w skalistej ziemi tutaj jest naprawdę sprawą nieprzyjemną i nielekką. Wczoraj zdziwiłam się więc niepomiernie, kiedy wychyliłam się z domu, wołając syna na obiad. Spodziewałam się zobaczyć go jeszcze na drabinie, kończącego malowanie ramy wstawionego ostatnio okna, ale nie było go tam, powędrowałam więc od drugiej strony, nawołując.

– Mamo, nie teraz, właśnie wykopuję schody! – krzyknął Krzyś zza otwartej furtki. – Przytnij mi szybko dziesięć desek na pół metra i ze dwadzieścia chudych palików, tak na czterdzieści cyntle!

– No, co ty! Przecież pada deszcz, znowu się rozchorujesz!

Co było robić, jasne było że nie zrezygnuje. Wyciągnęłam z pudełka moją zaprzyjaźnioną wyrzynarkę, zamocowałam odpowiedni brzeszczot i przytaskałam z „zadomia” kilka starych desek. Szybko zorganizowałam sobie sprawdzone miejsce pracy na kamiennym podeście przed drzwiami i podłączyłam sprzęt, a już po chwili zaniosłam Krzysiowi gotowe materiały i młotek. Jeszcze tylko trzeba było wysypać dwie taczki żwiru z ziemią na prowizoryczne stopnie i nasze schodki były gotowe.

– Na wiosnę trzeba będzie wbić tu porządne, zaimpregnowane deski, wyłożyć stopnie geowłókniną i wtedy wyłożyć kamieniami i przysypać żwirem. – zdecydował umiarkowanie zadowolony Krzych. – Ale tymczasem będzie można schodzić, zamiast zjeżdżać na błocie.

– Przyznam, że rewelacyjnie wykorzystałeś moment takiego rozmiękczenia ziemi, do wiosny to trochę osiądzie, potem będzie łatwiej trochę podkopać, poprawić i wymienić deski, niż wykopywać od podstaw. – cieszyłam się, wędrując po wygodnych żwirowych stopniach tam i z powrotem.  

Nie mogliśmy jednak popodziwiać do syta Krzysiowego dzieła, bo akurat zapadł zmierzch i wzmógł się chłodny prysznic z nieba, popędziliśmy więc do ciepłej, suchej izby gdzie szybko podgrzałam obiad i mogliśmy nareszcie spokojnie zjeść. Potem jeszcze wyprosiłam rozgrywkę Carcassonne (przegrałam, ale przyjemność grania nie pozwala się tym martwić), spakowałam worki z posegregowanymi  śmieciami i spory pojemnik niezjedzonego, zamrożonego bigosu do przepastnego bagażnika terenówki, pomachałam na pożegnanie i wróciłam – już sama – do domu, przyświecając sobie czołówką.

Zupełnie nie wiem dlaczego noc minęła mi niemal bezsennie, zresztą nie martwiłam się tym jakoś szczególnie, nie musząc wstawać o określonej godzinie. Uznałam, że wygodnie przeleżana noc też będzie satysfakcjonującym odpoczynkiem, więc znajdowałam sobie miłe tematy do rozważań i odsuwałam wszelkie nieprzyjemne myśli w najdalszy kąt świadomości.

Parking pod studnią zapełnił się już, widać przyjechali Kostkowi goście, słyszę, że i pies zasilił ich szeregi, może więc zrezygnują z fajerwerków?

Kasza gryczana się ugotowała, zaraz zjem moją pyszną sałatkę i przejdę się trochę po Groniu, z niebem i drzewami pogawędzić. Nad głową nadal szaro i widokom daleko do zimowo-bajkowych, ale mnie się podoba i ta ponurawa odsłona gór, ich piękno jest niezmienne i nie zależy od śniegowego makijażu. 😉

Wszystkim zaglądającym tu – z całego serca życzę nadspodziewanie szczęśliwych chwil w nadchodzącym roku. Niech każdego dnia przydarzają się Wam powody do radości, bądźcie zdrowi i miejcie spokojne sny. Wszystkiemu, czego sami sobie życzycie i dla siebie wymarzyliście na ten rok, dodaję „amen”! 😊

    

2 thoughts on “Błoto zamiast śniegu „na scyńście, na zdrowie…”. ;-)

  1. Miło się czyta, jak spokojnie i wesoło, aczkolwiek pracowicie mijają Ci ostatnie chwile tego roku.
    Siedzę sobie i wspominam moje różne sylwestry, czasem pełne przygotowań przed balem, czasem w podróży do ulubionego zakątka lasu. Teraz jest inaczej. Nie mogę pozbyć się z głowy myśli o niebezpieczeństwie czyhającym gdzieś blisko nas. To stresująca myśl, dlatego z taką przyjemnością czytam Twoje słowa. Oby ten nadchodzący rok obszedł się z nami łaskawie.

    1. To prawda, jest inaczej. Kilkoro z moich znajomych opłakuje swoich najbliższych, a kilkoro – butnie powtarza slogany teorii spiskowych, lekceważąc sytuację. Jak to chyba zwykle bywa w takich wypadkach – wychodzi z nas to co najlepsze i co najgorsze, a głupota ujawnia się szczególnie boleśnie.
      O, tak, oby łaskawie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *