Pożegnanie „Basiora”…

Pożegnanie „Basiora”…

17 lipca 2018

Stary Pioter nie doczekał powrotu „Basiora”.

Góry żegnają go łkając , deszcz od rana zmywa niedawne ślady jego zielonych, poplamionych farbą kaloszy, zmiękczając skalistą ziemię żeby mogła przyjąć go wdzięcznie. Dzień zaczął się dostojną ciszą, czubki wielkich jodeł i świerków wystawały ostro, jak poczet honorowy, sponad popielatej mgły stojącej nad lasem.

Pożegnaliśmy go i my.

Stałam w grupce milczących ludzi na przystanku, deszcz też padał bezgłośnie. Pani Grażyna, jedyna znana mi bliżej, odezwała się nagle:

– A pamiętacie jak zawsze się witał, taki uprzejmy, o zdrowie całej rodziny wypytał…

– Mój Kazek to się zawdy śmioł, ze Pioter to ino pyto a i tak nie pamiynto… – uśmiechnęła się tęga, starsza pani w pstrokatej apaszce pod szyją.  – Ale dobry był cłowiek…

– Ano, dobry. Naszemu Jędrusiowi jabłka przynosił, odkąd pamiętam. Całe lata! Bo kiedyś, jak Jędrek mały był, to mu smakowało okropnie takie z jabłonki Piotrowej. – westchnęła siedząca obok  niej na ławce czterdziestoparolatka w błękitnym płaszczu. Poprawiła wielki, czarny parasol nad sobą i sąsiadką.

– Ady i do wos, do Gronia, tyz zachodził trowe kosić. – zwróciła się do mnie zupełnie nieznajoma, sympatyczna kobieta o siwych włosach.

– Ano, zachodził. – przytaknęłam. – Nawet ostatnio sąsiadowi pomagał, aż się dziwiłam bo nie wyglądał najlepiej… Ale wolę go pamiętać takiego z humorem i życzeniami „Coby wom się woda zmieniała w nojlepse winko”.

Wszyscy uśmiechnęli się na wspomnienie tych jego sławetnych życzeń.

– Aaa, wom tyz tak godoł? Lubieć wos musioł. – znany mi z widzenia sąsiad wstał energicznie i otrzepał spodnie. – Jedzie!

Autobus przyjechał prawie pusty, wsiedliśmy wszyscy swobodnie. Usiadłam na pierwszym siedzeniu, przy zaparowanej nieco szybie. Przetarłam ją ręką i spojrzałam na góry. Zapowiadało się, że cały dzień już tak będzie szaro i mokro. Łagodne szczyty były ciemnoszare, miedzy nimi pałętała się sina mgła.

– Smutny dzień, co? – pani Grażyna usiadła obok, chowając bilet do torebki. – Mogę tu gdzieś postawić parasolkę?

– Pewnie, oprę o okno. – wzięłam od niej ociekający wodą parasol i umieściłam długą rączkę w luce między siedzeniem a oknem.

– Mam wyrzuty sumienia. – zamyśliła się sąsiadka. – Tyle razy ostatnio prosił żeby go odwiedzić, a ja zawsze obiecywałam i odkładałam na jutro. Taki to człowiek głupi, myśli że ma czas na wszystko…

Kiedy wchodziłam, nad domem Huberta już unosił się dym z komina, wrócił wcześniej z kuzynem. Nie dym, rzecz jasna, a Hubert. Dym za to stapiał się z wisząca nad nim mgłą, jakby to z komina właśnie ta mgła się wydobywała.

Melka przywitała mnie jak zwykle miauczeniem i ocieraniem się o nogi. Pompel mały. Otworzyłam okno, żeby mogła wyjść choć na werandę, ale zasiadła tylko na parapecie, rozglądając się bacznie. A z nieba lunęło solidnie!

Znowu miałam szczęście wchodząc na Groń, nie musiałam nawet zakładać kaptura, bo w tamtej chwili siąpiło jedynie. Szłam nawet powoli, posilając się malinami prosto z krzaka, mytymi lekkim deszczem. Jak to dobrze, że wczoraj zdążyłam wykosić większość podwórka i zrobić porządek z listwą na werandzie! Po ostatnim likwidowaniu gniazd os, zostało sporo zaschniętej już pianki, wystającej brzydko ze szpar w zetknięciu podłogi werandy ze ścianą domu. Oczyściłam wszystko, podłutowałam trochę deski odstające zbyt mocno od ściany, przybiłam listwy i pomalowałam je. Wygląda dobrze, no i jest zabezpieczone.

Deszcz już zelżał, choć ciągle pada. Wyszłam z kubkiem herbaty na próg, Melka przycupnęła obok. Cisza lewituje w tej mgle dookoła nas, czasem odsłania czubki drzew i zarysy gór, czasem głośniej odzywa się strumyk z lasu i świergolą ptaki.

Stary Pioter nie wstąpi już „pokłonić się”, wypić przesłodzonej herbaty i postraszyć powrotem „Basiora”. Razem z Janeczką będą teraz mogli kłócić się do woli, jaka trawa lepsza dla krów i czyja nalewka mocniejsza.

A ja muszę pójść po wiadro z deszczówką, na pewno już pełne.


 

12 thoughts on “Pożegnanie „Basiora”…

  1. Zapamiętałam starego Piotera ze słodzenia herbaty…
    Teraz oboje z Janeczką będą pilnować Cię „z góry”…..

  2. Odeszła druga już osoba, do której poczułem sympatię po przeczytaniu Twoich tekstów.
    Tak, teraz Pioter nie będzie samotny, będąc z Janeczką.

    1. Hm, w życiu nie bardzo się lubili, ale teraz nie muszą już sobie nawet tego tłumaczyć. 🙂

  3. Takie życie, ale nie zawsze umiemy to przyjąć, pogodzić się….A być do końca swoich ostatnich dni w samotności- bardzo przykre. Wczoraj wychodząc z wnukami na wieczorny spacer spotkałam znajomą z którą kiedyś pracowała moja mama – była zawsze okazem zdrowia, elegancji….A teraz schorowana, czekająca na dwie operacje kręgosłupa- ale inne problemy zdrowotne nie pozwalają na przeprowadzenie operacji. Zapytała mnie czy może że mną przejść na spacer…oczywiście było mi bardzo miło. Okazuje się zeby być sprawna musi codziennie przejść chociaz 200m spacerkiem. Ale nie to jest problemem – problemem jest to że jest samotna…..mąż nie żyje od kilku lat a dzieci i wnuki w Warszawie zapracowani nie mają czasu do niej przyjeżdżać (20 km od naszego miejsca zamieszkania) Widząc jej smutek w głosie i oczach sama miałam łzy w oczach….dziś w nocy nie mogłam spać myśląc jak straszna jest samotność zwłaszcza na starość. W najbliższych dniach wybieram się do niej z mamą- jednak cały czas mam w głowie ten jej smutek samotności, schorowanej samotności i……znieczulucę najbliższych…..obyśmy nigdy nie byli samotni……Pozdrawiam Cię i chyba ja muszę się wybrać na taki spacer aby gałęzie drzew zmiotly że mnie te wszystkie smutne myśli….

    1. Oooo, właśnie. O to dokładnie mi chodzi. Takich ludzi, takich historii jest wiele, zbyt wiele…

  4. Takie to juz koleje zycia. Czasem zastanawia mnie jak to pogoda sie dopasuje do okolicznosci…

    1. Rzeczywiście. W mieście jakoś się tego nie czuje, tutaj – wszystko się jakoś nawzajem przenika.

  5. Witam serdecznie.
    Jesteśmy świadomi nieuchronności przemijania, a jednak zaskakuje nas ona i nastraja refleksyjnie …… Ktoś umiera, ktoś się właśnie urodził …… Normalna kolej rzeczy, ale zrobiło się refleksyjnie i smutno. Miejmy nadzieję , że ten nastrój przeminie razem z deszczem . Czego Ci autorko fascynującego bloga i jego czytelnikom serdecznie życzę . Janusz

    1. Dziękuję Januszu. Choć w moim blogu nie ma niczego fascynującego, a tylko zwyczajne życie. 🙂
      Nie przeraża mnie nieuchronność przemijania, można powiedzieć że akceptuję ją w pełni.
      Co mnie smuci, to sposób w jaki niektórzy z nas odchodzą: boleśnie, samotnie, zignorowani przez pozornie najbliższych czyli rodzinę.
      Ale fakt, wraz z deszczem przeminie i ten nastrój. 🙂

      1. Oby z deszczem też mijała obojętność. Wtedy to bym chciał aby regularnie lało jak z cebra.

        1. Z deszczem? Deszcz przecież należy do zwolenników obojętności! Wszystko mu jedno, na co pada.
          Przyśpiewka taka jest…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.