Wielkopiątkowe wzruszenia wielkanocne… ;-)

Wielkopiątkowe wzruszenia wielkanocne… ;-)

1 kwietnia 2018

Kurczę, biało.

Udał się Naturze ten prima-aprilis, nie ma co! 😉

Góry nam ktoś zakosił, nawet Grzebyk wyparował ze swojego miejsca, a tam gdzie zwykle stoi, teraz unosi się sina mgła. Warstewka śniegu leży na polach, w lesie drzewa oprószyło, ale w dolinie stopniał, ledwo ziemi dotknął. Strumyk za to trudniejszy do przebycia, już nie dało się przeskoczyć go z kamienia na kamień o suchej stopie…

Chcieliśmy po południu upiec „Urszulki”, ale jednak zrezygnowaliśmy. Nie, żeby nie dało się ogniska rozpalić, to już bywało i na śniegu, ale zwyczajnie zimno jest i niewielka to przyjemność, kiedy po plecach taki ziąb smaga. 😉

Śnieg w Wielkanoc to żadna nowość, bywało wszak i naprawdę mroźnie, jak wtedy kiedy znaleźliśmy Eliasza. To przecież była Wielka Sobota, a warstwa białego zalegała po uda.

Mnie dziś przypomniał się jeden szczególny Wielki Piątek. Jakieś dwanaście lat temu. Byliśmy z Krzysiem na dole, robiliśmy ostatnie zakupy przedświąteczne, załatwiałam sprawy w urzędzie, wstąpiliśmy też do kościoła. Trwała akurat Droga Krzyżowa, usiedliśmy w ławce z tyłu. Grupka młodzieży prowadziła modlitwę, rozległy się dźwięki gitary. Zdziwiłam się nieco, pamiętam jeszcze z czasów „klasztornych” że ten dzień jest dniem bez instrumentów. Ale w końcu sporo lat minęło, od tamtego czasu mogło się coś zmienić a ja nie byłam na bieżąco…

Zamarłam jednak nie z powodu użycia gitary. Usłyszałam jakże szczególne dla mnie słowa piosenki: „Powiedz, Panie, dokąd zdążasz w tę upalną, letnią noc…”

Chwyciłam rękę Krzysia i szepnęłam:

– To moja piosenka! Quo Vadis!

– Twoja ulubiona? – nie rozumiał Krzyś.

– Nie ulubiona. Ja ją napisałam! – ze wzruszenia trudno mi było mówić.

Wykonanie było takie sobie, parę słów zmienionych. Ale to było moje „Quo Vadis”! Napisane i skomponowane dawno temu, nagrane na kasecie wraz z innymi moimi piosenkami dla Ojca Tomasza, przeora Karmelitów Bosych. To pewnie przez niego piosenka trafiła aż tutaj. Przedziwne, że akurat zaśpiewano ją, kiedy my weszliśmy do kościoła. Nie pięć minut wcześniej.

Krzyś nie bardzo wiedział co o tym myśleć. Kiedy po kwadransie wyszliśmy z kościoła, spytał mnie rzeczowo:

– A prawa autorskie?

Parsknęłam śmiechem. Gdzieżby ktoś kiedyś myślał o prawach autorskich! Miałam jakieś dziewiętnaście lat, byłam szczęśliwa i dumna, że ktoś chciał słuchać moich kompozycji, zresztą i teraz cieszę się, że nie zostały po prostu zapomniane i czasem ktoś je jeszcze śpiewa. Z wrażenia zadzwoniłam do mojego przyjaciela z tamtych lat, obecnie zakonnika.

– Pewnie, że pamiętam twoje „Quo Vadis”! To była moja ulubiona piosenka! – śmiał się. I wcale nie był zaskoczony.

Najgorsze to, że jeden wers pozostał niepoprawiony. Jakoś nie mogłam wymyślić i zostało takie niezgrabne… Aż dziwne, że tego miejsca akurat nikt przez lata nie zmienił, choć „poprawiono” inne miejsca które wcale poprawki nie potrzebowały, haha.
Parę lat temu sprawdzaliśmy w Internecie, okazuje się że moja piosenka krąży tu i tam, czytałam wypowiedzi, że jest bardzo lubiana. Wykonania – spuśćmy zasłonę milczenia… Na szczęście nikt nie podszywa się pode mnie i nie figuruje jako autor tekstu i melodii. Chyba zbyt wiele osób pamięta jeszcze, jak powstawały. 🙂

A dzisiaj jest Wielkanoc, sypie śnieg i jest wesoło. Choć góry zniknęły za kłębami mgły, jest pięknie, jak zwykle tutaj.

Wielkanocności zatem radosnej!  🙂

Aha, ale to nie jest prima-aprilis. Naprawdę napisałam tę piosenkę. I parę innych. Ot, gorliwość młodzieńcza. 🙂


14 thoughts on “Wielkopiątkowe wzruszenia wielkanocne… ;-)

  1. Piekna przypowiesc Wielkanocna. Przypomniala mi nasze krotkie wakacje we Wloszech. Wchodzimy do kosciola a tam akurat msza po polsku;)

    1. Haha, to mnie się przypomniała właśnie msza po… węgiersku. Byliśmy w parę osób i strasznie trudno było nam powstrzymać ataki śmiechu co i rusz… ;-D

  2. Bardzo ładna ta piosenka, więc to może nie przypadek że ją śpiewali w kościele, tylko stały przedświąteczny zwyczaj i nic dziwnego, że ją usłyszałaś 🙂
    Pozdrawiam i życzę radosnych wiosennych dni.

  3. Marylo, powiem szczerze, bo inaczej nie warto: faktycznie, jest w tamtym miejscu potknięcie, natomiast reszcie tekstu trudno cokolwiek wytknąć. Nie odbieram go jako naiwnego – jest szczery. Był dyktowany czystym, młodym, prawdziwie wierzącym sercem i nie dziwię Twojemu sentymentowi.
    Teraz, gdy kopa lat za mną, chciałbym przeżywać swoje wiary, miłości, swoje życie, tak intensywnie, tak gorąco, jak w młodych latach, i nie nazywałbym tej zdolności naiwnością.

    1. Słusznie, nie warto inaczej. 🙂
      Jasne, że jest potknięcie, sama nie wiem czemu tak to zostawiłam, piosenek było sporo, to jakoś w tej jednej mi umknęło, za każdym razem jakoś nadrabiałam intonacją, i obiecywałam sobie nad tym przysiąść. Jak widać, cacanki to były. 😉

  4. Nie wiedziałem, że sama pisałaś kiedyś takie teksty. Zawsze będziesz mi się kojarzyła z Mrs.Robinson i z chatką na Krawcowym Wierchu. Super. Pozdrawiam

    1. Na Krawcowym? Młody, to była Błatnia.
      Mrs Robinson śpiewałam? :-)))
      No popatrz, nawet nie pamiętałam, głównie ćwiczyłam „Ciszę” Norwida (przynudzałam znaczy…), pojechałam tam z koleżankami żeby w spokoju przygotować się do konkursu poezji śpiewanej…
      Z tych wesołych rzeczy pamiętam, że ochoczo (już w piątkę) graliśmy w „filmy” i było bardzo fajnie. 🙂

      1. W takim razie wprowadzam korektę do swojej pamięci . Od dzisiaj jak mnie ktoś zapyta, skąd znam Marylę ? Prawidłowa odpowiedź brzmi : Błatnia 🙂 Jednak Mrs Robinson na Norwida nie zamienię . Stary już jestem i pamięć szwankuje , ale chociaż nick mam młody 🙂

        1. OK. Mrs Robinson się nie wypieram, bo śpiewałam, choć wtedy głównie tę „Ciszę”. Na Krawcowym nigdy nie byłam. 🙂
          A Ty dla mnie zawsze jesteś i będziesz Młody. 😀

  5. Dzień dobry 😊
    Czytam i myśle niesamowite !
    Czy nie myślałaś wtedy ze to jakiś znak ?
    No bo chyba nie przypadek! Zresztą nie ma przypadków , nic się nie dzieje bez przyczyny.
    Poza tym piękne słowa .

  6. Niesamowite!!!
    Ps: ja również popieram prośbę Krzysztofa i proszę o tekst, bo pierwszy wers jest piękny!!!

    1. Powiedz, Panie, dokąd zdążasz w tę upalną, letnią noc?
      Dokąd Cię prowadzi droga?
      Dokąd idziesz w taki mrok?
      Powiedz, Panie, czemu w oczach
      taki wielki smutek masz,
      czemu patrzysz jakbyś prosił o coś?
      Panie, quo vadis?

      Idę jeszcze raz dać do krzyża przybić ręce,
      idę jeszcze raz życie swe poświęcić.
      Jeszcze jeden raz idę spojrzeć z krzyża tam gdzie stoi Matka.
      Dla ciebie, człowieku.

      Nie chcę Panie, ABYŚ ZDĄŻAŁ (hehe, to właśnie to miejsce którego nie zdążyłam poprawić i którego się wstydzę… 😉
      w tę upalną, letnią noc…
      By na krzyż Cię prowadziła szara droga w taki mrok.
      Wiem już, Panie, czemu w oczach taki wielki smutek masz.
      Wiem już… i wracam.

      Pójdę, jeśli chcesz, dać do krzyża przybić ręce.
      Pójdę za Ciebie życie swe poświęcić.
      Pójdę zamiast Ciebie spojrzeć z krzyża tam
      gdzie stoją ludzie.
      Dla Ciebie, Chrystusie…

      Ot, i cała piosenka. Wiem, naiwny, młodzieńczy tekst, ale mam do niej sentyment. 🙂

  7. Wyobrażam sobie Twoje zdziwienie i radość. Miłe przeżycie.
    Więc pisałaś teksty piosenek! A czy można liczyć na opublikowanie tutaj tekstu piosenki słyszanej w kościele?

Skomentuj Krzysztof Gdula Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *