Wspomnienie Babci Janeczki

Wspomnienie Babci Janeczki

Ile to już lat minęło. Rozglądam się z uśmiechem po tym samym pomieszczeniu, choć dawno już nie ma w nim śladu po rozwrzeszczanym drobiu. Dziś to przytulna, funkcjonalnie i ładnie urządzona, czysta i jasna izba. Na solidnej, modrzewiowej podłodze leży duży, ciepły dywan, przy wygodnym łóżku drugi, mniejszy. Z rozczuleniem patrzę na kąt jadalno-wypoczynkowy. Kwadratowy, drewniany stół, stara ława i trzy krzesła wokół niego. Wisząca nad stołem lampa z wiklinowym abażurem rzuca ciepłe, rozproszone światło na ten stary, szlachetny sufit. Ileż wesołych chwil z przyjaznymi ludźmi tu spędzam! Tyle godzin przegadanych, prześmianych i przepłakanych już było przy tym stole. Te ściany widziały i moją miłość, i moją rozpacz, szczęście i strach. Po Babci Janeczce zostało mi tylko wspomnienie…

Lato, jakoś 1997

– Maryla! Idem ku tobie! – wyrazisty głos Babci Janeczki dociera pewnie i do wsi na dole. Dzień jest piękny, letni, powietrze przejrzyste.
– Jestem na werandzie, Janeczko! – odkrzykuję. Rozwieszam pranie na balustradzie werandy, Krzyś bawi się poniżej, rozbudowuje z patyczków i liści stadninę dla koników polnych. Uśmiecham się widząc z jakim przejęciem i troską podaje źdźbła świeżej trawy dużemu pasikonikowi, który ku radości Krzysia wskoczył do stadniny „z własnej woli”. Mój kochany, kreatywny synek.
Tęga postać sąsiadki pojawia się powoli zza węgła, rozpraszając moje myśli. Podpierając się swoim kosturem, Janka wkracza władczo na nasze podwórko i przygląda się uważnie trawie. Jak zwykle ma na sobie kwiecistą spódnicę założoną na odwrotną stronę i szarą zapaskę. Prowadzi na sznurze Gwiazdulę, swoją ukochaną, rudą krowę.
– Co to się stało, Janeczko? – pytam. – Wyglądacie na zmartwioną.
– Cosik mi się Gwiozdulka nie kce paść. Mos tam kany sól? Ady podsyp Marylko na trowe, moze u wos co zeźre..
– Ja podsypię, ja podsypię! – Krzyś natychmiast otrzepuje ręce i biegnie do domu po sól, kiedy Babcia Janeczka przywiązuje sznur do palika i po chwili mości się na brzegu werandy. Gwiazdula stoi na środku podwórka jakby zamyślona, zapatrzona na słoneczne góry w oddali. Wysypujemy trochę soli przed nią, ale krowa nadal stoi nieruchomo, ani myśli oddawać się tak przyziemnej czynności jak skubanie trawy.
– Gwiozdula, paś sie!- zżyma się Janeczka, postukując groźnie kosturem o kamień. – Paś się, bo pódzies do sopy, torbo jedna!
– Zawsze mówicie, Janeczko, że z mojego pola najlepszy widok. – śmieję się z tej jej szorstkiej czułości. – Niech się i bydlątko napatrzy.
Nie ma już Gwiazduli, nie ma Babci Janeczki. Jednak latem, kiedy siedzę na werandzie i słyszę czyjeś nawoływania z lasu, wspominam tę ciepłą scenę. I uśmiecham się do siebie.


One thought on “Wspomnienie Babci Janeczki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *