Goście z przypadku… ;-)

Goście z przypadku… ;-)

24 sierpnia 2018

Nici z pożegnania lata rozgrywkami „O kurde! Country life.”

Jeff wrócił do Londynu, a Staszek – rekonwalescent  z chłopakami musieli nieco zmienić plany. Odłożyliśmy więc te nasze na bliżej nieokreślony termin. Tak się jakoś tego lata wszystko układa inaczej niż przewidziane. Czyli wszystko w normie.

Ranek za to wstał dziś rześki i słoneczny, jako i ja. Zegarek pokazywał szóstą, kiedy zasiadłam na progu z kubkiem kawy w dłoni i uśmiechem na gębuli, pogodnym niebem nad głową i ptakami poćwierkującymi co jakiś czas w krzakach poniżej. Po prostu bosko!

Wcześnie więc zebrałam się i pomaszerowałam do Modrzewiska. Wczoraj plecak miałam pełen wypranych ręczników i ciuchów, dzisiaj wypadało dokupić nieco strawy. No i do Martyny zajrzeć po raz przedostatni. Sąsiedzi z Gronia zaproponowali podwózkę jeepem „ jeśli tylko poczekam kwadransik”, ale podziękowałam, za kwadransik byłam już na dole i wędrowałam dziarsko jako ten Sasza suchą szosą.

W zamyśleniu i zapatrzeniu jakoś szybko przewędrowało mi się te sześć kilometrów, zrobiłam zakupy i wracając wstąpiłam do Lachów. Zapowiadając się na dziś, podzieliłam się radosną wiadomością z panią Agnieszką, nie zdziwiło mnie więc kiedy Martyna powitała mnie radosnym:

– A nie mówiłam? Wiedziałam, że dostanie pani pracę z młodzieżą! W tamtej podstawówce się nie znają, nie wiedzą co stracili! Tak miało być! Ja czuję, że w tej szkole będzie super!

Ja tam nie wiem czy będzie super, zobaczymy. Za to okrutnie się ucieszyłam, że moja wakacyjna uczennica śmiga w kwestii trybów warunkowych że ho ho! Wystarczyło wytłumaczyć, pokazać na śmiesznych przykładach (takie lepiej się pamięta) i Martyna już wie o co chodzi, radzi sobie świetnie. Dla niej radocha i dla mnie radocha. I ciasto z rabarbarem.

Nadal wielce zadowolona, wdrapywałam się ścieżką na górę, podjadając jeżyny z przydrożnych krzaków. Przy strumyku zobaczyłam przed sobą troje zdrożonych ludzi z niewielkimi plecakami i kijkami do nordic – walkingu, też wchodzili na Siwy Groń. Kiedy się zrównaliśmy, przywitałam się pierwsza:

– Dzień dobry!

Dwóch panów w żółtych koszulkach i pani w białej bluzeczce na ramiączkach, na oko pięćdziesięciolatki, jako i ja. Przyglądali się chwilkę, kiedy ich wymijałam, dopiero wtedy jeden z panów odpowiedział:

– Dzień dobry! Pani też na górę?

– Jak widać. – uśmiechnęłam się i poszłam dalej.

– A daleko jeszcze do tych domów? – zawołała za mną pani.

Odwróciłam się, przystanęłam i pocieszyłam ją:

– Nie, za dziesięć minut będziecie państwo na Siwym Groniu. Chyba, że idziecie na Wiśniową?

– Na Groń idziemy. – odezwał się drugi z panów. – Do Roberta. A zna go pani może?

– Znam. Ale Roberta chyba teraz nie ma… – zawahałam się. – No, ale mogę się mylić.

– Jest, jest, mówił że będzie. Na ognisko się umawialiśmy! – pani otarła twarz chusteczką wyciągniętą z kieszeni.

– Jeśli nie będzie padało. – dodał łysawy pan w okularach.

Nie chciałam już ich zniechęcać prognozami i przypuszczeniami, że chyba jednak dziś zagrzmi i popada. Dodałam więc tylko:

– Może się uda! – i poszłam dalej.

Duchota była rzeczywiście okropna, a sine chmury już zajmowały sporą część nieba, jakoś jednak słońce nadal triumfalnie rządziło. Kiedy weszłam na swoje podwórko, uznałam, że trzeba zabrać się za to czego tak nie lubię: koszenie. Trawsko wybujało już zieloną czupryną po kostki, jeśli spadnie deszcz, to uniemożliwi mi koszenie przez dwa kolejne dni, lepiej mieć to z głowy.

Rozpakowałam plecak, zasiliłam zakupami lodówkę i szafkę, przebrałam się nieco i wdziałam kalosze. Tym razem jakoś obyło się bez jojczenia i biadolenia pod nosem, szybko uporałam się z tym odtrawszczaniem podwórka.

Kiedy kończyłam już koszenie, stojąc w otwartej furtce, zobaczyłam znajomych mi już z widzenia dwoje z trójki wędrowców, zaciekle dyskutujących i zmierzających w moim kierunku. Wyłączyłam więc podkaszarkę.

– Mogę jakoś pomóc?

Pan w okularach odezwał się markotnie:

– Czekamy na Roberta, ale wygląda jakby nikogo tam nie było, może pani coś wie?

Zaprzeczyłam.

– Przyjechałam wczoraj, nie zaglądałam do nich i nikogo z nich nie widziałam. Ale może sąsiadka?

Kasia jednak nie wróciła jeszcze z dołu, wybierała się na autobus o jedenastej.

– A nie mogą państwo po prostu zadzwonić? Skoro się umawialiście, to powinni być, może po prostu pojechali po coś i zaraz wrócą?

– Ale myśmy nie umawiali się konkretnie, mąż się uparł, żeby niespodziankę zrobić! – wyjaśniła wyraźnie zezłoszczona pani.

Spojrzałam na nich zdumiona.

– Niespodziankę? Przecież oni tu nie mieszkają na stałe, tylko przyjeżdżają parę razy w roku!

– Ale mieli być całe lato, Robert mówił. – tłumaczył się ponuro łysawy pan. – To skąd miałem wiedzieć…

– Jeśli państwo chcecie, mogę zadzwonić do Roberta, zapytam go. – zaproponowałam.

Spojrzeli po sobie, w końcu pani westchnęła:

– No, może to dobry pomysł. Heniek, a idźże po Bogusia!

Poszłam po telefon, zbierając już mój sprzęt odtrawszczający, wykosiłam już właściwie wszystko co zamierzałam. W domu błyskawicznie się umyłam, zlikwidowałam pandopodobne oponki pod oczami i przebrana w czyste spodenki i koszulkę wyszłam na powrót do pechowych gości sąsiada. Zadzwoniłam do Roberta, pytając o dalsze plany wakacyjne.

– Nieee, byliśmy teraz znowu trochę, nie  było cię w sobotę, jak wyjeżdżaliśmy. Teraz to dopiero na ferie jakoś będziemy. – powiedział nieco zdziwiony.

Wyjaśniłam mu więc sytuację, co zdziwiło go jeszcze bardziej i nieco rozzłościło..

– Powariowali?! Niepoważny ten Heniek, trzeba było zadzwonić!

Troje spoconych, wymęczonych upałem ludzi stało jednak na ścieżce przy mojej furtce, zaprosiłam ich więc do domu i poczęstowałam zimną wodą z cytryną. Na werandzie było akurat pełne nasłonecznienie, więc usiedliśmy w izbie.

– Ależ pani ma tu ładnie! – zachwycała się pani Jola, kiedy już poprzedstawialiśmy się sobie wszyscy. – I całkiem wygodnie jak widać. A jakie widoki z okna! Widziałeś Heniu?

– A tam dalej jest jakiś pokój? Czy łazienka? – zainteresował się pan Bogdan, rozglądając po sieni.

– Nie mam łazienki, ubikacja jest na zewnątrz, a umyć się można tutaj, – pokazałam dużą kwadratową miskę i butlę z kranikiem w sieni. – Tam jest komórka, a za nią drewutnia, w planach mamy tam łazienkę a za nią pokój z kominkiem. Tymczasem – musi wystarczyć to co jest.

– Jak dla mnie, wystarczy żeby miło spędzić urlop. – uśmiechnął się pan Heniek, a żona mu zawtórowała:

– Też tak uważam. Szkoda, że musimy wracać do Łodzi…

– Państwo jesteście z Łodzi?! Jechaliście taki kawał drogi, nie wiedząc czy zastaniecie Roberta w jego chatce? – kolejny raz się zdumiałam.

Niepotrzebnie, bo moi przypadkowi goście znowu zaczęli obrzucać się pretensjami. Ale wtedy z daleka rozległ się pomruk i pan Bogdan zerwał się z krzesła:

– My tu gadu gadu, a czas lecieć, burza idzie!

Podziękowali, pożegnali się szybko i zeszli najkrótszą drogą przez las, odprowadziłam ich do „Bramiszcza” i wskazałam ścieżkę, którą akurat wchodziła Kasia.

Dziwny doprawdy pomysł z odwiedzinami „w ciemno”…

Na szczęście, z pewnością zdążyli zejść i wsiąść do auta, burza na dobre rozbłyskała się pół godziny później. Ale trwała też niewiele dłużej, teraz już wszystko się uspokoiło, tylko gdzieś z dołu słychać przeciągłe wycie syren samochodowych, nie wiem czy to karetki czy straż pożarna.

Wiatr się uciszył, deski werandy schną po deszczu. Powietrze jest znowu rześkie i świeże, ale niebo pozostało gęsto zasnute chmurami. Hm, nie wiadomo czy rozjaśni się, czy jeszcze grzmotnie i lunie.

Tak czy inaczej, jest pięknie!  🙂


 

 

 

 

4 thoughts on “Goście z przypadku… ;-)

  1. A moze sie okazalo, ze w tym czasie kiedy Bogus & co szukali Roberta, Robert pojechal w odwiedziny do Bogusia do Lodzi???? Niespodzianka!

    1. Hahaha, świetne! Robertowi – z tego co wiem – nie przyszłoby to do głowy, ale może powinien też taką niespodziankę przygotować? Ciekawe, czy Boguś & co są tacy „gościnni” jak tego oczekują od innych? ;-D

  2. Nie wiem czy to moja wyobraźnia , czy Twój tak nadnaturalny opis wydarzeń , ale czuję jakbym bym tam z Wami i cieszył się zaistniałą sytuacją 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *