Początek wakacji pod koniec lata… ;-)

Początek wakacji pod koniec lata… ;-)

23 sierpnia 2018

Jestem. Kilka dni tego lata mogę spędzić na zupełnym luzie, nie martwiąc się już o etat, ubezpieczenie, wszystkie te papierki i chleb na emeryturze za parę lat. Dostałam stałą pracę. Po roku płacenia kar za wilczy bilet (od Pani Ważnej) raz po raz, po roku zdumiewania się ogromem ludzkiej zawiści i bezinteresownej złośliwości, po miesiącach zarabiania raz 250 złotych brutto, raz pracy na ponad dwa etaty i wracania z zajęć ciemną nocą a potem milczącego wpatrywania się w noc za oknem i zastanawiania się ile jeszcze tej walki i tymczasowości.

O, tak, człowiek musi się rozwijać, a takie doświadczenia w tym pomagają. Ubogacają, wiem. Ale nawet ten wdzięcznie rozwijający się niewymowny papier ma przecież w końcu swoją tekturkę!

Chyba jeszcze boję się cieszyć. Będę pracować z młodzieżą, znowu przygotowywać do Matury. Ostatnie pół roku w podstawówce było całkiem sympatyczne, ale nie rozumiem już tego obecnego podejścia. Nie rozumiem, dlaczego to ja „narozrabiałam” (sądząc po reakcji pedagoga szkolnego), kiedy czwartoklasista, dokuczający innym dzieciom i upomniany przeze mnie, wykrzyknął mi w twarz:

– A mam pani przyjebać?!

Zgłosiłam gdzie i komu trzeba, ale na tym się skończyło. Bo chłopiec „już tak ma”, a przede wszystkim ma  wpływowego ojca. I matkę niewydolną wychowawczo. Nie mogę go więc bardziej stresować, domagając się przeprosin!

Nie wierząc uszom i oczom własnym, zwróciłam uwagę na jaskrawy przykład wydolności wychowawczej szkoły która to wytyka niewydolność matce. Na kogo my tych małych ludzi wychowujemy?! Ten sam przerośnięty pyrtek miesiąc później uderzył pięścią w twarz koleżankę z klasy. Znowu na moim dyżurze. Znowu zgłosiłam (po udzieleniu pomocy dziewczynce) i znowu małemu uszło na sucho! Wyć się chce, kiedy się słyszy tłumaczenie, że dziewczynka go prowokowała, krytykując jego rodzinę. A sama pochodzi z ubogiej, ukraińskiej…

Nie rozumiem. I nie zaakceptuję nigdy.

Może więc dobrze, że nie chciano mnie już w żadnej uczelni dzieci małych. Otwieram nowy rozdział który wygląda tak dobrze i optymistycznie, że na wszelki wypadek nie cieszę się. Nie wiem jak będzie, ale może właśnie…  dobrze?

Załatwiłam formalności, wróciłam w góry. Melka została pod opieką mojego ojca, zachwyconego że będzie mógł trochę kota porozpieszczać a nie musi się przejmować kuwetą odkąd kicia spędza większość dnia w ogródku.

Dziwnie mi tu bez niej, cisza w domu cyka tylko pasikonikami zza okien. Zjadłam sałatkę na obiad, umościłam się na progu z herbatą. Powietrze jest lekko przymglone, słońce przypieka i światło jest tak jaskrawe, jakby zapowiadało burzę. Wcale mi to nie przeszkadza. Liście zdziczałych śliwek za płotem Kasi lekko się poruszają i szeleszczą, przypiekanie słońca na ramionach i kolanach łagodnieje z powiewem chłodnego wiatru.  Poniżej, przy pasiece Huberta słychać jakieś stukanie, pewnie sąsiad naprawia ule. Kasia rozwiesza pranie na sznurkach między śliwami a lipą, pogadując  łagodnie do swojego kota:

– Nie chcesz jeść, Maksiu? Pewnie przekąsiłeś coś na ciepło na mieście?

Uśmiecham się znad swojego kubka herbaty. Nie było mnie ponad tydzień, dla mnie wiele się w tym czasie zmieniło, a tutaj nie zmieniło się nic. Życie płynie spokojnie i serdecznie, Lilka i Mateusz nawet nie zauważyli że wyjechałam, przywitali mnie pytaniem o której schodziłam, skoro tak o tej porze już wracam z powrotem na Groń. Zaśmiałam się, że dziś zdążyłam już o świcie przemaszerować Żywiec, kiedy oni pewnie przewracali się na drugi bok.

Poczułam się, jakbym weszła znowu w wygodne, domowe kapcie. Moje bardzo własne.
I zaczynam krótkie wakacje ze spokojnym oddechem. 🙂


 

 

 

9 thoughts on “Początek wakacji pod koniec lata… ;-)

  1. No, nareszcie!!!!!! Stała praca!!!!!!!!!!!!! Jakże długo czytałam wpisy i czekałam …..
    Nie było mnie trochę na Garze, a tu tyle u Ciebie się zmieniło!!!! Cieszę się ogromnie, naprawdę szczerze:)

    1. Dzięki Zosiu. Ta praca okazała się nie do końca stała: kiedy podpisywałam umowę, zobaczyłam że jest na czas określony. Do końca roku szkolnego.
      Wszyscy w tej szkole tak mamy. Hm, dziwnie jest… 😉

  2. Moje bardzo własne kapcie… Milutkie.
    Marylo, słyszałem, że niektóre szkoły zatrudniają ochroniarzy. O czasach utrzymywania moresu przez woźnego, ważną wtedy osobę, nikt już nie pamięta. Zresztą, tego słowa też nie.
    W mojej pracy w lunaparku napatrzę się wiele, stanowczo za wiele, do czego prowadzi wychowanie stosowane przez niektórych rodziców.
    Faktycznie, praca ze starszymi, z młodzieżą, powinna być mniej kłopotliwa. Niech taka będzie dla Ciebie.

  3. Oj, rozumiem, rozumiem. Nie mozna sie w pelni zrelaksowac jesli COS nad czlowiekiem wisi. Nie bylo lekko ale masz te satysfakcje, ze postapilas slusznie, zgodnie ze swoim sumieniem. a to wazne, zeby sobie moc w oczy spojrzec bez rumienca wstydu;) Odetchlam z ulga;)

  4. Jak ja się cieszę, że dawno temu mogłam chodzić do normalnej szkoły, gdzie ceniło się to co było w głowie (lata 60-te). Ludzie w większości prezentowali podobny status społeczny, nie było czego innym zazdrościć, ani potrzeby by przed kimś się płaszczyć. Mam wrażenie że inny też był poziom kultury i godności, przynajmniej w moim otoczeniu. Wiem, że również dzisiaj są wspaniali i mądrzy młodzi ludzie, ale są w takiej mniejszości, ze trudno ich dostrzec, natomiast głupota szerzy się nadspodziewanie szybko. Miło czytać, że masz nową pracę, w związku z tym życzę Ci żeby była satysfakcjonująca we wszystkich aspektach. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Dziękuję. Bardzo lubię pracę z młodymi ludźmi. Dziećmi też, i nadal jest wiele bardzo fajnych i wychowywanych (bo wychowanie bezstresowe to oksymoron przecież!). Chciałabym dopracować te kilka lat do emerytury w miejscu gdzie pozwala się na to by uczniowie nauczyciela szanowali i lubili, ze wzajemnością…
      Głupota szerzy się między ludźmi niezależnie od ich wieku i pozycji. Niestety.

  5. Cieszę się z Tobą. Oby nowa praca nie rozczarowała.
    Już od dobrych kilku lat koniec wakacji nie oznacza dla mnie powrotu do belferskiego biurka i prawdę mówiąc oddycham z ulgą. Wprawdzie tamte warunki pracy, nielekkie, jednak różniły się od tego, o czym słyszę dzisiaj.
    Korzystaj, więc, z ostatnich dni wakacji.

    1. Dzięki Oriolko. 🙂
      Warunki pracy w szkole rzeczywiście zmieniły się ogromnie. Ale to nie wina uczniów.
      Kocham tę robotę ale marzę już o tym „oddechu z ulgą” na emeryturze. 😉
      Tym bardziej, że to oznacza dla mnie możliwość przebywania na stałe w górach. Jeśli tylko zdrowie pozwoli. 🙂
      Pozdrowienia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *