Blog

A co za zakrętem?…

A co za zakrętem?…

8 maja 2021 To nie dziś, a ubiegłą sobotę spędziliśmy na Siwym Groniu. Dziś – siedzę sama w „domiszczu”, kolejny dzień przeglądając oferty tanich domów na sprzedaż. Jeszcze powoli wygrzebuję się z tego leja po bombie, w który wpadłam niedawno, wydawał się tak głęboki, że nieba z dna nie widziałam, a pył po wybuchu gęsty był i gryzący, choć świadoma byłam tego, że opadnie i ukaże całkiem nową i – przecież lepszą – rzeczywistość. Późno, wiem. Na wiele spraw już…

Read More Read More

Okna gotowe na wiosnę, choć droga w zaspach… ;-)

Okna gotowe na wiosnę, choć droga w zaspach… ;-)

27 lutego 2021 Pochmurna, siąpliwa sobota zmierza ku końcowi, spokojny i cichy to był dzień. Obyło się bez wędrówek i bez prac remontowych, ot, jedynie klocki z drewutni poszły pod topór i łapy świerkowe w drewnianym ceberku zamieniliśmy na świeże i pachnące pozimowym lasem. Ptaki w lesie dziś świergolą wniebogłosy, ale poza tym nic nie przypomina jeszcze o wiośnie. Wczoraj przyjechaliśmy razem z naszą sąsiadką Kasią. Mieszkam teraz pod Katowicami, zajęło jej więc niecały kwadrans by dojechać do mnie tuż…

Read More Read More

Zimy odsłona nieciekawa i komoda całkiem bez szuflad… ;-)

Zimy odsłona nieciekawa i komoda całkiem bez szuflad… ;-)

7 lutego 2021 Wyjazd na Groń był już absolutnie nieodzowny: ponura, lepka chandra dopadła i mnie, i Krzysia, więc mimo pewnej niechęci z jego strony, postanowiłam pokonać wszystkie „ale” i w końcu późnym piątkowym popołudniem wjechaliśmy między zabudowania Modrzewiska, gdzie na poboczach spolegiwały gdzieniegdzie szarawe bryły starego śniegu. Niewiele tym razem rozmawialiśmy w drodze, obydwoje pogrążeni w swoich troskach, ale perspektywa składania szafek, upakowanych jeszcze w fabryczne pudła i wciśniętych między torby w bagażniku, budziła uśmiech i tak. Jak się…

Read More Read More

„…i góry zostawić trzeba…” i tak dalej. ;-)

„…i góry zostawić trzeba…” i tak dalej. ;-)

16 stycznia 2021 Znowu kończy się dzień, za oknem ciemność rozświetlona śniegiem przykrywającym ziemię, tyle że ta ziemia jest już płaska, a ja oglądam ją z okien mojego wynajętego mieszkanka na osiedlu. Wczoraj od rana krzątaliśmy się z Krzychem po naszej chatce, pakując do toreb pościel, bluzy i obrusy wymagające solidnego wyprania, przygotowywaliśmy dom na kolejne mroźne dni, trzeba było zabezpieczyć cały nasz nowy system wodno – kanalizacyjny, a trwało to calutkie dwie godziny, bo przecież nie mogło obejść się…

Read More Read More

Wbrew pozorom łatwiej wjechać, niż zejść… ;-)

Wbrew pozorom łatwiej wjechać, niż zejść… ;-)

14 stycznia 2021 Kończy się mroźny i biały dzień, Krzych czyta coś opatulony kocem na swoim posłaniu, radio cicho gra, a w piecu jak zwykle trzaskają palone szczapy. Porąbaliśmy dziś trochę drewna, odśnieżyliśmy ścieżkę do furtki i za nią, aż do parkingu Krzysiowej terenówki, która stoi teraz pod kołderką śniegu i wygląda na wielce niezadowoloną z tych lodowatych piernatów w jakich przyszło jej nocować. Obeszliśmy też Groń w polowaniu na zimowe kadry, brnąc niemal po kolana w sypkim jeszcze –…

Read More Read More

„Rosół z opium” i kaprysy zielonej banieczki… ;-)

„Rosół z opium” i kaprysy zielonej banieczki… ;-)

12 stycznia 2021 Słońce nawysilało się widać niemożebnie przez dwa ostatnie dni, bo dziś zaległo gdzieś znowu za gęstymi chmurami. Po wczorajszym barwnym zachodzie spodziewałam się raczej kolejnego pogodnego świtu, a tu – paskuda. Cały dzień tonie w szarości i bezdechu oczekiwania na śnieg. Chyba. To nie pogoda jednak zajęła dziś moje myśli i markotność narzuciła połowie dnia, a zielona banieczka w kącie komórki, czyli nasz sympatyczny hydroforek. Wstałam dość późno, dopiero o ósmej wygrzebałam się z ciepłej pościeli, rozpaliłam…

Read More Read More

A jednak wędrówka i co daje taktyka „miejscowy”. ;-)

A jednak wędrówka i co daje taktyka „miejscowy”. ;-)

11 stycznia 2021 Wieczór. Może ostatni samotny w czasie tego urlopu, Krzyś przyjeżdża jutro lub pojutrze, sam jeszcze nie wie na pewno. Słońce zaszło już za góry, żegna się jeszcze różowawą smugą za koronkowymi gałęziami wielkiej czereśni na polu Huberta. Oczywiście, nie oparłam się pokusie powędrowania i nawet pretekst sobie znalazłam, zanosząc kolejne pisemko do Urzędu Gminy. Największe moje obawy co do warunków na drodze dotyczyły odcinka między sosnami w Modrzewisku, tam zawsze jest diablo ślisko i trzeba iść lasem,…

Read More Read More

Belferskość niereformowalna i mróz jak z obrazka… :-)

Belferskość niereformowalna i mróz jak z obrazka… :-)

11 stycznia 2021 Jestem niereformowalna jednak. Belfer od podszewki, z bezsensowną obowiązkowością pod skórą. 😉 Cudowna pogoda wczoraj zachęciła mnie do niedalekich spacerów, po śniadaniu poniosło mnie z domu precz, połaziłam więc trochę dołem, trochę górą, ciesząc się chrupotaniem przymarzniętego śniegu pod butami, słońcem na błękitnym niebie i nawet mrozem szczypiącym lekko w policzki. Popstrykałam nieco zdjęć wszystkim tym cudownościom dookoła, pozachwycałam się i nauśmiechałam do syta pełną gębulą, jako że w takim miejscu nie istnieje najmniejsza potrzeba zakładania maseczki….

Read More Read More

Nie ma czasu na nudę i zgadywanki traperskie… :-)

Nie ma czasu na nudę i zgadywanki traperskie… :-)

9 stycznia 2021 Dwadzieścia minut więcej słońca! 😀 Co prawda to słońce dzisiaj szybko zrezygnowało z wędrówki otwartym niebem i wlazło w szare poduchy, od południa ciemno było i ponuro, pejzaż dookoła wyglądał mało urokliwie i jak przez popielaty filtr, brrr. Pozwoliłam sobie dziś na dość długie wylegiwanie się w ciepłej pościeli, planując spacer na Wiśniową i przyległości, bez schodzenia tym razem w dolinę. Ciemności za oknami jednak zniechęciły mnie i do takiej wędrówki, zrobiłam więc półgodzinną sesję „siekiera-fitness” przed…

Read More Read More

Dziki piątek… plus siedemnaście. :-)

Dziki piątek… plus siedemnaście. :-)

8 stycznia 2021 – Ech, jaki tam dobry, pani Marylko, dziki ten dzień jest! Dziki piątek! – przywitał mnie dziś ponuro pan Bronek w taksówce. – O, to mi przykro, że ma pan taki nieudany dzień, ale może do wieczora jeszcze coś się polepszy? – zagadnęłam zdziwiona niezwykłym dla niego pesymizmem. – Szybciej spieprzy, niż polepszy, lepiej niech się już skończy i tyle. A pani przynajmniej kupiła wszystko co trzeba? – Owszem, choć ja dzisiaj głównie do urzędu przyszłam, udało…

Read More Read More