Browsed by
Autor: Maryla

Tajemnice sąsiedzkie… ;-)

Tajemnice sąsiedzkie… ;-)

6 stycznia 2019 Dziwnie się zapisuje nowy numerek w dacie. Jeszcze się czasem mylę, ale ten nowy rok rozgościł się już jak u siebie. Oby okazał się naprawdę dobry, a nie tylko obiecywał! 🙂 Krzyś z kolegami wyjechał na Siwy Groń, a ja odwiedziłam Gabrysię. Dawno nie widzianą, choć czasem urządzamy sobie telefoniczne pogaduchy i mejle ślemy. Wiele razy przyjeżdżała do mnie w góry, kiedy Krzyś był mały. Ale potem wyszła za mąż i już wypoczywała wyłącznie nad morzem, tak…

Read More Read More

Po Świętach. I po Jodle…

Po Świętach. I po Jodle…

26 grudnia 2018 I po Świętach. Plecaki rozpakowane, pralka gotowa do odpalenia i prysznic sympatycznie zakończył te miłe dni. Jutro do pracy pomknąć trzeba, więc po trzech wesołych i sympatycznych dniach świętowania, wróciliśmy w doliny. W południe jeszcze wyszliśmy na spacer po Zadomiu Wielkim, popodziwiać bajkowe widoki gór przysypanych nieskazitelnie białym, świeżym śniegiem. Z Zadomia można podziwiać panoramę, kręcąc głową niemal na wzór sowy, od lewa do prawa. – Aaale cudnie! – wyrywało się nam co chwila na zmianę: to…

Read More Read More

Wesołych, wesołych! :-)

Wesołych, wesołych! :-)

25 grudnia 2018 I znowu siedzę cicho przy stole, za oknami bajkowy ranek drzemie jeszcze w śniegowych poduchach, a mój syn –  w swoim kącie izby. Ciepło utrzymało się niemal do rana, choć jeszcze przy stole ciągnie chłodem od ścian. Rozpaliłam ogień w piecu, wkrótce i tu będzie można zdjąć pled z nóg i polar z ramion. Do samej północy ostro wiało i sypało śniegiem, kurniawa zaczęła się wkrótce po naszym dotarciu do Chatki. Kiedy wchodziliśmy na Groń, na szczęście…

Read More Read More

Niespodziewane warsztaty terapeutyczne…

Niespodziewane warsztaty terapeutyczne…

16 grudnia 2018 Niedzielny ranek, na termometrze minus osiem. W domu już przyjemne, ciepłe powietrze, wcześnie wstałam i rozpaliłam w piecu. Tylko przy wychodzeniu do kibelka czuje się nieprzyjemne kłucie mrozu w podplecze… Rena chyba jeszcze śpi, staram się więc chodzić szeptem po izbie. Ależ zdziwiłam się wczoraj jej widokiem za oknem. Nieruchoma postać w zielonej zimowej kurtce z futerkiem wokół kaptura nasuniętego na głowę. Stała pod orzechem, opierając się rękami o przęsło mojego płotu i patrzyła na góry w…

Read More Read More

Dwie „kolędy”… ;-)

Dwie „kolędy”… ;-)

W pośpiechu wczoraj wchodziłam do sklepu, a w torbie coraz głośniej rozprzestrzeniała mi się Metallica. Nieznany numer, pewnie rodzic jakiegoś ucznia, odebrałam więc stając z koszykiem między alejkami. Telefon przy uchu, przytrzymywany ramieniem, torba w jednej ręce a koszyk w drugiej. Jak ja to lubię… – Halo, Maryla? – Basiula! – uradowałam się niezmiernie słysząc moją zwariowaną koleżankę. – Jak miło cię słyszeć! – Ciebie też. Sory, zmieniałam telefon, numery mi się zapodziały, dopiero Daga mi twój dała. Mam sprawę….

Read More Read More

No, to mamy „okres oszronny”… ;-)

No, to mamy „okres oszronny”… ;-)

18 listopada 2018 Uff… Chatka przygotowana do zimy. Drewna część leży przy ścianie domu, poukładana w dwa sztapelki, reszta schowana w drewutni, żeby wiadomym sąsiadom apetytu zbytniego nie robić. Jakoś nie widzę, żeby gromadzili opał jakikolwiek. No, ale może oznacza to, że tej zimy pojawiać się na Groniu nie będą? 😉 Przyjechaliśmy z Krzychem wczoraj, zapasy wody pitnej na zimę przywożąc. Wjechały z panem Markiem jego wehikułem, kiedy my tymczasem wdrapywaliśmy się na górę plecakami jedynie obciążeni. Za nami, marudząc…

Read More Read More

Ej, misiek, misiek… :-(

Ej, misiek, misiek… :-(

12 listopada 2018 Jesień nadal słoneczna i ciepła, bardzo łagodnie przechodzi w tę chłodniejszą, monochromatyczną i słotną fazę. Mgły królują, zdobią górski krajobraz każdego ranka, a to snując się między gałęziami drzew, a to zalegając nad doliną jak puchowa poducha. Sielankowo na Groniu jednak nie jest. Hm, koniec z kupowaniem wybornego miodu od Huberta. Niestety… Jego zadbana, dopieszczona wręcz pasieka to dziś jedynie szczątki, wygląda jak po przejściu tornada lub solidnym trzęsieniu ziemi: ule co do deski połamane, resztki drewnianych…

Read More Read More

Sceneria jak z horroru… ;-)

Sceneria jak z horroru… ;-)

3 listopada 2018 Wieczór. Nic z tego, mgły się nie rozwiały. Cały dzień opatulają las, domy na Groniu i w dolinie, do tej chwili gęsto wiszą za oknami. Schodziłam drogą trochę jak z horroru. Gdzieniegdzie mgła była tak ciemna i gęsta, że wchodząc w nią miało się wrażenie wchodzenia w otwartą gardziel jakiegoś stwora. Tym bardziej, że ścieżka była mokra po nocnym deszczu, a ciemne drzewa po obu stronach ścieżki stały ciche i nieruchome, jakby wyczekująco. Gdzieniegdzie z kolei mgła…

Read More Read More

Smutki i mgły poranne…

Smutki i mgły poranne…

3 listopada 2018 Ranek dziś już nie taki wczesny i słoneczny jak wczoraj. Niebo siwe od chmur, choć za lipą, dość wysoko już, pobłyskuje od czasu do czasu słońce. Chmury układają się horyzontalnie w zaokrąglone warstwy, wygląda to jakby olbrzymi bazyliszek wylegiwał się za górami i uchylał senną powiekę, ukazując wielkie, złote oko. O, znowu zasnął, pociemniało i powiało chłodem, mgła zaczyna pełzać doliną. Pochowałam legowiska i zabawki Melki, tutaj też z każdego kąta zerka na mnie wspomnienie małej, wesołej…

Read More Read More

Darmowy opał i chęć niesienia pomocy… ;-)

Darmowy opał i chęć niesienia pomocy… ;-)

2 listopada 2018 Dzień wstał razem z jaskrawym, rozmigotanym między gałęziami lipy słońcem. A ja z nimi, kawulkę na progu celebrując w ciszy. Na drzewach jeszcze całkiem sporo liści, choć wczoraj wiatr przeganiał je całymi kolorowymi stadami wokół domu. Dziś wichrzysko poleciało na drzemkę do jakiegoś podniebnego hangaru, drzewom przerzedzone czupryny zostawiając w spokoju. Gdzieniegdzie zmęczone gałęzie zwisają jeszcze jabłkami, co jakiś czas za płotem Kasi rozlega się charakterystyczne pacnięcie. Cudny ranek. Po nieśpiesznym śniadaniu i niejakim uporządkowaniu chatki po…

Read More Read More