Nie ma czasu na nudę i zgadywanki traperskie… :-)

Nie ma czasu na nudę i zgadywanki traperskie… :-)

9 stycznia 2021

Dwadzieścia minut więcej słońca! 😀

Co prawda to słońce dzisiaj szybko zrezygnowało z wędrówki otwartym niebem i wlazło w szare poduchy, od południa ciemno było i ponuro, pejzaż dookoła wyglądał mało urokliwie i jak przez popielaty filtr, brrr.

Pozwoliłam sobie dziś na dość długie wylegiwanie się w ciepłej pościeli, planując spacer na Wiśniową i przyległości, bez schodzenia tym razem w dolinę. Ciemności za oknami jednak zniechęciły mnie i do takiej wędrówki, zrobiłam więc półgodzinną sesję „siekiera-fitness” przed domem, a po obiedzie przewędrowałam osadę i przestudiowałam ślady wokół niej, usiłując znaleźć kierunek, w którym udała się właścicielka racic okrążająca kilkakrotnie naszą Chatkę. Tak, tak, niechybnie Klotylda nawiedziła mnie ostatniej nocy lub wczesnym rankiem, wielkość śladów na śniegu jak najbardziej pasowała do jej jelenich stópek.

Dążąc tropami Klotki, przeszłam za studnię i trafiłam na kolejne świeże ślady, tym razem ludzkie.

– Miejscowy mężczyzna i dziecko. – zdecydowałam w duchu. – Dziecko ośmio-dziesięcioletnie, z patykiem, więc chyba chłopak.

Prosta to była sprawa: buty z niewysokimi, płaskimi obcasami są noszone jak rok długi przez męskich mieszkańców Modrzewiska, patyki i kijki wszelkiej maści natomiast zdecydowanie częściej są lubiane przez chłopców, choć nie wiem do końca dlaczego. Być może to jakaś większa ciekawość? Potrzeba dźgnięcia, sprawdzenia czegoś napotkanego po drodze?

Obeszłam osadę, wspięłam się na sam szczyt za domem Zosi i zapatrzyłam się w ciemnoszare, ponure chmurzyska zwieszające się gęstymi kłakami tuż nad moją głową. Pstryknęłam kilka zdjęć cudnej świerkowej choince przystrojonej bogato dorodnymi szyszkami i okrężną drogą, przy pasiekach, wróciłam do domu.

Otwierałam właśnie drzwi chatki, kiedy usłyszałam za plecami dziewczęcy głos:

– Wujeeeek, ale ja nie chcę już tego kija, po co mam go nosić! – narzekała okołodziesięciolatka w białej czapce z pomponem.

– Dzień dobry, pani Maryla! – uśmiechnął się Józek, zdążający z ową dziewczynką od strony swojej pasieki. – Widzicie, ślisko jak skurczybyk a ta kijka nie chce nosić.

– Ujedziesz i się połamiesz, i co ja potem mamie powiem? – zżymał się.

– Aaa, wujek ma rację, po stromiźnie idziecie to warto mieć coś do podparcia… – stanęłam po stronie sąsiada.

Uśmiechając się pod nosem weszłam do ciepłego wnętrza. No, prawie zgadłam: facet miejscowy, dziecko w wieku właściwym, tylko płeć nie ta, ale i patyk nie z własnej woli niesiony… Zresztą, czy można tu mówić o jakiejś regule?

W izbie nadal było cieplutko, zrobiłam herbatę i wycięłam prowizoryczne passe-partout na dwa rysunki, które zrobiłam. Szkice właściwie, nie chce mi się nawet dopracowywać ich, niech zostaną takie niedokończone. Ustaliliśmy z Krzysiem, że przywiezie antyramki i powiesimy oba „nowe Rogery” w kącie sieni, nad przyszłą rogówką. Zresztą, może narysuję jeszcze coś ciekawszego, szczególnie z portretu kobiecego nie jestem wcale zadowolona.

Wieczór zapadł cichy i spokojny, słowackie radio nadaje miłą muzykę, a ja właśnie zdałam sobie sprawę, że za tydzień już mnie tu nie będzie, tak szybko pędzi ten czas urlopowy! Niby nic ważnego się nie dzieje, ale przecież nie ma tu czasu na nudę, byłabym tu sobie jeszcze i była!   

Nic to, nie ma co szmędzić, trzeba wykorzystać te pozostałe dni jak najlepiej, powędrować jeszcze górami i dolinami. Gdybyż tylko słońce zdecydowało się na bardziej otwartą współpracę… 😉

4 thoughts on “Nie ma czasu na nudę i zgadywanki traperskie… :-)

  1. Piekne rysunki!
    Nie tylko literacko uzdolniona ale i plastycznie.

    PS. Dorodne szyszki na dachowki dla myszki.

  2. Już koniec? Nie ma następnej części do czytania?
    Poproszę o relację z następnych dni na Groniu!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *