Blog

Zapasy drewna są i uśmiech nadal jest. A jutro będą zakwasy… ;-)

Zapasy drewna są i uśmiech nadal jest. A jutro będą zakwasy… ;-)

14 września 2019 Już wieczór. To fantastyczne, że dzień kończy się takim samym uśmiechem, jakim się zaczął. Co zaplanowałam – zrealizowałam, a do tego kilka spotkań i rozmów sprawiło, że dzień ten był lepszy, niż mogłabym sobie tego życzyć. Jestem totalnie zmęczona, ale co tam. Jest cudnie. 🙂 Rankiem pomaszerowałam dziarsko do tartaku zapłacić za drewno przywiezione przez Marka. Dobrze, że mu zaufali, choć właściciel tartaku nijak nie mógł po opisie skojarzyć dla kogo właściwie ten Marek drewno bierze. Dopiero…

Read More Read More

W pogoni za myszą pod Księżycem Żniwiarzy… ;-)

W pogoni za myszą pod Księżycem Żniwiarzy… ;-)

14 września 2019 Nie ma jeszcze siódmej, a Groń tonie w złotym świetle słońca. Kawa jeszcze leciutko paruje, ale już nie parzy ust, to najlepszy moment do delektowania się jej smakiem. I widokiem gór o poranku. Cudowna jest świadomość, że mogę tu spędzić wszystkie godziny tego dnia i wieczorem położyć się spać w tym samym łóżku z którego o świcie wstałam. A teraz, już umyta, ubrana i zadowolona siedzę i czekam na odgłos pyrkania traktora Marka, przywiezie mi drewno na…

Read More Read More

Grzybiarze we mgle i skleroza, która jednak boli… ;-)

Grzybiarze we mgle i skleroza, która jednak boli… ;-)

8 września 2019 Krótki wypad po odczyt licznika. Dotarłam do chatki przed wieczorem, trochę niespokojnie wchodziłam na Groń, grzechocząc uparcie. To już pora spacerów dzikowych i jeleniowych, szczególnie przy takiej pochmurnej i chlipawej aurze jak wczoraj. Deszcz opadał cichą mżawką a drzewa przysypiały na stojąco. I ta niesamowita cisza wszędzie. Nawet strumyk usłyszałam dopiero z jakichś dziesięciu metrów, jakby ta snująca się mokra mgła tłumiła wszystko gęstą poduchą. Jak zaczarowana przyglądałam się wędrówce tej szarej poduchy, rozbijała się o wielkie…

Read More Read More

Wiktoria Wiktorii a mnie jest żal…

Wiktoria Wiktorii a mnie jest żal…

1 września 2019 Ostatni ranek… no właśnie: czego? Wakacji? Nie. Urlopu? Też nie. Chwilowego bezrobocia. Brzmi okropnie, ale tak właśnie jest. Uch, jak dobrze, że nie musiałam wracać do tej samej szkoły… Ale dość o tym, dziś zza lipy świeci słońce, liście szumią delikatnie i w trawach grają cicho jakieś rosą, rześkie i chłodne, ale pewnie szybko zmieni się w skwar. pasikoniki – ranne ptaszki. Trawa, odrastająca bujną czuprynką po jedynym tego lata koszeniu, jest soczyście zielona, ale liście drzew…

Read More Read More

Dziki, które nie dziczą i burza, która „posła bokiem”. ;-)

Dziki, które nie dziczą i burza, która „posła bokiem”. ;-)

31 sierpnia 2019 Chyba nadciąga burza. Utrudzone słońce schowało się za szare poduchy, chyba już mu gorąco samemu ze sobą. Naświeciło się dzisiaj, że ho ho! Jakoś trzeba było to docenić, kilka razy wylazłam i ja na te moje „dwieście” na werandę. Ba! Nawet raz wytrzymałam do czterystu! Nie cierpię się opalać, ale system liczenia do dwustu a potem zmykania do chłodnej izby jakoś mi pasuje. Wszystko, by nie wyglądać jako ta porcja twarogu na pierwszym spotkaniu z nowymi uczniami…

Read More Read More

Kawka za kawką i znowu w domu. :-)

Kawka za kawką i znowu w domu. :-)

30 sierpnia 2019 Wróciłam, jestem znowu w domu. Świerszcze przygrywają pomrukom burzy i dalekim grzmotom od czasu do czasu. W gałęziach lipy coś kiwita i świergocze, wskoczyłam gładko w gorący dzień na Groniu, jakbym w ogóle stąd nie wyjeżdżała. W krótkim czasie sporo się wydarzyło, haha, teraz to by mi się przydał solidny odpoczynek. Ale kto powiedział, że solidny musi oznaczać długi? Solidny obiad można zjeść w pół godziny, ja postaram się do syta wypocząć w trzy dni. Jednak potrzebuję…

Read More Read More

Ucieczka przed pluszakiem i pożegnanie miłych gości…

Ucieczka przed pluszakiem i pożegnanie miłych gości…

17 sierpnia 2019 Pojechali. W chatce dziwnie cicho i nagle jakby ściany trochę się rozsunęły, przybyło metrów kwadratowych. Słychać tykanie zegara i cykanie świerszczy za oknem a Tosia wskakuje na parapet i rozgląda się zdziwiona po izbie. Niby spokojnie i swobodniej jest się przemieszczać, ale jednak żal. Nie udało nam się powędrować na Grzebyk, wczoraj zeszliśmy jedynie po zakupy najdalszą drogą przez Groń, dłuższego wyjścia nie ryzykowaliśmy. I słusznie, ledwo wróciliśmy ze świeżymi zapasami owoców w plecakach, szare i tak…

Read More Read More

Podchody, ognisko i samica buraka. ;-)

Podchody, ognisko i samica buraka. ;-)

15 sierpnia 2019 Powoli robi się wieczór po wesołym dniu. Nie, to jeszcze nie koniec: jeszcze będzie ognisko i pieczenie kiełbasek, pewnie jakieś „kalambury” i zgadywanki ku radości kolejnej, pewnie spontaniczne rymowanie i podśpiewywanie na zadany temat. Jak to zwykle przy ognisku, które właśnie przygotowują chłopaki. Staszek i jego synowie przyjechali przedwczoraj, dziś zrealizowaliśmy nareszcie zaplanowane wiosną i uniemożliwione przez mój „sznurówkowy” wypadek podchody. Tym razem to Staszek z jedenastoletnim Wiktorem wyruszył na przygotowanie trasy, kiedy ja i starszy od…

Read More Read More

Lisy, osy i „łup!” – podręcznikiem. ;-)

Lisy, osy i „łup!” – podręcznikiem. ;-)

12 sierpnia 2019 Oj, plecak mój dziś postękiwał przy zapinaniu, zakupów sporo musiał pomieścić. Zwróciłam mu jednak uwagę, że on przynajmniej nie musi wchodzić na Groń, a będzie po królewsku wniesiony! Nie wiem czy moja argumentacja podziałała, ale – zamknął się.  😉 Jutro przybywa Staszek z Patrykiem i Wiktorem, trzeba było mi zaopatrzyć się w słodkie wspomaganie podchodów, misę owocami i warzywami dopełnić, a lodówkę – rybami. Dumna byłam z siebie, że jakimś cudem nie zapomniałam o torbie termicznej i…

Read More Read More

Chodzi lisek… koło nogi. ;-)

Chodzi lisek… koło nogi. ;-)

11 sierpnia 2019 Znowu przyszedł. Mały, chyba młody lis z popielatym ogonem, którego w ubiegłym tygodniu widywałam kilka razy za płotem Kasi i raz odwiedził nas podczas pobytu Majki i Ani. Pojawił się wtedy, gdy usiłowałam przywołać Tośkę. Kota ani śladu, za to lisek przybiegł po prostu kiedy Majka i ja siedziałyśmy na schodach, odpoczywając po zbieraniu resztki starych dachówek wrośniętych w poletko Huberta, a Ania zmywała naczynia w sieni. Przestraszyłam się nie na żarty, kiedy podszedł do nas na…

Read More Read More