Wbrew pozorom łatwiej wjechać, niż zejść… ;-)

Wbrew pozorom łatwiej wjechać, niż zejść… ;-)

14 stycznia 2021

Kończy się mroźny i biały dzień, Krzych czyta coś opatulony kocem na swoim posłaniu, radio cicho gra, a w piecu jak zwykle trzaskają palone szczapy. Porąbaliśmy dziś trochę drewna, odśnieżyliśmy ścieżkę do furtki i za nią, aż do parkingu Krzysiowej terenówki, która stoi teraz pod kołderką śniegu i wygląda na wielce niezadowoloną z tych lodowatych piernatów w jakich przyszło jej nocować. Obeszliśmy też Groń w polowaniu na zimowe kadry, brnąc niemal po kolana w sypkim jeszcze – na szczęście – śniegu. Jutro trzeba nam wyjechać, mój urlop kończy się i ten ostatni weekend muszę poświęcić na przygotowanie powrotu do pracy.

Wczoraj umówiłam się z Krzychem na dole, w sklepie pani Izy, gdzie zamierzałam zrobić wszystkie potrzebne zakupy, czekałam więc z niecierpliwością na jego znak, kiedy będzie wyjeżdżał z domiszcza i ja będę mogła wybrać się w dolinę, czas jego podróży jest porównywalny do mojego przemaszerowania z Gronia do „cywilizacji”.

Niestety, dziecię moje musiało jeszcze uporać się z obowiązkami, dopiero około trzeciej po południu nadszedł wyczekiwany przeze mnie sygnał do wymarszu, raźno chwyciłam więc torbę i plecak, kartkę z listą zakupów, powyłączałam wszystkie sprzęty i zamknęłam dokładnie dom.

Warstwa białego puchu sięgała kostek, była więc na tyle głęboka, że z pewnością ukryła wszystkie te plamy grubego lodu na drodze, w obawie przed niebezpiecznymi ślizgami w dół, wybrałam bezpieczniejszą ścieżkę – Bramiszczem stromo przez las. Tam zawsze było mniej śniegu i nawet zimą przejście nie przysparza większych kłopotów. Poza zadyszką przy wspinaczce, rzecz jasna, bo kąt nachylenia zbocza jest tu rzeczywiście spory. Zbiegłam niemal, gdzieniegdzie czepiając się gałęzi buków i świerków, do samego strumyka i zadowolona bezwypadkową przeprawą przeszłam kawałek łączki dzielący mnie od brodu strumyka, który wystarczyło teraz przejść po kamieniach, żeby dostać się do zamarzniętego bagienka, a stamtąd prosto do szosy.

Strumyka jednak nie zobaczyłam, przykryty był, jak wszystko dookoła, dwudziestocentymetrową warstwą śniegu. Słychać było jego rwący nurt, w dwóch miejscach nawet zobaczyłam od góry pędzącą po kamieniach, krystaliczną wodę, ale pozwalały na to niewielkie prześwity w grubej warstwie lodu, pokrywającego strumień.

– Niech to szlag! – jęknęłam. – No, nie przejdę!

Odgarnęłam patykiem trochę śniegu, szukając jakiegoś cieńszego odcinka lodowej tafli, ale nic z tego. Nie sposób było ani ją rozbić, ani po niej przejść bezpiecznie. Poszłam więc w górę potoku, szukając innego przejścia, tam jednak było jeszcze gorzej, skarpy po obu stronach były coraz wyższe i śliskie. Chwilę zastanawiałam się, jak najszybciej wydostać się z tej lodowej pułapki, postanowiłam przedrzeć się przez bezlistne zarośla ponad płotami na tyłach domostw i tam znaleźć jakieś przejście do szosy.

Nie było to łatwe, śnieg uniemożliwiał rozpoznanie podłoża, zapadałam się więc co chwila i z trudem powstrzymywałam od głośnego przeklinania.

W końcu dotarłam nad dom Gotlów, gdzie usłyszałam szurające odgłosy łopaty do odśnieżania.

– Halo, jest tam ktoś? Pani Gotlowa? Można tu jakoś przejść? Jestem tu przy płocie z tyłu!

Szuranie łopaty ucichło, po chwili zza drewnianej szopki poniżej wyłoniła się zgarbiona postać w kożuchowym serdaku i kolorowej chustce na głowie. Patrzyła na mnie z niepokojem i niedowierzaniem.

– Jako zeście tam wleźli? Wyście z Gronia?

– Ano, z Gronia, to ja, Maryla. – przytaknęłam z ulgą, zdając sobie sprawę z tego jak głupio musiałam wyglądać, uczepiona sztachet płotu, w gęstych gałązkach jakiegoś bliżej nieokreślonego krzewu. – Zeszłam z góry, ale przez potok nie da się przejść bo lód.

– Wiem. – pokiwała głową staruszka. – Zaroz tam Edek wom łotwozy, cekojcie.

Ku mojemu zdumieniu, okazało się że ta akurat część płotu której się uczepiłam była prowizoryczną, zsuwaną niegdyś furtką, bez oporu dającą się zdjąć starszemu panu po drugiej stronie.

– O rany, tędy? – ucieszyłam się i przeszłam, pomagając w założeniu konstrukcji z powrotem.

– Ady przez chałpe idźcie, tam treficie. – pan Edek wskazał mi niewielkie drzwi na tyłach domu.

Podziękowałam serdecznie obydwojgu moim wybawicielom, obstukałam dokładnie buty ze śniegu, przebiegłam przez ciasną drewutnię i skromny przedpokój, a po chwili znalazłam się już na ośnieżonej szosie. Tam dopiero odetchnęłam, otrzepałam się, pozdejmowałam kawałki kolczastych gałązek z plecaka, kurtki i spodni, sprawdziłam na zegarku godzinę i dziarsko ruszyłam do przodu.

Z tej dziarskości i przejęcia pewnie, dotarłam do sklepu jakieś pół godziny wcześniej niż zakładałam, zamiast więc czekać na syna z zakupami, nabyłam wszystkie potrzebne rzeczy i z niezbyt ciężkim plecakiem udałam się w drogę powrotną przez ciemne już uliczki wsi. Nie uszłam daleko, kiedy rozśpiewał się mój telefon i Krzyś poinformował mnie, że właśnie mnie minął i czeka za zakrętem.

Wkrótce dotarliśmy do Baraniego Targu i zabraliśmy się za zakładanie łańcuchów na koła. Na szczęście Krzych zakupił je całkiem niedawno, spodziewając się sytuacji w której okażą się niezbędne. Wbrew naszym obawom, łańcuchy współpracowały wdzięcznie i pozwoliły się założyć bez buntów i oporów, co więcej, dzięki nim terenówka szybko i bez przeszkód dotarła w docelowe miejsce przy studni na Groniu, gładko pokonując lodowe skorupy czające się pod śniegiem.

Dziś śnieg dosypuje calutki dzień, ale nie obawiamy się o zjazd: Kostek przyjechał razem ze znajomymi w dwa auta i cieszymy się, że w razie czego będzie nas spora ekipa do odśnieżania drogi na dół. Terenówki, zaparkowane poniżej studni, wyglądają jak trzy bałwany, to tak w zastępstwie, śnieg bowiem należy do tych niekleistych, więc uturlanie kulki w celu ulepienia prawdziwego byłoby dziś niemożliwe. Mamy za to na Groniu trzy zgrabne bałwanki z kołami i lusterkami zamiast uszu. 😉

4 thoughts on “Wbrew pozorom łatwiej wjechać, niż zejść… ;-)

  1. Wszystko co dobre…… itd…
    Ale styczeń już w połowie, luty szybko minie, no i Pani Wiosna zapuka do drzwi !!!

    1. Na to liczę, Zosiu. Na razie muszę spróbować w zdrowiu przebrnąć „spędy” typu Matury próbne… Pozdrowienia serdeczne! 🙂

  2. Zamiast szukac dna strumyka – sasiad niech furtke odmyka.
    FAjnie, ze urlop byl udany, takze literacko! Ruszaj z nowymi silami, powodzenia!

    1. Tak, udany był urlop, jak zwykle żal że to już koniec. Ale niedługo będzie wiosna i to mnie zdecydowanie pociesza, szczególnie ten wydłużający się dzień. 😄 Dzięki, pozdrowienia!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *