Browsed by
Autor: Maryla

Taki piękny ranek, takie trudne tematy…

Taki piękny ranek, takie trudne tematy…

17 marca 2019 – Maryl, pamiętasz panią Dorotkę? Mówiłam ci o niej w ubiegłym roku. – Algida sposępniała, wycierając do sucha talerze i odkładające je na półkę w kuchni. Wcześnie byłyśmy po śniadaniu, buszująca po strychu kuna zrobiła skuteczną pobudkę o piątej rano. – Tę młodą matkę, której załatwiłaś pracę? No, pamiętam. Nie radzi sobie we Włoszech? Mąż się zbuntował?  – odpowiedziałam, składając do szafki pościel i rzucając okiem na zmartwioną minę koleżanki. – Czy ja wiem, jak to nazwać….

Read More Read More

Pogaduchy z Algidą i facet za drzewem. Czyli prawie wiosna. ;-)

Pogaduchy z Algidą i facet za drzewem. Czyli prawie wiosna. ;-)

16 marca 2019 Noc już prawie. Dalekie pohukiwanie i popiskiwanie słychać gdzieś z lasu, a w domu ciepło i cicho, tyka zegar i w piecu ogień gada do siebie. Światło z kuchni ogarnia łagodnym łukiem i mój kąt do spania, mogę więc jeszcze popisać. Wnęka z drugim posłaniem zajęta jest przez Algidę, po kolacji postanowiła zdrzemnąć się na kwadransik i tak już zostało. Niech śpi, wczoraj w nocy przebyła kawał drogi od siebie z Kalabrii. Gdyby nie jej przyjazd, nie…

Read More Read More

Resztki zimy przedwiośniem… :-)

Resztki zimy przedwiośniem… :-)

9 marca 2019 W dolinach już przedwiośnie, a u nas ciągle zima. Krzyś przywiózł mnie dziś do Modrzewiska, dotarłam więc do chatki wcześniej niż planowałam. Na dole tylko gdzieniegdzie, w zacienionych miejscach, spolegują jeszcze uporczywie zamarznięte śniegowe bryły. Stara chata „głupiego Staśka” zawalona już zupełnie po nawale tegorocznego śniegu, posępnie otworzyła mi drogę na Groń. Wokół niej, na obrzeżach poletka rudawej trawy, pod ścianą lasu gdzie nie dociera słońce, leżą jeszcze białe, grube płaty. Ścieżka na Groń pozbyła się już…

Read More Read More

Cena azylu… ;-)

Cena azylu… ;-)

24 lutego 2019 Czas „zbierać zabawki” i wracać do pracy. Jeszcze siedzę na progu, zapatrzona w sine niebo nad górami, na drzewa znowu czarnawe i mokre, zastanawiam się którą drogą schodzić w doliny. Plecak mam leciutki, wypełniony głównie skarpetkami do prania, korci mnie więc zejście „grapą”, długie ale łagodne, tam będzie więcej możliwości wyboru. Moje wczorajsze zejście do Modrzewiska przypominało taniec pingwina, a odbywało się taktyką „od miejsca do miejsca”. Gruba skorupa śniegu, oblana, gładziutko oszlifowana całodobowym deszczem i na…

Read More Read More

A przydałby się kilof… ;-)

A przydałby się kilof… ;-)

23 lutego 2019 Tym razem ranek rozpoczął dzień jak należy: błyskaniem słońca spomiędzy gałęzi lipy za płotem Kasi, świergotaniem ptaków z lasu i bezchmurnym błękitem nieba. Wszystko od razu nabrało kolorów, kory drzew przestały być czarne i śliskie, nabrały wielobarwnej szarości. Ule za szopką Józka odzyskały swoje zieloności i czerwienie, a śnieg zrobił się złotawy i razi blaskiem w oczy przy zbyt długim patrzeniu. O, tak, dziś już poranna kawulka musiała odbyć się na progu. Miałam nawet ochotę pośpiewać, siedząc…

Read More Read More

Poranne kaprysy Aury… ;-)

Poranne kaprysy Aury… ;-)

22 lutego 2019 Ranek, a ja nie na progu. Siedzę z kawulką, owszem, ale przy stole, spoglądam za okna to jedno, to drugie, ale wychodzić mi się absolutnie nie chce. Z ciemnoszarego nieba leci białe paskudztwo razem ze strugami deszczu. Całą noc tak leciało. Wczoraj sporządziłam listę zakupów, ochoczo zaplanowałam sobie na dziś pyszny obiad: kawałek pieczonego łososia z sosem cytrynowym, do tego gotowane warzywa: kalafior, brokuł, papryka, fasola szparagowa. Mniam. Do tego pomarańcze, banany… o, i te wielkie jabłka,…

Read More Read More

Zmagania z białym puchem… ;-)

Zmagania z białym puchem… ;-)

21 lutego 2019 Uff, parę godzin niezłej „siłki” za mną. Ręce jeszcze trochę mi się trzęsą, nienawykłe do łopaty. Ale jakoś dam radę wypić parującą herbatę, pachnie bosko. Może nie powylewam. Nie zrobiłam dziś wszystkiego co radośnie wczoraj zaplanowałam, ale i tak zadowolona jestem bardzo. Większość przęseł płotu jest na swoich miejscach, połatana mniej lub bardziej solidnie. Izba i sień do czysta poodkurzane, nowy sprzęt wsysający paprochy spisał się na medal. Musiałam to zrobić rano, równie mocno mierziły mnie połamane…

Read More Read More

Oj, tupnęła nóżką Pani Zima… ;-)

Oj, tupnęła nóżką Pani Zima… ;-)

20 lutego 2019 Nareszcie! Herbata paruje z kubka i pachnie cytrusami, stopy już suche i ciepłe po wymoczeniu w gorącej wodzie z solą z lubością rozpychają mi się w wymoszczonych futerkiem bamboszach.  Sałatka z tuńczykiem smakuje wybornie, ogień trzaska w piecu a termometr ochoczo wypycha rtęciowy paseczek ku górze. Dziś nawet nie potrzeba mi muzyki, wystarczy to wesołe trzaskanie palącego się drewna. Jest cudnie. Wchodziłam dość długo, ale nie było tak źle jak się spodziewałam. Śniegowo-lodowa skorupa  zalega na wysokość…

Read More Read More

Śnieg pięciolecia… ;-)

Śnieg pięciolecia… ;-)

2 lutego 2019 Krzych z kolegami wyjechał do Chatki na weekend, wczoraj po pracy (a raczej po lekcjach) pomogłam im organizować parking w Modrzewisku, co okazało się nie lada wyzwaniem. – Mamo, u pani Grażyny się nie da, bo „niełodkidane”. – wyjaśnił Krzyś, prosząc mnie o załatwienie numeru do Kazka po sąsiedzku. – Podobno śniegu wzdłuż drogi po głowę! – A nie możecie „łodkidać”? – spytałam ze śmiechem. – Trzech chłopa was będzie. – To chyba śnieg pięciolecia! – usłyszałam…

Read More Read More

Zamiast gór – troszkę smętków znad góry papierzysk. ;-)

Zamiast gór – troszkę smętków znad góry papierzysk. ;-)

26 stycznia 2019 Trzeci weekend bez wyjazdu do chatki. Długa przerwa, więc lekki niepokój o dom czuję, ale żebym chlipała na zdjęcia smętnie spoglądając – co to, to nie! Pracy mam huk, spotkań z ludźmi sporo, nowe wyzwania i nowe perspektywy. Podział domu miejskiego ciągnie się jak nić dentystyczna (grymas twarzy podobny powoduje). Nikt się o nic nie wykłóca, wszyscy są zgodni i zdecydowani, chcemy po prostu urzędowego potwierdzenia, że te mieszkania należą do rodziny iks, a tamte do igrek….

Read More Read More