Koszę ja, kosi i burza…

Koszę ja, kosi i burza…

2 sierpnia 2018

Ostatnio każde popołudnie uatrakcyjnione jest burzowymi pomrukami i chmurzyskami, oprócz zbiorów deszczówki trudno cokolwiek zaplanować. Do południa jedynie można bezkarnie poszwendać się po górskich ścieżkach lub chaszczach jeśli kto woli.

Przedwczoraj, zachęcona nadciągającymi sinymi poduchami, postanowiłam pozamiatać zielone kurze wokół domu, dziarsko uchwyciłam kosę elektryczną w garść i uznałam że będę kosić do pierwszych kropel deszczu. Na jakiś kwadransik się zanosiło, nie dłużej.

Wykosiłam dokładnie ścieżkę, „zadomie małe”, cały pas wzdłuż „rufy”, potem cały pas od strony werandy, ręce już mi się trzęsły i trudno było utrzymać szklankę z wodą popijaną od czasu do czasu, a rzeczonych kropel z nieba nie było! Minęła jedna godzina, minęła i druga, podwórko było już niemal całkowicie wykoszone, a ja dokumentnie upstrzona kawałeczkami zielonej tkanki roślinnej, kiedy łaskawie kropnęło. Mżawką zaledwie.

– A teraz to „se” możesz… – burknęłam tylko, ocierając czoło bardziej potem niż deszczem zroszone.

Nie cierpię kosić. Ale skoro już mi dowcip zrobiło i nie padało, to wykosiłam wszystko za jednym podejściem. Na początku Kasia też kosiła swoje podwórko, pokrzykiwałyśmy do siebie w przerwach między kosowo – kosiarkowym warkotaniem. Po upływie pół godziny u Kasi zrobiło się cicho, ale ja zawzięłam się i walczyłam dalej, czekając na te zbawcze krople z nieba.

Zmęczona, spocona i brudna, na koniec obeszłam jednak podwórko z wielką satysfakcją. Warto było!

Dzisiaj z samego rana zeszłam najkrótszą drogą do Modrzewiska, sympatyczną godzinę spędziłam z Martyną nad książkami a potem obeszłam sklepy, wykreślając kolejne pozycje na liście zakupów. Jak zwykle, większość ciężaru w moim plecaku stanowią owoce. Powinnam polubić śliwki, mam ich pełno na własnym podwórku, nie musiałabym tyle dźwigać, a i oszczędność niemała…

Tak rozważając, wchodziłam w straszliwym upale z powrotem na Groń. Tu jeżyna, tam jeżyna, tu żmija w poprzek drogi. Przystanęłam, odczekałam chwilkę aż odślizga się na skarpę. Piękna. I bestia. Dwa w jednym.

Za strumykiem zauważyłam kolejną przeszkodę, tym razem w poprzek drogi leżało coś dużego i kanciastego. Kiedy podeszłam bliżej, przystanęłam już na dłużej, przyglądając się ze zgrozą dwumetrowemu kawałkowi odłupanego pnia: oto ofiara wczorajszej nawałnicy! Rzeczywiście, w pewnej chwili słyszałam wyraźnie charakterystyczny, tępy trzask przy uderzeniu pioruna. Wyszłam nawet zobaczyć, czy przypadkiem nie płonie któryś z sąsiednich domów albo drzew na górze. Musiało uderzyć w coś niedaleko.

A to nasza wielka, wspaniała jodła przy drodze. Sąsiadka tych z Bramy Mocarnych, równie mocarna jak tamte, samotnie rosnąca nad strumykiem. Stoi jeszcze, rozrzuciwszy kilka wielkich drzazg wokół siebie, pęknięta spiralnie od czubka do korzeni. Może zwalić się w każdej chwili.

To niby tylko drzewo, ale żal ścisnął mi gardło.

Szybko dotarłam do domu, zrzuciłam plecak i zadzwoniłam do leśniczówki. Obiecali szybko się tym zająć. Hm, niełatwe zadanie, to zranione drzewo to potęga.

A teraz znowu zbiera się na burzę, ptaki umilkły, nie słychać nawet świerszczy. Tylko muchy wlatują przez otwarte okno jak do siebie. Zapaliłam kadzidełko sandałowe, wylatują więc równie szybko. Melka łazi pod werandą, na szczęście nie oddala się zbytnio od domu i nie boi się burzy, spokojnie przygląda się błyskawicom ze swojego kocyka na parapecie. Muszę ją już zawołać, poszeleścić opakowaniem kocich przysmaków. Wtedy rozlega się szybciutkie „tup, tup, tup, tup” po deskach werandy i małe rozmruczane stworzonko wskakuje przez okno do izby.

Na szczęście tym razem bez żadnego motyla w pysiaku.

Trzeba przetrwać kolejną burzę.


 

 

2 thoughts on “Koszę ja, kosi i burza…

  1. Muchy nie lubią zapachu kadzidła sandałowego? Trzeba to sobie zapamiętać. Wiem, że nie lubią mojej packi, która i w tej chwili leży obok mnie. Po spotkaniu z nią odechciewa się im lotów i siadania na mnie. Dziwne, nieprawdaż? 🙂
    Jodły są wspaniałymi drzewami. Wyniosłymi. Szkoda tej Twojej. Marylo, chyba zgodzisz się ze mną gdy powiem, że wielkie drzewa mają jakiś tajemny, trudny do nazwania urok. Czasami wydaje mi się, że one emanują… coś. Jakąś energię, albo… nie wiem. Jak sądzisz, Marylo?

    1. Ano, muchy nie lubią sandałów. 😉
      Gdzieś wyczytałam, sprawdziłam i potwierdzam. A ja ten zapach lubię, więc doskonale się składa.

      A wielkie drzewa… ooo, tak. Zgadzam się absolutnie. Kiedy dotykam kory, czuję jak pulsuje pod nią życie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *