Wytęskniona wędrówka i czy istnieją paśniki… ;-)

Wytęskniona wędrówka i czy istnieją paśniki… ;-)

2 stycznia 2021

Cichy wieczór sympatycznego dnia. Ogień strzela w piecu, zegar tyka dziarsko, zasilony nową baterią. Za oknem już ciemnieje, przyniosłam więc zapas szczap, które przed chwilą porąbałam przed domem, wystarczy ich jeszcze na cały jutrzejszy dzień.

Jak dobrze mi dziś było powędrować jasną, cichą doliną, przemierzyłam Modrzewisko krokiem miarowym, acz nieśpiesznym. Nie byłam przecież pewna, czy i powrotnej drogi nie przyjdzie mi przemierzyć na własnych nogach, a przerwę w maszerowaniu miałam sporą.

Wieś jakby spała jeszcze po szaleństwach sylwestrowo-noworocznych, przed domami było pusto i nikt nie krzątał się nawet w obejściu Jabłońskich, gdzie gospodarze zawsze mają jakieś zajęcia przy koniach. Dziś jedynie pani Agnieszka pomachała do mnie z daleka, niosąc wiązkę drewna na opał, krzyknęłyśmy sobie noworoczne pozdrowienia i pomaszerowałam dalej, uśmiechając się do wielkich sosen przy drodze.

Większość sklepów dziś okazała się zamknięta, nie kupiłam więc wikolu, o którym ostatnio zapomnieliśmy z Krzysiem, a który koniecznie potrzebuję do zrobienia wieszaka na kuchenne ręczniki nad zlewozmywakiem. Zaopatrzyłam się za to w dwa kilo pięknych mandarynek i parę innych spożywczych artykułów, zakup kleju zostawiając sobie na przyszły tydzień, trudno.

Nasz zaprzyjaźniony taksówkarz na szczęście dziś pracował, nie musiałam więc wracać z zakupami pieszo. Na pierwszy raz – wędrówka w jedną stronę w zupełności wystarczy.

Kiedy już zapłaciłam za kurs i pożegnałam się z panem Bronkiem, zobaczyłam kilka osób podążających przede mną drogą na Groń. Wysiedli z samochodów zaparkowanych przy Baranim Rynku, byli dość obładowani sporymi plecakami i torbami niesionymi w rękach. Trzy kobiety, na oko trzydziestoparoletnie, dwóch mężczyzn i troje dzieci. Zastanawiałam się chwilę, czy odczekać i iść powoli za nimi, czy też przejść łąką powyżej drogi i wejść w las wyprzedzając całą grupkę, w końcu wybrałam to drugie.

Przywitałam się z mijanymi górą kolejno wędrowcami, sympatycznie mi odpowiedzieli, a jeden z panów zapytał:

– Pani też na Wiśniową? Długo się idzie?

– Nie, mam nieco inną trasę. – odpowiedziałam. – A państwo za jakieś czterdzieści minut powinniście być na miejscu.

– Czterdzieści? – zdziwiła się szczupła blondynka idąca na przedzie z rudym, około ośmioletnim chłopcem – Miało być do pół godziny!

– No, bez obciążenia pewnie tak. – uśmiechnęłam się. – Ale z plecakami może być trochę wolniej.

Wyprzedziłam grupkę o kilka metrów i dziarsko zaczęłam wspinać się drogą między świerkowymi zagajnikami, a pani z rudym chłopcem najwyraźniej postanowiła dotrzymać mi kroku, bo dystans między nami wcale się nie zwiększał, choć reszta grupki została zdecydowanie w tyle. Chcąc, nie chcąc, słyszałam więc toczące się za mną rozmowy.

– Mamo, a jak wyjdzie tu jakiś dzik? – chłopiec pytał z zainteresowaniem raczej, niż obawą.

– Coś ty, wszystkie zwierzęta zimą śpią! – odpowiedziała pani, ku mojemu zdziwieniu.

– A sarenki też?

– Oczywiście, sarenki też. I dziki, i niedźwiedzie, i zające.

– A wilki tu są?

– Nie ma, wilki i niedźwiedzie są tylko w Bieszczadach, w rezerwacie.

Miałam wielką ochotę odwrócić się i wtrącić do rozmowy, ale uznałam, że nie ma sensu podrywać autorytetu mamy, nawet jeśli plotła bzdury. W końcu chłopak dowie się jak jest naprawdę, choćby w szkole.

– A pani mówiła o takich paśnikach w lesie co się na zimę tam daje siano, to po co takie paśniki się robi, jak zwierzęta śpią? – dopytywał rezolutnie chłopiec.

– Jakie paśniki?! Ty tam nie słuchaj, co ta głupia baba opowiada! Co ona tam wie! – usłyszałam lekceważące prychnięcie.

Tego było mi nadto. Przystanęłam i zwróciłam się z uśmiechem do chłopca:

– Jeśli chcesz zobaczyć paśnik, to zapytaj panią Anię z Wiśniowej, ona ci na pewno pokaże, bo to niedaleko jej domu, koło źródełka. Może nawet zobaczysz tam sarenki albo jelenie. Twoja mama ma rację, niedźwiedzie zimą śpią, tutaj też, ale inne zwierzęta muszą sobie radzić nawet kiedy jest dużo śniegu, więc się im zostawia w paśnikach siano i inne rzeczy do jedzenia…  

– Tak? A co jeszcze się im daje? – zainteresował się chłopaczek i zrobił szybki krok w moim kierunku.

– Kacper! Chodź tu, poczekamy na tatę, nie przeszkadzaj pani! – mama ze złością szarpnęła sympatycznego rudzielca za rękaw i pociągnęła w dół ścieżki, ogłaszając tym samym koniec rozmowy.

Poszłam więc dalej, uśmiechając się pod nosem z pewną satysfakcją. Nie mam pojęcia, czy nauczycielka owego Kacpra jest „głupią babą” czy nie, ale jego mama też tego nie wie i na pewno nie powinna pozwalać sobie na takie komentarze wobec syna. Szczególnie, że sama ma ewidentne braki w podstawowej wiedzy przyrodniczej.

Przy kikucie wielkiej jodły spotkałam schodzącego w dolinę sąsiada.

– O, dzień dobry pani Maryla! – przywitał mnie jak zwykle sympatycznie. – Na nogach dzisiaj? Bez auta?

– Dzień dobry! Ano, bez auta. Krzyś wyjechał, to trzeba robić pożytek z własnych nóg. I dobrze, przyda się trochę ruchu!

Zamieniliśmy parę zdawkowych uprzejmości, a kiedy zza skarpy wyłoniła się znajoma postać blond, szybko pożegnałam się z Józkiem, życząc mu dobrego roku i powędrowałam dalej w Bramę Mocarnych, a po kwadransie już zdejmowałam buty w sieni własnego domu.

Pogoda wspaniała, zrobiłam więc sobie kawę i zasiadłam na progu, głęboko wdychając krystaliczne górskie powietrze i chłonąc widoki rozciągające się za płotem Kasi. Teraz, kiedy liściastym drzewom pozostały jedynie koronki z gałęzi, panorama gór bez przeszkód pozwala się podziwiać, to także plus zimowej pory. Hm, minus jednak taki, że podplecze szybko marznie na takim progu, celebrowanie „kawulki” skraca się więc siłą rzeczy. To znaczy, siłą marznącego podplecza. 😉

4 thoughts on “Wytęskniona wędrówka i czy istnieją paśniki… ;-)

  1. Jak to człowiek całe życie się uczy….
    Dopiero co napisałam Ci, że ja bałabym się sama chodzić, bo miś albo jakieś inne zwierzątko może czyhać za zakrętem, a tu popatrz – „wszystkie zwierzątka w zimie śpią” :)))

  2. No i rośnie nam pokolenie, które nauczone w domu, nie uwierzy „głupiej babie w szkole”, że zimą można spotkać w lesie różne zwierzęta. Ciekawe, co zrobi owa mądralińska, gdy na spacerze natkną się na jakieś.
    Charakterystyczne, że głupota jest taka głośna i wylewa się z ludzi bez wahania.

    1. Ha, przeszło mi nawet przez myśl, żeby osobiście zaprowadzić dziecko do paśnika i pokazać ślady zwierząt.
      Choć zawsze mogłaby paść kontra, że… lunatykują! ;-D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *