Pogoda wstała lewą nogą? ;-)

Pogoda wstała lewą nogą? ;-)

25 sierpnia 2018

Ten dzień wstał chyba lewą nogą i nijak nie chciał dać się przekonać, że to jeszcze lato.

Do porannej kawulki na progu musiałam założyć bluzę, a zamiast ptasich i pasikoniczych odgłosów słuchałam koncertu wkurzonej wody, pośpiesznie opadającej w ziemię miliardami kropel. Spodziewałam się tego już wczoraj, po upływie pół godziny dach był się już oczyścił, więc podstawiłam pod rynną wielkie, trzydziestolitrowe wiadro przywiezione w ubiegłym roku przez Romka, wczoraj je umyłam i przygotowałam. Będzie spory zapas, trzeba tylko możliwie szybko poprzelewać ją w butle. Napełnionego wiadra nijak nie ruszę, więc zaczerpuję kubkiem i przelewam, przez duży lejek z sitkiem, na miejscu, pod rynną, korzystając z chwilowej zamiany ulewy w mżawkę.

Nareszcie jakaś przerwa, ta nieustanna ulewa trwała półtorej godziny!

Na szczęście, mnie ominęło to lewonożne wstawanie, więc czekam spokojnie, aż Przyrodzie przejdą dąsy. Deszcz był już potrzebny.

Uśmiecham się pod nosem na wspomnienie Janeczki, która w takich chwilach przychodziła do nas, otrzepywała wściekle kalosze i trzymaną nad głową chustę, zasiadała na stołku w drzwiach izby i pomstowała:

– Ady leci i leci te mokre kurestwo, łopamiyntanio ni mo! Gwiozdulka mi w sopie siedzi smutno, ani se trowki nie poskubie, jako to krowie wytłumacem?

Nie proponowałam jej wtedy niczego do picia, bo twierdziła, że wody dość z nieba leci, tylko ciastkiem dawała się pocieszyć. W dużej ilości.

Nad ziemią nadal wisi nisko siny, ciężki sufit ciemnej mgły. Żadnego prześwitu, żadnego przerzedzenia, nie widać nawet chmur więc nie ma się co rozwiać. Marne szanse na łazęgę dzisiaj, przynajmniej na razie.  Mojego zwyczajowego obchodu osady nie ma potrzeby robić, bo w prawie każdym domu ktoś jest, a na sąsiedzkie pogaduchy nie mam jakoś ochoty.

Za to widzę, że nie widzę… przez okna. A raczej, zaburzone to widzenie trochę, na szybach pełno śladów kocich łapek po ostatnich polowaniach Melki na muchy, a od drugiej strony – kawałeczki koszonej trawy. Trzeba więc umyć okna, co przypomina mi o innych porządkach, zajmę się tym póki się trochę nie rozjaśni. Deszcz mi nie wadzi, na szyby nie pada. Później jednak wybiorę się gdzieś, choćby na Zadomie Wielkie, jakieś zdjęcia zrobię.

Zresztą, dzień sam się potoczy, zobaczymy co przyniesie. 🙂


 

 

5 thoughts on “Pogoda wstała lewą nogą? ;-)

  1. Piękne muszą dni same płynące, bez ich popędzania i bez planowania…
    Piękna jest umiejętność poddania się swobodnemu mijaniu godzin.

  2. Jak sie cos na sile planuje to przewaznie wychodzi odwrotnie;) a kiedy sie przyjmuje to co przychodzi – wychodzi na dobre. Tylko tego czekania trzeba sie nauczyc…

  3. Bardzo bym chciała aby u nas tak popadało ….: u nas niestety deszcz tylko na 5 minut raczył do nas zawitać.
    A ostatni raz o nas sobie przypomniał na początku lipca i to tez była króciutka wizyta :(((

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *