Okna gotowe na wiosnę, choć droga w zaspach… ;-)

Okna gotowe na wiosnę, choć droga w zaspach… ;-)

27 lutego 2021

Pochmurna, siąpliwa sobota zmierza ku końcowi, spokojny i cichy to był dzień. Obyło się bez wędrówek i bez prac remontowych, ot, jedynie klocki z drewutni poszły pod topór i łapy świerkowe w drewnianym ceberku zamieniliśmy na świeże i pachnące pozimowym lasem. Ptaki w lesie dziś świergolą wniebogłosy, ale poza tym nic nie przypomina jeszcze o wiośnie.

Wczoraj przyjechaliśmy razem z naszą sąsiadką Kasią. Mieszkam teraz pod Katowicami, zajęło jej więc niecały kwadrans by dojechać do mnie tuż po moich zajęciach. Po chwili dołączył do nas Krzyś, zapakowaliśmy się do jego terenówki i w doskonałych humorach pomknęliśmy ku Beskidom, wstępując po drodze po zakupy w parę miejsc.

Nie mieliśmy pojęcia czy wjedziemy na Groń bez przeszkód, łańcuchy w pełnej gotowości oczywiście spoczywały w bagażniku, między zgrzewkami wody źródlanej i mleka bez laktozy.

– Wygląda na to, że żadne łańcuchy nie będą potrzebne. – ucieszyła się Kasia, kiedy już zjechaliśmy z Baraniego Targu w naszą drogę na górę. – Na drodze dość sucho!

– Nie mówmy „hop”. – odezwał się Krzych, manewrując między wielkimi kamieniami leżącymi w błocie to po lewej, to po prawej stronie. – Wyżej może być różnie.

– Tak, tak, czasem od strumienia nagle zaczyna się inna pora roku. – dodałam. – A ostatnio mieliśmy kłopot z przejazdem pod domem Mateusza.

– O, rany, faktycznie. – westchnął mój syn. – Mam nadzieję, że ten śnieg z jego dachu już stopniał!

Przejechaliśmy bezśnieżną, błotnistą ścieżką przy zwalonej ambonie, gdzie niedawno musieliśmy zatrzymać się i uzbroić koła w łańcuchy, tym razem i tutaj grunt był w miarę twardy, więc nabraliśmy otuchy, że za chwilę bez przeszkód zaparkujemy przy naszych domach.

Nie od razu się to jednak udało.

Za Bramą Mocarnych musieliśmy rozpędzić się nieco żeby przejechać stromy odcinek drogi, pokryty kilkunastocentymetrową warstwą mokrego śniegu, który towarzyszył nam już do samego szczytu Siwego Gronia. Nawet z rozpędu nie udało nam się jednak przejechać paskudnej zaspy tam gdzie się jej obawialiśmy, czyli pod domem Mateusza.

– Cóż, nie mamy innego wyjścia, jak pomknąć po łopaty i odśnieżyć ten kawałek. – stwierdziłam. – To ja przyniosę sprzęt.

Wzięłam z torby klucze i szybkim krokiem pomaszerowałam do chatki, z drewutni wytargałam łopatę i szpadel zza drzwi i pośpieszyłam z powrotem do Krzycha, czekającego przy samochodzie.

– Ja zaraz znajdę coś i do was dołączę! – krzyknęła do mnie Kasia otwierająca swój dom po sąsiedzku.

– OK, ale nie ma pośpiechu! – odkrzyknęłam, pamiętając, że Kasia miewa kłopoty z kręgosłupem i takie machanie łopatą niekoniecznie jest dla niej bezpieczne.

Dziarsko zabraliśmy się za usuwanie z drogi białego puchu, który ważył zupełnie nie puchowo, zbity w twarde, ciężkie bryły, które trzeba było najpierw odkroić od reszty, żeby odrzucić je w dół. Gdzieniegdzie pokrywa śniegowo-lodowa narosła na pół metra i więcej, solidnie się napociliśmy zanim przetarliśmy sobie ten kawałek trasy. W końcu jednak Krzych wskoczył za kierownicę i przejechał aż do naszego parkingu przy studni, a my z Kasią głośno zawiwatowałyśmy z łopatami uniesionymi w górę.

Nasza komoda kuchenna, którą niedawno zamówiliśmy pechowo (tzn. pracownik sklepu wpisał na zamówieniu niewłaściwy numer i w efekcie dostaliśmy obudowę piekarnika zamiast szafki z czterema szufladami), jeszcze się chyba produkuje bo dotąd do sklepu nie dotarła, ale i tak wprowadziliśmy drobną zmianę: zielone zasłony na okna w izbie.

Już nieco opatrzyły mi się i spowszedniały pomarańczowe, od jakiegoś czasu chodziło za mną to wyobrażenie zielonej tkaniny, najlepiej płóciennej, bez żadnych wzorów, ale okazało się że wcale nie jest łatwo takie znaleźć. Dopiero niedawno wpadła mi w oko ta słoneczna zieleń zwisająca wśród innych dużych, gotowych zasłon w markecie budowlanym. Wolałabym co prawda zieleń oliwkową, ale ta wiosenna wyraźnie zawołała do mnie, przekonując, że to jej właśnie szukam. Cena nie była wysoka, więc radośnie zakupiłam jedną sztukę, nie byłam pewna wymiarów, ale uznaliśmy że powinno wystarczyć. Pocięłam, uszyłam i przywiozłam. Kiedy je wczoraj zawiesiliśmy, okazało się, że jednak na szerokość niezupełnie wystarczy, zasłania okna „na styk” i średnio wygląda w trybie nocnym, za to w trybie dziennym – całkiem sympatycznie. 😊

Trzeba więc dokupić jeszcze jedną, pociąć, uszyć i przywieźć. Warto, bo pasuje do wnętrza.

Udało mi się dziś dwukrotnie zatriumfować w rozgrywkach „Wsiąść do pociągu” i raz przegrać sromotnie w remika, dzięki temu dzień minął sympatycznie i mimo ponurej aury oderwałam się od smętnych myśli, których nie brakuje. Jutro wieczorem pewnie wrócą, ale tymczasem niech trwa ten miły weekend. 😊  

  

8 thoughts on “Okna gotowe na wiosnę, choć droga w zaspach… ;-)

  1. Antarktyda daleeeko;) Jezeli nawet jakos by sie wydostaly to dluga droga przed nimi a i zgubic sie latwo w szerokim swiecie. Niech tam zamarzna sobie spokojnie!
    Milego, wiosennego weekendu!
    Mo

  2. Zasłonki super, rozweseliły pokój!!!
    Może następnym razem śniegu już nie będzie i wyjedziecie bez przeszkód 🙂

  3. Okna cudne – zawilce na trawie;)
    A na smetne mysli mam taki:
    Czarne mysli, leki (leuki), zmory – wypi…. precz do nory!

    1. 😀
      A ta nora – lotu z tydzień: może gdzieś na Antarktydzie?

      (mam obawy, że zgromadzone w norze i tak by wylazły dnia pewnego… 😉

  4. Zasłonki pięknie wyglądają. Mówisz, że rozweselają? Może też powinnam o takich pomyśleć, bo smętnych myśli i ponurych nastrojów nie brakuje.

    1. Parę miesięcy temu zatęskniłam za zielonymi zasłonkami. Nie rozwiały smutków i problemów, ale radości trochę przysporzyły, owszem. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *