Browsed by
Autor: Maryla

Rękopad i nogopad w bajkowej scenerii… :-(

Rękopad i nogopad w bajkowej scenerii… :-(

18 stycznia 2020  Jestem zachwycona taką zimą: na ziemi śnieg po kostki zaledwie, za to czysty i świetliście biały, do tego błękit nieba, czasem mocny i głęboki aż po kobalt, czasem delikatny i rozbielony, ozdobiony większą lub mniejszą ilością chmur. I żywa zieleń iglaków wszelkich, między tą bielą i błękitem. Bajecznie. 😊 Schodziłam dziś po dziesiątej, terenówka przy domu Mateusza stoi jak stała, to musi być ktoś dobrze znający okolicę, ślady kół prowadzą od drugiej strony, musieli przyjechać dłuższą drogą…

Read More Read More

Jak zostałam kobietą średniowieczną. ;-)

Jak zostałam kobietą średniowieczną. ;-)

17 stycznia 2020 Jaka to jednak różnica, kiedy dzień zaczyna się słońcem. Po dziwacznych snach wstałam o szóstej, niebo jaśniało już delikatnie, zarysy gór i ostre wierzchołki drzew odcinały się od niego czarnymi koronkami. Moje wyjście do ubikacji spowodowało jakąś paniczną ucieczkę zza szopy, sądząc po dudniącym odgłosie to kilka jeleni, zwiały gdzieś za dom Zosi. Stałam chwilę w progu, obserwując uważnie teren oświetlony przez lampę nad drzwiami, cicho było i zimno. Mróz niewielki, około czterech stopni poniżej zera, o…

Read More Read More

Siekiera-fitness, porządki i goście z błota… :-)

Siekiera-fitness, porządki i goście z błota… :-)

16 stycznia 2020 Zgodnie z prognozą, dzień wstał niemrawo, niebo jest niskie i szare a cały widok przypomina biało-czarną grafikę. Las jest bezgłośny, nawet strumyka nie słychać, od czasu do czasu tylko jakiś ptak pokrzykuje z daleka. Gdyby nie spotkanie z Martyną „w samo południe”, wylegiwałabym się w moich poduchach do późna, ale przecież trzeba trochę uprzątnąć dom. Niby nie ma wielkiego bałaganu, ale wystarczy kilka razy przynieść drewno na opał, a już dywanik w kuchni upstrzony jest trocinami, kawałkami…

Read More Read More

Dzień pod znakiem misiowej łapy… ;-)

Dzień pod znakiem misiowej łapy… ;-)

15 stycznia 2020 Dziś już nie wyrywałam się do wędrówki doliną, postanowiłam pojechać po niewielkie sprawunki autobusem. W nocy mróz zamienił kopny śnieg w twardą skorupę, a zamarznięte błoto na ścieżce przypomina lodowisko 3D, nawet z góry schodziło się trudniej i wolniej, niż wczoraj. Za to ostre słońce i bezchmurne niebo nadały okolicy wygląd iście bajkowy. Śnieg jest bielutki, zdumiewająco czysty jak na tygodniowe przecież zaleganie. Jak to jednak w bajkach bywa, pojawiają się wilki, smoki i inne stwory. 😉…

Read More Read More

Za dużo lodu. W lodówce i na szosie… ;-)

Za dużo lodu. W lodówce i na szosie… ;-)

14 stycznia 2020 Uch, jaka cudna zima dzisiaj. Śniegu jest niewiele, po kostki zaledwie, jedynie przy drzewach i płotach zalegają białe nawiane poduchy. Od rana ( z przerwami) jest słonecznie, całe to białe skrzy się więc i taje na powierzchni, widoki są bajkowe, ale chodzenie nie należy do najbezpieczniejszych. Musiałam jednak powędrować. I z tej mojej wewnętrznej potrzeby chodzenia, zanurzenia się w górską Naturę żeby poczuć się jej częścią, ale i z potrzeby bardziej pragmatycznej: zakupy. Wczoraj przywiozłam co prawda…

Read More Read More

O Natalii krótko i przedświątecznie…

O Natalii krótko i przedświątecznie…

20 grudnia 2019 Telefon od pani Grażynki z Modrzewiska zaskoczył mnie dziś podczas liczenia słów w wypracowaniu uczennicy. Oj, nie jest to miłe, kiedy przy mamrotaniu „sto dwa pięć, sto dwa sześć…” nagle pod stosem kartek A4 rozlega się znajome buczenie. Szybko zlokalizowałam moje nowe cacuszko (prezent od Krzysia) i z irytacją rzuciłam okiem na sprawdzaną właśnie pracę: jasne, będzie trzeba liczyć od nowa… Tośka wskoczyła swoim miękkim, kocim susem na drukarkę obok mnie i wyciągnęła szyję, jakby sprawdzając kto…

Read More Read More

Schyłek weekendu na Groniu… :-)

Schyłek weekendu na Groniu… :-)

8 grudnia 2019 Kolejny ranek leniwego weekendu. Ostatni. Sen dzisiaj miałam przepiękny, ooooo, jakże bym chciała żeby się spełnił! Pary więc z twarzy nie puszczę na temat jego treści, to może się ziści na jawie. 😉 Sprawa uciekającej Natalii pozostała niewyjaśniona, Kostków nie zastałam i żadna zdesperowana małżonka nie pojawiła się w zasięgu mojego wzroku, choć owszem, spoglądałam za okna od czasu do czasu. Jedynie jakiś młody mężczyzna na motocyklu zatrzymał się za szopą przy malowanej chacie, ale odjechał po…

Read More Read More

Z kawą na noże i Natalią pod grzywką… ;-)

Z kawą na noże i Natalią pod grzywką… ;-)

7 grudnia 2019 Piękny, zimowy dzień. Wykorzystałam możliwość nielimitowanego spania i nawet kiedy zarejestrowałam światło dzienne w izbie, przewróciłam się po prostu na drugi bok, nie zaszczycając zegarka choćby pobieżnym zerknięciem. Dziś mogłam. 🙂 Każdy chyba czasem marzy o leniwym poranku, przeciąganiu się w miękkiej pościeli na wygodnym łóżku, bez konieczności zrywania się i ganiania między łazienką i kuchnią. Tutaj co prawda nie grozi mi takowe ganianie – choćby z powodu braku łazienki, ale i tak ten poranek był wyjątkowo…

Read More Read More

Zima się rozgościła, na śniegu notatki zostawia… ;-)

Zima się rozgościła, na śniegu notatki zostawia… ;-)

6 grudnia 2019 Fantastycznie, że mogę być tu już w piątek. Krzyś zrobił mi dziś niemałą niespodziankę, zamiast podwieźć mnie do dworca w Pszczynie – „podrzucił” mnie aż do Modrzewiska, po krótkich zakupach w sklepie pani Izy wysiadłam u stóp Siwego Gronia. Mój syn natomiast pojechał do Krakowa, odwiedzić kolegów. Słońce, błękitne niebo, cisza i lekko chrupiący pod nogami śnieg. Leży cienką, bielutką kołderką, mocno podziurawioną zresztą. Na ścieżce, niestety, także sporo lodu: pozamarzały bijące z ziemi tu i ówdzie…

Read More Read More

Poranne pertraktacje z wiatrem… ;-)

Poranne pertraktacje z wiatrem… ;-)

24 listopada 2019 Patrzę na kalendarz, jeszcze miesiąc tylko pozostał do Świąt. Nie wiem, czy spędzę je tutaj, na Groniu, czy jednak w Warszawie albo na Podlasiu. Może przez te trzydzieści jeden dni sprawa podziału wyjaśni się na tyle, że wtedy będę mogła już zasypiać spokojnie? Wiatr najwyraźniej jeszcze się nie „wypstrykał”, moja próba wypicia porannej kawy przed domem skończyła się totalną porażką. Kiedy już wreszcie wymościłam krzesło wełnianym kocem, zasiadłam i zapatrzyłam się z uśmiechem na osłonecznione zbocza i…

Read More Read More