Blog

Post z powodu myszy i pierwszy śnieg… :-)

Post z powodu myszy i pierwszy śnieg… :-)

10 listopada 2019 Od rana zaskoczenia. Obudziłam się kwadrans po siódmej, zastanawiając się gdzie jestem i czy aby nie muszę się zrywać z pościeli. Po chwili dotarło do mnie, że oto właśnie przespałam siedem godzin bez przerwy, co nie zdarzyło mi się już… oooj, od dawna! Co więcej, zrywać się nie musiałam, bo Kalina zapowiedziała przyjazd około południa, zostało mi więc sporo czasu na poranne wygrzebywanie się i dotarcie do dworca. Rozpaliłam w piecu, zrobiłam sobie kawę i zasiadłam z…

Read More Read More

Kostek bliżej natury, a śmieci – daleko. :-)

Kostek bliżej natury, a śmieci – daleko. :-)

9 listopada 2019 Noc. Właściwie powinnam już się położyć i wyspać na zapas, jutro przyjeżdża Kalina na pogaduchy, może uda się przy ognisku, co od dawna planujemy. Prognozy na dziś wyglądały dość nieciekawie, pionowe paski symbolizujące opady deszczu ciągnęły się na sporą wysokość przez większą część dnia, przygotowana więc byłam na mokre wchodzenie pod górkę. Nic z tego jednak, rzeczywistość okazała się nad wyraz łaskawa i mogłam spokojnie zatrzymywać się po drodze, zachwycać sinymi chmurami wokół błękitnych plam nieba i…

Read More Read More

Przedzimowe porządki w domu i na niebie… ;-)

Przedzimowe porządki w domu i na niebie… ;-)

3 listopada 2019 Noc po smutnym dniu minęła spokojnie, tylko Kunagunda postukiwała obcasami na strychu, goniąc pewnie jakieś myszy albo inne smakołyki. Ileż to razy obiecywałam sobie solennie pozbyć się futrzaka, nabyć to zachwalane ustrojstwo w formie klateczki, z którą później wystarczy pojechać parę gór dalej i wypuścić hałasująco-niszczący kłopot do lasu. Jakoś nie mogę tego planu zrealizować, ewidentnie odzywa mi się tu prokrastynacyjna  cząstka osobowości. Ciekawa-m jednak, czy są ludzie, którzy takiej cząstki nie posiadają, którzy nigdy-nigdutko niczego nie…

Read More Read More

A kiedy góral umiera….

A kiedy góral umiera….

2 listopada 2019 Dziś w dolinie odbył się pogrzeb Huberta. Pożegnaliśmy naszego mistrza pszczelarstwa, wielbiciela swojej niewielkiej pasieki i troskliwego opiekuna rojów zamieszkujących jej ule. Jeszcze tak niedawno z uporem i cierpliwością odbudowywał zniszczone przez niedźwiedzia drewniane domki, jeszcze ciągle słyszę te jego opowieści o zwyczajach pszczół, mogłam ich słuchać godzinami, nawet jeśli się powtarzały. Miód, który od niego kupowałam, nie miał sobie równych. Nie zasiądziemy już przy „piesku” na mojej werandzie, nie pośmieję się z tej jego wiecznej ulgi,…

Read More Read More

„Terapia” Reny i proste rozwiązanie Jędrka. ;-)

„Terapia” Reny i proste rozwiązanie Jędrka. ;-)

20 października 2019 Jeszcze powietrze muska ciepłem za dnia, jeszcze ciągle nocą można wyjść przed dom w spodenkach i nie trzeba wpadać do sieni kuląc się z zimna i dygocząc z głośnym „brrrrrr”. Ciągle jeszcze chuch jest niewidzialny i rankiem na progu wystarczy bluza, żeby powitać słonce wytaczające się zza wielkiej lipy. Fantastyczna jesień. Weekend znowu za krótki i zbyt pośpieszny, miły, choć nie bardzo wesoły, bo z wizytą Reny, która ciągle do końca nie może pogodzić się ze śmiercią…

Read More Read More

Uciekająca rolka i powrót intruzów…

Uciekająca rolka i powrót intruzów…

13 października 2019 Co za ranek. Okazuje się, nie pierwszy raz zresztą, że i tutaj można być zbyt blisko ludzi. Irytujących ludzi, dodam. Ale właśnie dowiedziałam się też, dlaczego papier toaletowy sprzedaje się w rolkach: żeby było śmieszniej. 😉 Wstałam wypoczęta i zadowolona, kiedy zegarek wskazywał siódmą. Jeszcze bez słońca, ale już przy świetle dnia zasiadłam na progu z kawą, otulając się polarem. Cicho, rześko, przyjemnie. Przypomniałam sobie o „sprzężeniu zwrotnym” i uśmiechnęłam się, jak to robię od dobrych kilku…

Read More Read More

Cisza jesieni i jeleń bez kalendarza. :-)

Cisza jesieni i jeleń bez kalendarza. :-)

12 października 2019 Jak przyjemnie chrzęściły dziś pod stopami suche, kolorowe liście, pozwijane w fantazyjne trąbki. Droga sucha i wygodna, tylko na dolnym odcinku, tuż nad wsią, spływają środkiem miniaturowe potoczki. Powietrze przejrzyste, ciepłe i rześkie jednocześnie, a niebo – kiczowato błękitne, udekorowane gdzieniegdzie delikatnymi smużkami bieli. Drzewa jeszcze ciągle nie zaszalały kolorami, ale nie ma wątpliwości, że jesień to pełną twarzą. Słoneczna, złota i cicha. Wdrapywałam się dość wolno, pstrykając dziesiątki zdjęć na wszystkie strony. Trudno zdecydować który widoczek…

Read More Read More

Pospać, rudzika uwolnić, płot naprawić… i w drogę. ;-)

Pospać, rudzika uwolnić, płot naprawić… i w drogę. ;-)

6 października 2019 Coś podobnego. Z niedowierzaniem spojrzałam dziś zaspanymi oczami na zegarek pokazujący ósmą pięćdziesiąt jeden. Nie pamiętam już doprawdy, kiedy ostatnio tak długo spałam! A sen urwał mi się na rozmowie z prawniczką w pięknym, nadmorskim miasteczku w USA, gdzie to niespodziewanie przyjmowałam spadek. Nie zdążyłam się dowiedzieć po kim, nie zdążyłam nazachwycać się pięknym miejscem z białym budynkiem otoczonym z rzadka smukłymi drzewami i trawnikami przy jasnej, pustej plaży z czystym bezmiarem wody po horyzont. Nie pamiętam…

Read More Read More

A jednak – nie ma jak we własnej chatce… :-)

A jednak – nie ma jak we własnej chatce… :-)

5 października 2019 Siąpi, mży, skręca włosy i spływa strużkami po twarzy, chlupoce i mlaszcze pod nogami. Jesień. Dziś ta chłodniejsza, mokra odmiana, wiatr na szczęście jest lekki a i temperatura nie spadła wybitnie, więc jest całkiem fajnie. Nawet teraz, nocą, powietrze przyjemnie i rześko chłodzi kiedy wychodzę przed dom po drewno. W domu jest już cieplutko i ogień wesoło trzaska w piecu, w bonusie roznosząc zapach palonego igliwia. Wrzuciłam kilka suchych świerkowych gałązek. Dopiero wieczorem dotarłam na Groń, większość…

Read More Read More

Po rykowisku, a grzybów nadal w bród. :-)

Po rykowisku, a grzybów nadal w bród. :-)

28 września 2019 Za oknami już prawie ciemno, zasunęłam pomarańczowe zasłony, z żalem żegnając piękny, jesienny dzień. Jakiś pojedynczy jeleń porykuje jeszcze z lasu pod domem Huberta, sójka – pięknota wtóruje mu skrzekliwie, latając uparcie między orzechem a lipą i co jakiś czas przysiadając na słupku werandy, jakby chciała mnie wziąć na świadka czyjegoś karygodnego zachowania. Myślałam, że uda mi się zrobić jej choć jedno zdjęcie, ale gdzie tam. Spyla, ledwo wysunę obiektyw. Napracowałam się dziś trochę, naodpoczywałam tyleż i…

Read More Read More